by
Szczęśliwe dzieciństwo. Czas, jak to się uczenie mówi bezstresowy - nie uświadczysz tu szkoły, nikt nie nazwie Cię pieprzonym brudasem (no chyba, że masz naprawdę nerwowych rodziców, którzy nie rozumieją, że akurat jesteś świnką :), nie masz żony i dzieci, a zabawę w dom możesz skończyć, kiedy Ci się żywnie podoba. Możesz powiedzieć "Mamuś, kup mi F-16, ale taaakiego duzzegooo!!!!" i wszyscy zachwycą się Twoją elokwencją, możesz oznajmić cioci, że ma ładną perukę, co wzbudzi śmiech, nie zaś ostentacyjne odebranie talerzyka z ciastem. Możesz "zamówić" na uroczystej kolacji, dwie pałki kurczaka i naprawdę je dostaniesz, możesz śpiewać po chińsko-ukraińsko-fińsko-grecku na komunii kuzynki i zebrać niesamowite owacje... Dzieciństwo jest najfajniejsze :)))A takiego, powiadam Wam! :) Dzieciństwo to czas okrutny, może nawet najstraszniejszy w życiu, pełen bolesnych przeżyć, które odbijają się piętnem (ew. tuszem z pieczątki taty na Twojej najbielszej bluzeczce..) na przyszłości narodu :). Serio. Ile razy płakałeś w dzieciństwie? Ile razy płaczesz dziś? Powiesz, że wtedy płacz był metodą na zdobycie upragnionego celu - ale przecież on był upragniony, a ty nie mogłeś go zdobyć! Okrutne! Dodasz: wtedy małe głupstwo doprowadzało do łez. Ale to wtedy nie było głupstwo - to była życiowa tragedia! Wtedy wytoczysz ostateczny argument: przecież wtedy nie mogłeś inaczej zgłosić własnych potrzeb, bo i nie potrafiłeś! A ja odparuję: przeta właśnie!!! Ty tak bardzo chcesz słonika, a nawet nie możesz tym cholernym dorosłym tego powiedzieć! Nikt Cię nie rozumie! Chlip! ;)
Weźmy na ten przykład taki przykład: idziesz sobie melancholijnie chodniczkiem pewnego ładnego zdawałoby się wrześniowego poranka, za rączkę prowadzi Cię tatuś, ewentualnie mamusia, lub babcia. Póki co jest fajnie: co chwilę przystajesz, oglądasz patyczek, ślimaczka, pajączka, co je biedronkę, opakowanie po LM-ach. Z reklam patrzą na Ciebie fajne Pokemonki - Czy masz jusz wszystkie?, urocze, ZUPEŁNIE inne Digimonki i w ogóle najfajniejsze Teletubisie (za moich czasów nawet Teletubisi nie było - widzicie, jakie miałem ciężkie dzieciństwo :))) Tak, więc idziesz sobie i idziesz, idziesz, idziesz, kurde, jak Cię nóżki bolą! :)) (pamiętacie taki fragment Dexter's Laboratory: Didi jest Mistrzem Gry i czyta takiż scenariusz role-play'a: "You're going through the forest, you're goin', goin', goin', goin', and further goin'n'going', you're going.. and,... and... and.. out comes the Dragon!!!!" Ja w tym momencie spadłem z krzesła :))) Kreskówki są jednak najfajniejsze! :)))
OK, wracamy do tematu: więc idziesz :) z tatusiem/mamusią, cholera wie gdzie. Masz to, mówiąc oględnie, gdzieś, rodzinie się ufa. Błąd, kurka, błąd! Ty wiesz, gdzie idziesz? Wiesz?!? Do przedszkola!!! Aaaaaach!!! Za chwilę tatuś Twój (alternatywnie: mamusia, ale kobiet się czepiać nie będę) zostawi Cię w nim zupełnie samego, z obcymi ludźmi i powie, że wróci o piętnastej. Ale Ty mu jush nie wierzysz - on powiedział, że idziecie na mały spacerek. Co robisz? Płaczesz!!! A co Ci, cholera, pozostaje?
Przedszkole, mimo, że w końcu się do niego przyzwyczaisz wcale nie jest takie, śliczne, cudne, buzi buzi. Tradycją jest, że w przedszkolu jest zawsze jedna, zawsze, powiadam, najfajniejsza zabawka, a wszystkie inne są najnudniejsze. I co dzieje się z samego ranka? Wyścig, sprint, na rynek marsz!! Całe bractwo bieży co sił w nogach, by zabawkę tę pochwycić w swe rączki :))) A inni, których rodzice nie byli w stanie zrozumieć, że już, już, już, trzeba do przedszkola, bo tam jest taki najfajniejszy Wojowniczy Żółw Ninja, stoją i patrzą i jush im się na płacz zbiera :))) Bo jak to tak - wolność, równość, braterstwo, a Józek ma Leonardo trzeci raz w tygodniu!!! :))) To jest, motyla noga, niesprawiedliwa niesprawiedliwość!!! :)) Aaaaach!!!
Mało z przedszkola przypowieści? No to uważajcie: leżakowanie. Właśnie dostałeś tego cholernego Leonardo w swoje ręce (Leonardo jest najfajniejszy!) i już zaczynasz zwalczać brzydkiego Kranga, a tu znowu, że proszę ja Ciebie, Zonk!!! Czas do łóżeczek! Śpimy, dzieci! Michaś, też! Nie płacz Michasiu, jesteś już dużym chłopczykiem... Oddaj żółwika [w tym momencie w dziewiczym umyśle przedszkolaka powstaje pierwsza prawdziwa przekleństw kompozycja - co to wredne babsko wie o życiu? To jest Leonardo Najfajniejszy!!!] :) A co się dzieje, gdy akurat zasypiasz? "Wstajemy, dzieci, czas się bawić!! Nie Michasiu, teraz żółwika dostaniu Bartuś..." Aaaaaaach!!!
