Miłość istnieje!
Czytając polemikę vs. Redowi, autorstwa Lewackiego Konserwatysty, doszłam do wniosku, że po prostu MUSZĘ się udzielić. Będę bronić Reda, ponieważ ja się akurat z nim zgadzam. Poza tym biedaczysko teraz nie ma dostępu do AMu (już niedługo ;)) i sam nie może się zbytnio bronić. A więc do dzieła.
>A oto moja klasyfikacja:
Szczęście- różne drogi do niego wiodą, wiąże się ono przede wszystkim ze stabilizacją finansową, nie zastanawianiem się, czy Ci starczy do pierwszego i nie wykończą Cię opłaty, oraz oczywiście praca- bo ona daje szczęście, pieniądze i radość życia. Osobiście mogę pracować ponad 12 h na dobę. Czasami tak robię i to sprawia mi wielką satysfakcję. Że coś, co stworzę, napiszę (pracuję w gazecie) dotrze do Czytelnika. Zarabiam niewiele, lecz jestem szczęśliwy. Proste równanie praca=pieniądze=stabilizacja=szczęście. Prawda że proste? Miłość WCALE nie jest konieczna do szczęścia.
To trzeźwe i realistyczne spojrzenie na świat.
Może i realistyczne, ale... straszny z Ciebie materialista, wiesz? Wg Ciebie miłość wcale nie jest konieczna do szczęścia? To jakiś bluff, czy co...? Jeśli to nie bluff, to ja wysiadam. Ty chyba nie wiesz, co to jest miłość... Gdybyś wiedział, to nigdy nie wypowiedziałbyś tego zdania.
>Miłość- wartość , która dla mnie wcale nie jest najważniejsza w życiu. W żadnym wypadku nie stanowi dla mnie drogi do stanu szczęśliwości, a wręcz przeciwnie.
To, co wyżej...
>Szczęście osiągam inną drogą- pracy. Nie tylko ja. Postawiłem sobie cel przed sobą. W ciągu 10 lat zarobić tyle, by kupić sobie Grand Cheeroke. Choćbym miał wypruć sobie żyły i zdechnąć przed 40, spać 2 godz . na dobę to zrealizuję swój cel. Kształcę się, pracuję ,zarabiam i awasuję. To mój długofalowy cel. I zrealizuję go! To czyni mnie szczęśłiwym, a nie “miłość”.
Czy naprawdę tylko praca może uczynić Cię szczęśliwym? W tym ostatnim zdaniu stwierdzasz, że miłość nie czyni człowieka szczęśliwym... Kiedyś, mając 70 lat, będąc staruszkiem, dojdziesz w końcu do wniosku, że zmarnowałeś sobie życie... Cały czas pracowałeś, ale nie znalazłeś Tej Jedynej i teraz żyjesz ze świadomością, że śmierć jest blisko, a Ty będziesz musiał sam sobie z nią radzić... umierać w samotności. Szkoda tylko, że dojdziesz do takiego wniosku zbyt późno... W sumie to mi Ciebie szkoda... Szkoda, że tak podchodzisz to życia.
>Więc ktoś ma poświęcić swe życie na realizowanie bezsensownych i bezcelowych poszukiwań?
Dlaczego twierdzisz, że te poszukiwania są bezsensowne i bezcelowe? Szuka się po to, żeby w końcu odnaleźć nasz wymarzony cel... aby go osiągnąć. I kto powiedział, że musisz szukać całe życie? Jeśli się postarasz, nie będziesz musiał szukać całe życie, ale tylko przez jego część, aby później egzystować w świadomości, że osiągnąłeś to, co chciałeś.
>Zamiast pracy, która da mu kasę i satysfakcję???
MATERIALISTA ><'
>Nie zaprzeczam istnieniu innych uczuć, lecz miłość to chemia, nic nadzwyczajnego i niepojmowanego. Wszystko da się pojąć dziękim nauce. A samobójstwo z powodu braku miłośći- to dla mnie najbardziej tragiczna rzecz. Jak z braku takiej bzdury można odebrać sobie życie- najcenniejszy skarb. Mamy je tylko jedno, nie ma sensu niszczyć siebie z powodu bzdur- czyli braku tej jedynej lub tego jedynego. Śmiechu warte.... ;)
Jak to "nic nadzwyczajnego i niepojmowanego"? Śmiem drugi raz powiedzieć, że nigdy chyba nie zaznałeś miłości. To prawda - mamy tylko jedno życie, ale na co Ci one, skoro liczysz w nim tylko na kasę? Taki rodzaj rzeczy byłby bezsensowny... Życie jest po to, żeby je wykorzystać w odpowiedni sposób i później tego NIE ŻAŁOWAĆ. Nie żałować, że nic się ze sobą nie zrobiło, że przejmowało się tylko pieniędzmi... Że nie znalazło się kogoś, kto by nas wspierał, był zawsze przy nas, po prostu nas kochał...
>Bezsensem dla mnie jest traktowanie jej z nabożnym szacunkiem, bo wcale ona na to nie zasługuje (mówię oczywiście o miłości).
Nie zasługuje? Wręcz przeciwnie - zasługuje, i to bardzo! Należy ją nie tylko szanować, cieszyć się, że się jej zasmakowało, ale także ją odpowiednio pielęgnować...
>To co ja mam powiedzieć o sobie J J . Sam uważam się za twardego realistę, który od dawna wie czego chce w życiu. Miłość pozostaje na daleeeekich miejscach w rankingu mych potrzeb. Dziewczyna odeszła? Trudno- żyje się dalej. Nie ma sensu dalej zadręczać się takimi pierdołami. Bo “trza być twardym a nie miętkim :) : )
Co masz powiedzieć o sobie? Ja Ci powiem. Może i jesteś 'twardym realistą', ale jesteś i... MATERIALISTĄ! I to strasznym i okropnym... Jeśli wiesz czego chcesz w życiu to dobrze, ale jeśli chcesz tylko pieniędzy, dobrej pracy i 'stabilizacji' życiowej bez Tej Jedynej to chyba źle... [Btw. jesteś hetero, czy homo? :P] 'Nie ma sensu zadręczać się takimi pierdołami'? Dla Ciebie to są pierdoły?! Sorka, zapomniałam, że jesteś materialistą i na uczuciach mało co Ci zależy... Kontynuując - może i trzeba być 'twardym', ale bez przesady...
I jeszcze czegoś się czepię, a mianowicie:
>Stąpający twardo po ziemi i patrzący bez złudzeń na świat
Może i bez złudzeń, ale czy miłość jest złudzeniem? Chyba nie do końca, kolego... Niby stąpasz twardo po ziemi, ale czy aby nie za twardo...?
Kończąc - w żadnym wypadku nie zgadzam się z p. Lewackim Konserwatystą, popieram Reda (pozdrówka :)) i ostatnio zdążyłam zauważyć, że na świecie jest coraz to więcej 'twardo stąpających po ziemi' materialistów...
Żegna się z Wami, z deka wqrzona postawą 'stąpających twardo po ziemi i patrzących bez złudzeń na świat' materialistów
Asu-chan
PS. Tradycyjnie pozdrawiam P. ;)
PS 2. Nie zabijajcie za ten art... Ale to tylko moje zdanie, a poza tym musiałam obronić Reda... Red, jesteś mi coś winien :P