Naszło mnie coś, żeby "to" napisać. Dziwne, nie? ;)
Wakacje się skończyły... _^_' No trudno, kolejny rok nauki. Ale to, co się dzisiaj [u mnie jest już 4 IX - czyli cały cyrk zaczął się spowrotem...] zdarzyło przechodzi ludzkie (a przynajmniej moje) pojęcie. Babka z fizyki na pierwszej lekcji (pomijam już fakt, że lekcje zaczęły się o 7.10 --') zrobiła nam kartkówkę! Dżiz... Czy oni nie znają litości? A zresztą tą kartkówkę uważam za kompletny bezsens - czy ktoś na wakacjach patrzy do zeszytów? Szczerze, to nie wiem, ale ja w żadnym wypadq tam nie zaglądam :P
Przyznam się teraz, że całą tą szkołę przez te wszystkie lata olewałam z góry do dołu, ale teraz NAPRAWDĘ muszę się przyłożyć... Skończyło się dobre. Gimnazjaliści (ze szczególnym naciskiem na klasy III.) mają dosłownie przerąbane! Nie dość, że jest w cholerę materiałów do przerobienia, to jeszcze nauczyciele wymyślają sobie jakieś 'teczki', chyba tylko po to, żeby uczniowie mieli co robić, jak odrobią, po kilku godzinach, lekcje. A gdzie tu czas na zabawę, hobby etc. ...? W dodatq - testy. No i zero czasu na przyjemności. Aaa, jeszcze poza testami i tymi 'teczkami' mam iść na olimpiadę z niemieckiego, czego następstwem są dodatkowe materiały. Przeciążenia mózgu można dostać! ;P
Nie wiem, kiedy się z tym wszystkim wyrobię. Dotąd wszystko szło mi jak po maśle, kilka razy się tam poduczyłam i umiałam wszystko. Nigdy np. nie kułam :P Nauka przychodziła mi b. łatwo, a teraz jak pomyślę o tym wszystkim, to mi się słabo robi. Poza tym wkopali mnie w sektę zwaną 'Samorządem Klasowym' (nazwa to tylko przykrywka ;)))) i pełnię tam najwyższą funkcję, czyli Szamana :PPP Eee... tzn. przewodniczącej ;P Czyli - jestem odpowiedzialna za wszystkie te 'fajerwerki' na koniec roq, a jednocześnie koniec gimnazjum (yeah! :)) - cała komedia na mojej głowie.
Kolejna sprawa - stres związany z wyborem szkoły średniej. Trzeba nieźle nagłówkować, żeby w końcu wybrać to liceum/technikum/zawodówkę :P Ale to nie tylko od 'wyboru' zależy - żeby iść do wybranego liceum/technikum/zawodówki (niepotrzebne skreślić, opluć :P) trzeba uzyskać wystaraczającą liczbę punktów z testu i świadectwa.
Następnie - nie wiem, jak inni, ale ja w grudniu mam bierzmowanie. Dodatkowa robota ><' Musisz wybrać sobie imię, zdać wszystkie 'katechizmy' i jeszcze znaleźć czas, żeby mieć 3 piątki miesiąca. Toż to niemożliwe! Ja, stara i czcigodna ateistka, nie dość, że mam chodzić do kościoła co niedzielę, to jeszcze mam chodzić do spowiedzi! Skandal, skandal...!!! :P
Nowy rok szkolny dopiero się zaczął, ale ja już nie mogę doczekać się jego końca. Chcę mieć to wszystko za sobą. Btw. czy gdyby nie było całego tego cyrq z gimnazjum, byłabym bardziej szczęśliwa i nie przejmowałabym się tym wszystkim? Sama nie wiem...
Tak więc... życie gimnazjalisty jest trudne i pełne wyrzeczeń. Ale jak to ktoś kiedyś powiedział: "Przez ciernie do gwiazd"... Czy aby na pewno?
PS. Ładne tło? Śliwkowe, jakby ktoś nie wi(e)dział ;P
PS2. Wsłuchiwałam się w rockowe dźwięki "Complicated" Avril Lavigne, siakiś starych piosenek Wilków ("Nic zamieszkują demony", "Eli lama sabachtani", "Glorya") no i... Dżemu :))) To pomaga w stresie ;)