KŁAMCY

Ostatnio zaczęłam się przyglądać ludziom dookoła mnie i z niejakim przerażeniem stwierdzam, iż są to kłamcy. Każdy kłamie. Czy kłamie na mniejszą, czy na większą skalę, to jest bez różnicy. Każdy albo okłamuje rodziców, albo nauczycieli, czy też przyjaciół. Pytam siebie: w jakim ja świecie żyję?! Czy to jest konieczne, czy naprawdę nie da się żyć bez kłamstwa? Przecież każdy katolik zna ósme przykazanie. A więc dlaczego? Czy w celu zaimponowania innym? Komu imponuje chłopak siedemnastoletni, który przed rodzicami jest "święty", przy kolegach szybko zmienia swój image na pewnego siebie kolesia, co po nocach włóczy się po ulicy z butelką w ręce, papierosem w drugiej, próbując poderwać jakieś laski, opowiadając jaki on jest wspaniały, kasiasty, obeznany i wogóle cool... Komu on zaimponuje? A kto wie, jaki on jest naprawdę? Jest tylko bohaterem opowiadanych przez siebie bajeczek, nikim więcej. To jest straszne, że w dzisiejszych czasach nie można znaleźć na ulicach człowieka NIE KŁAMIĄCEGO. Dwudziesty pierwszy wiek. A miało się zmienić na lepsze... Nasze życie niczym nie różni się od  pogańskiego rozpustwa, chociaż nazywamy się chrześcijanami. Czy do kogokolwiek, kto chodzi do Kościoła docierają słowa zawarte w kazaniu? Jeżeli tak, to dlaczego wychodząc znowu grzeszy? No tak, jesteśmy tylko ludźmi... A więc czy naprawdę jest niemożliwe, żeby ludzie nie kłamali?! Ktoś może powiedzieć: prawda czasem boli. Owszem, boli. Ale lepsza jest najgorsza prawda, niż najpiękniejsze kłamstwo. A jeżeli wstyd jest Ci się przyznać do tego, co zrobiłeś, to na cholerę żeś to robił?! Może najwyższy czas zmienić swoje życie...?

agi
agi.k@wp.pl

(proszę nie wysyłać maili typu "ja nie kłamię"- i tak wiem, że to kłamstwo)