Casting - road to heaven!

by sZakOOu (np. Eminem - "Without me")




        Mieszkasz się w małej miejscowości w której liczba bezrobotnych jest niewiele niższa od liczby osób zamieszkałych, zdolnych do pracy. Idziesz do szkoły podstawowej gdzie oceny przeciętne oraz słabe są powodem dla których nauczyciele i - przede wszystkim - wychowawca od razu nastawiają cię że w przyszłości będziesz "fizycznym" i nie robią nic aby cię w tym okresie podnieść na duchu. Każdy twój pomysł zabłyśnięcia gdzieś, spotyka się ze śmiechem i pukaniem w czoło u innych. W ten sposób wychowany, przy egzaminach do szkoły średniej mówisz sobie: "pas" i od razu idziesz do zawodówki. Od tego miejsca zaczynają się praktycznie _same_ zakręty w życiu. Później jest jeszcze gorzej....

        Czy można jakoś z tego wybrnąć? Można - ja jestem tego żywym przykładem. Otóż obiecałem sobie że zostanę kimś popularnym, żeby pokazać tym wieśniakom którzy we mnie nie wierzyli, że jeszcze o mnie usłyszą. A wtedy ich rozliczę z tego grzechu - publicznie... Obecnie chodzę do dziennego Liceum Handlowego. Pomimo nawału materiału który mamy przerobić w tym roku (a jest to rok ostatni - maturalny) postanowiłem wziąć udział w castingu zorganizowanym przez impresariat "Globstar". Mam zamiar Wam teraz przedstawić jak to wszystko przebiegało. Może to pomoże niektórym się przełamać i spróbować wyjść poza pokój z komputerem, czy po prostu pokonać swoje kompleksy.

        I od razu odpowiadam: tak, mam pewne kompleksy. Ale że liczba minusów jest znacznie niższa niż plusów, czyli ogólny bilnas wychodzi 'in plus'. :) Przyszedłem na miejsce (a było to kino i dyskoteka w jednym), jeszcze było zamknięte. Osoby odpowiedzialne za casting trochę się spóźnią, bo stali w korkach. Ponieważ zapowiadało się 30 minutowe opóźnienie, wykorzystałem ten czas aby skoczyć do szkoły po papierek dzięki któremu nasze potężne WOJSKO POLSKIE się ode mnie odpier... . Wróciłem idelanie, gdyż jak tylko przybyłem na miejsce można było już wchodzić. Na początku stałem przy takich trzech dziewczynach. Zwłaszcza jedna z nich była naprawdę.... yumie! :P Dla rozluźnienia atmosfery krzyknąłem głośno: "Skandal! Żeby mi - takiemu popularnemu - kazano czekać". I właśnie wtedy ta laseczka do mnie zagadała:

- Jesteś kimś popularnym?

- No jasne! Jak oni mogą kazać mi tyle czekać. Ja! Taka gwiazda!! Chyba wywalę mojego 'menago' bo w kulki leci! - odpowiedziałem trochę zdziwiony

Wtedy druga panienka do tej pierwszej cicho powiedziała:
- Widzisz?! Mówiłam ci że ja go w 'Idolu' widziałam!

Z deka zdziwiony słucham dalej, tyle że już od tej pierwszej: - Jaką jesteś gwiazdą?

- Jak to?

- No jak dużą jesteś gwiazdą?

- Bardzo dużą! :)

Następnie zapoznałem się nimi (imiona zapomniałem po 30 sekundach) i poszliśmy najpierw razem a później każdy w swoją stronę. Ale spotkanie było bardzo zabawne jak dla mnie. Mogłem wziąść od niej numer telefonu! Mówię wam... długie blond włosy, usta Angeliny Jolie, piersi taaaakie duże, figura idealna. Ideał (chyba) wszystkich mężczyzn. Szkoda że ona sama do gimnazjum chodzi (tak słyszałem, gdy przysłuchiwałem się plotkom opowiadanym przez panienki mniej chojnie obdarzone i wyraźnie zazdrosne).

        A zaczęło się od ankiety. A w ankiecie było m.in. : dane osobowe, wzrost, waga ciała, obwód klatki piersiowej (!), kolor oczu, włosów, rozmiar obuwia (!!). Należało (w skali od 1 do 5) ocenić znajomość języków obcych (i to jakich), uzdolnienia (taniec, śpiew, pływanie, jazda konna, umiejętność pracy za barem itp.), trzeba było zaznaczyć na jakim terenie mnie interesuje współpraca (region, kraj, świat), napisać o ew. doświadczeniu w branży. Pod koniec znjdują się upoważnienia do prowadzenia działań przez firmę, zmierzających do współpracy i w jakim zakresie. Ja zaznaczyłem wszystko, oprócz hostessy, aktów artystycznych, piosenkarza i tancerza ;), czyli: model, fotomodel, reklama filmowa, film fabularny, program tv, statysta, aktor, teledysk, reklama prasowa, fotokatalogi i reality show.

        Następnie zaniosłem to do jednego z organizatorów, aby sprawdził poprawność ankiety oraz wpisał mój kod osoby. To właśnie wg niego, po kolei osoby wchodziły do fotografa na sesję zdjęciową. Facet który to sprawdzał, stwierdził że wszystko jest poprawnie i wpisał kod. Niestety się pomylił przy wpisywaniu go w odpowiednie pole i ankietę musiałem wypełniać jeszcze raz (z jego winy).