A wiecie, jakie jest moje najstraszniejsze wspomnienie z przedszkola? Klocki! Serio! Jestem w starszakach. Przede mną stoi taaaaakieee duże pudełko klocków. Klocki, nie wiem czy wiecie, są najfajniejsze! :) I w tym momencie, właśnie w tym momencie uświadamiam sobie, ż klocki są dla tej gównarzeri z maluchów i średniaków! A my, strusie jajo, co!!! Najgorszejsi?!? :) Aaaaaach!!!!
OK, teraz coś z innej beczki: jest zdaje się św. Mikołaj (btw: Ty wiesz, że świętego Mikołaja nie ma, ty po prostu nie chcesz o tym uświadamiać rodziców :))), na pewno zaś grudzień, bo zimno, jakby diabli nadali, a te rajstopki strasznie swędzą. Wreszcie po długim, długim, baaaardzo długim oczekiwaniu przychodzi Twoja kolej: podbiegasz do św. Mikołaja (w tej roli, jak co roku, pan od kotłowni), siadasz na kolana i krzyczysz, że tak , tak, byłeś, wronie pióro, bardzo, bardzo, bardzo grzeczny. I wtedy w umyśle wybrzmiewają Ci słowa św. Mikołaja... "Jak masz na imię dziewczynko?..."
Aaaaaaaaaaaaaaaaach!!!!!!!! Michaaaaaaaaaaałeeeeeeeeek!!!!!!!!!!!!!!
OK, teraz kilka uwag ubocznych, które zwane są PSami (aport!). Peesy są wszak najfajniejsze!
Po pierwsze, primo do ogółu: Widać chyba, że pisałem pod wpływem... "Przedszkolandii", co jest najfajniejsza. Mnie się ona, mówiąc szczerze, straszliwie podoba - ot, widzę, że inni też się męczą :))) Ale tak szczerze - przedszkole jest najfajniejsze! Serio!!!
Po drugie, secundo do ogółu: Zakładamy Wielki Fan Klub Wojowniczych Żółwi Ninja (WFKWŻN)!!! Serio! To przecież była najfajniejsza kreskówka! Remember: Turtles forever!!!!
Po trzecie, drugie secundo do ogółu: Jeśli chodzi o zamawiania pałeczek i śpiew po ugro-niemiecko-portugalsku... To to są autentyczne przykłady! Jak było się młodym, to się fantazję miało...
Po czwarte, primo do Eddiego: W AM#29 prosiłeś usilnie o kontakt autora tekstu p.t.: "JUNAJTED STEJTS EF AMERYKA, A KONKRETNIE ICH HISTORIA, OBIEKTYWNIE DOSYĆ NAPISANA, Z LEKKIM ODCHYŁEM NA LEWO, ALE TO PO DZISIEJSZEJ IMPREZIE." w celu, jak się domyślam, przekazania czeku w twardej walucie, czy cuś :) Zatem: oto jestem :))) Serio! Mam nadzieję, że nie jestem 29 osobą, która przyznaje się do autorstwa artykułu... Bo ja mam, Chatka Puchatka, na to dowody i nie zawaham się ich użyć :) ("Mam smoka i nie zawaham się go użyć" - :))) - Shrek jest najfajniejszy!)
A to było, moi drodzy, (bo wszak czytają to wszyscy, skoro jest napisane, że do Eddiego) tak: tekst mój pisałem dwa długie tygodnie, w notatniczku moim kochanym. Kiedy wreszcie zbliżał się deadlajn, nie namyślając się wysłałem go do Qn'ika. Aczkolwiek albowiem na ostatnią chwilę to czyniłem, w obieg dostała się niepodpisana wersja robocza. I nic by się nie stało, gdyby Qn'ik nie dostał fuchy w "CDAction" i nie rozpoczął przesyłania tekstów do Eddiego :). Mejl do Qn'ika był przeze mnie podpisany elegancko, ale mejl od Qn'ika do Eddiego już chyba nie. Tzn. pewnie był, ale nie moją ksywką :))))
Adres strony, zamieszczony poniżej to stronka, z której korzystałem przy pisaniu arta. Przeczytajcie tekst na niej - można pęknąć ze śmiechu.
Sorki, Eddie, że ja w tym miejscu, a nie na privie, ale mejla Twojego nie znam. Poza tym Czytelnicy mają prawo wiedzieć, kto ten tekst popełnił :))) Teraz czekam tylko na popiersie (azaliż uśmiech) prezesa. Bo i ciekawym jestem kto nim jest: jeszcze Qn'ik, już Eddie, czy jak zawsze Devi :)[Eddie: Fajnie, że się w końcu przyznałeś. No i - jak już obydwaj wiemy - poinformowałeś mnie również na privie. Nie pamiętam tylko, czy Ci odpisałem. Jeśli nie, to przepraszam - musiałem być mocno zakręcony. A co sfery rządzącej AM - mamy z tym ciężki problem. Qń nie chce ustąpić, mimo tego, że próbuję go zwalić a Devi bez przerwy wyzywa nas od wstręciuchów, trzaskając mnie dodatkowo po łapach (wiesz, te ich powiązania) ;) Sam widzisz, że nie jest łatwo. Staramy się to jednak jakoś zorganizować. Założyliśmy trzy oddzielne ugrupowania partyjne i niedługo rozpoczniemy kampanie wyborcze. Zobaczymy jakie będą wyniki. :)]
That's all folks...
Było mi jak najfajniej Was swym dzieciństwem zadręczać...