Cały ja...

        Jeszcze pięć minut temu siedziałem przed wyłączonym komputerem i zbierałem się w sobie aby napisać to co teraz przelewam na twardy dysk. Ta sprawa ciągnie się za mną od jakichś 2 lat. Swego czasu napisałem art.
O pewnym magicznym słowie. Teraz myślę podobnie, ale wydaje mi się, że to co tam zawarłem było rzucaniem słów na wiatr, samo zauważenie czegoś co jest złe nie jest dobre. To, że coś się napiętnuje i to opisze tak naprawdę nic nie zmienia. A o sprawach związanych z miłością pisanie nie ma sensu. Jeśli coś ma się zmienić w naszym podejściu do Niej, to na pewno stanie się pod wpływem jakichś przeżyć życiowych a nie artykułów w tym czy tamtym magu. Ale wiecie co, skoro takie rzucanie słów na wiatr weszło mi w nawyk to potrwam jeszcze troszkę w tym nałogu.
        Do dziś pamiętam moją pierwszą dziewczynę, bo kto takowej nie pamięta, jeszcze jedno, wstyd mi się przyznać do tego, ale chyba nadal coś w niej widzę, nie potrafię z nią rozmawiać, nadal jest dla mnie uosobieniem piękna...... widzę jej wady i wszystko to co mi się w niej nie podoba, ale i tak przynajmniej raz dziennie myślę o niej. Nie jesteśmy ze sobą od lipca 2000. Rozstanie zrobiło ze mnie to, czym jestem teraz. Czym jestem, będziecie mogli ocenić po przeczytaniu tego tekstu.
Od tego pamiętnego lipca miałem jeszcze 3 dziewczyny i obecnie też jedną mam. Może dla wielu z was liczba 3 to mało, ale dla mnie to stanowczo za dużo. Wiecie co, zawsze zaczyna się podobnie - nie widzę świata poza moją wybranką, mogę być na każde jej skinienie i wydaje się, że jest dobrze, ale w pewnym momencie przychodzi chwila, w której zaczyna się coś zmieniać. Zaczynam ją porównywać do tej pierwszej i nie znajduję podobieństw, od tego momentu wszystko się psuje na amen. Wszystko co wydawało się takie piękne lega w gruzach, do związku wkrada się chłód i obojętność. Jak się nie trudno domyślić, taka okaleczona więź szybko ulega rozpadowi.... Na początku wydaje mi się, że już zapomniałem o tej pierwszej, a tu klaps. To znowu cholerna przeszłość zakrada się do mojego teraźniejszego życia. Nie mam żadnego sposobu aby zapomnieć. Zaczyna się zawsze dobrze, myślę, że jestem wreszcie pozbawiony cieni przeszłości a one wracają. Jak to tłumaczyć?
        Wiem, że mógłbym trwać w tych poprzednich trzech związkach, ale co dałoby mi okłamywanie tych osób, do których żywiłem i żywię szczery szacunek?? Szukam tej, która pozwoli mi zapomnieć o tamtej, ale boję się, że przez to mogę skrzywdzić kolejną osobę. Ciężko żyć z tą świadomością. Tak, skrzywdziłem paru ludzi tymi moimi zachowaniami. Jeszcze bardziej się boję o teraźniejszy związek, niestety przeszłość już nadchodzi, czuję to.
 
 

Oto ja......
 
 

Ps. Nie silcie się na zgadywanie kto jest autorem tego tekstu bo nawet jak zgadniecie to i tak wam to nic nie da.