        Przez jego pomyłkę zamiast 10-ty byłem 20-ty. :( No ale nie napluję mu w oczy, bo jeszcze jakimś trafem na niego się natknę i będę potrzebował coś od niego. Niewiele się pomyliłem... Ale nie uprzedzajmy faktów! Fotograf (profesjonalny, zresztą bardzo znany) pan Jerzy Marek Borowiecki prosił po kolei wg numerków na sesję. Stojąc w kolejce, przede mną dziewczyna z koleżanką prowadziły żywą konwersację. Jak się później okazało, obgadywały tą samą panienkę co z nią się zapoznałem. I nie mówiły o niej w superlatywach (a sama rozmowa była na niskim poziomie, czyli opowiadały jaka to z tamtej jest qr@$^% itp.) Wkurzyłem się bo nie pozwolę sobie żeby mi tak bezszczelnie gadały o mojej przyszłej dziewczynie. ;D Gdy jedna pokazywała drugiej zdjęcie zabrane z domu chciałem powiedzieć że pokemony się zbiera, a nie pokazuje. Ugryzłem się w język gdy zauważyłem... Adasia z "Łysych i blon-dyniek". Prawdę mówiąc to nie wiedziałem że to on, ale gdy tylko się pojawił już każdy o nim mówił i w ten sposób zostałem wtajemniczony (osobiście preferuję reality show produkcji TVN - polsatowskich nie oglądam). Był taki wielki że.... przypomniało mi się że jestem głodny. Ale nie chciałem przeoczyć mojej kolejki. Szybko skoczyłem tylko po Pepsi (gdyż do wyboru było tylko piwo i pepsi) i wróciłem do kolejki. Jakie zdzierstwo! 2,50 za taką małą szklaneczkę? Co oni, niepoważni? Cola była zimna, pomieszczenie było zimne, na dworze zresztą też było zimno. Po chwili zacząłem trząść się z zimna. Niepodobało mi się to gdyż mogliby pomyśleć iż to z nerwów i mógłbym 'oblać' casting. Szybko zacząłem się rozgrzewać trepcząc w miejscu.

        Coraz bliżej mnie. Niedługo ja pójdę na sesję. W międzyczasie opiszę parę detali. Otóż na castingu najwięcej było dziewczyn (jakieś 80%). Następnie sporo było mam z dziećmi - często bardzo małymi, takimi jednorocznymi (około 15%). Najmniej było chłopaków (czy muszę pytać ile procent zostało do stu?). OK, teraz moja kolej. Podchodzę do fotografa i wręczam mu ankietę. Po przejrzeniu jej, pyta mnie ponownie o imię i nazwisko oraz wiek i zapisuje to sobie w swoim 'kapowniku'. Przy czym, dodatkowo mnie spytał o znak zodiaku (!!!). Oj tak, to też biorą pod uwagę. No ale nic, siadam na krzesełku i zaczyna się sesja. Długie pouczanie mnie przez niego jak powinienem siedzieć, gdzie powinienem spojrzeć, jak wysoko przesunąć brodę itp. Po paru fotkach, fotograf wpisał na ankietę liczbę uzyskanych punktów za wygląd, prezentację i takie tam. Z tym wróciłem do organizatorów i zaczął się trzeci etap - rozmowa kwalifikacyjna. Pytania o mnie, o zainteresowania, umiejętności i takie tam duperele, np. jak Ziemia będzie wyglądała za 1000 lat. Po rozmowie dostałem numer telefonu komórkowego pod który miałem zadzwonić i dowiedzieć się czy zostałem zakwalifikowany.

        A teraz najlepsze: UDAŁO MI SIĘ!!!! Jutro (tzn. 21 września) przyjeżdżam podpisać kontrakt z nimi. "Gratuluję Panu, udało się Panu zakwalifikować, zapraszamy jutro do nas aby podpisać kontrakt." To była najlepsza rozmowa telefoniczna mojego krótkiego życia. :) I wiecie co? Jeśli macie kompleksy, mieszkacie w małej mieścinie gdzie jedyną atrakcją jest przyjście pod spożywczaka, kupienie taniego wina i 'nabąbanie' się, nikt Wam nie daje szans.... Nie wierzcie w to! Sami jesteście kowalami właśnego sukcesu i tylko od Waszej determinacji zależy czy coś w życiu osiągniecie, czy też nie. Wprawdzie jest to dość brutalny świat i czasami trzeba postępować wbrew swoim zasadom, 'po trupach do celu', ale nie macie wyboru gdyż życia się nie wybiera. Życie to nie wczasy, życie to je bitwa....

wasz idol....

...sZakOOu


P.S. Prywatnie przyznam się że nigdy nie dążyłem 'po trupach do celu', ale gdy zostanę zmuszony do tego (np. przez kiepską sytuację materialną) to się nie zawacham. Życie jest brutalne i piękne ideały z latami życia i bagażem doświadczeń odchodzą w kąt. Mam nadzieję że nigdy nie będę musiał w ten sposób dążyć do celu.

P.S. 2 Podpisując kontrakt sprzedałem się. Czy dobrze zrobiłem?

P.S. 3 Jeśli będę miał tłum fanek proszące o autograf, to tak. :P

P.S. 4 A wiecie że zdjęcia z sesji po podpisaniu kontraktu pojawiają się w sieci?

P.S. 5 Za podpisanie kontraktu (rocznego) zapłaciłem 115 złotych. Ciekawe czy ta inwestycja we mnie się zwróci? Można było też podpisać na pół roku (85 zł).

P.S. 6 Tylko żeby to nie był jakiś przekręt....

P.S. 7 Ale raczej nie, bo primo: casting został porządnie zorganizowany i przeprowadzony; secundo: na wakacjach będąc w Międzyzdrojach ta sama firma również przeprowadzała casting (ale wtedy wolałem się opalać niż brać w tym udział).