Witam. Błąd w tytule celowo popełniony.
W tekście tym chciałem poruszyć sprawę dość nietypową i w pewnym sensie
nawiązującą do buntu przeciw postawom, zachowaniom i ludziom, z którymi
się nie zgadzasz.
O co mi dokładniej chodzi? Otóż o sposób zachowania się człowieka względem
danej sytuacji lub osoby, gdy ma się tylko dwie możliwości wyjścia z opresji,
czy też zaistniałej sytuacji: dobra i zła (dla ciebie).
Pod pojęciem "dobra" w tym przypadku rozumiem ustąpienie i potulne poddanie
się sytuacji lub osobie. Najczęściej jest tak, że osoby takie rozgrywają
sytuacje następująco:
- Ktoś: Gdzie się pchasz!
- Ty: Chcę przejść
- Ktoś: Nie widzisz, że ja też chce
- Ty: Ale ja byłem pierwszy
- Ktoś: No i co z tego! Wynocha!
I w tym momencie ustępujesz i nie dlatego, że nie masz racji tylko dlatego,
że się boisz postawić czemuś, z czym się nie zgadzasz.
Oki. Teraz wyjaśnię, co rozumiem pod pojęciem "zła". Otóż pod pojęciem
"zła" w tym przypadku mam na myśli czynne przeciwstawianie się danej sytuacji.
Oczywiście należy pamiętać, że ma to sens tylko wtedy, gdy mamy racje.
Postawę taką prezentuje przykładowe zdarzenie:
- Ktoś: Gdzie się pchasz!
- Ty: Chcę przejść
- Ktoś: Nie widzisz, że ja też chce
- Ty: Ale ja byłem pierwszy
- Ktoś: No i co z tego! Wynocha!
- Ty: Jest kolejka. Ja tu byłem wcześniej, więc musisz poczekać
- Ktoś: Gówno mnie to obchodzi!
- Ty: Mnie też.
I więcej z nim nie rozmawiamy. Należy zaznaczyć, że nie należy w jakikolwiek
sposób prowokować człowieka do bójki. Jeżeli osoba ta jest ciągle natrętna,
a masz w 100% rację, wdaj się w dyskusję z ludźmi postronnymi i po problemie.
Po co to piszę? Jak już pewnie zauważyliście, powinienem to wszystko na
odwrót napisać, ponieważ jak postąpimy według schematu "zła" możemy stracić
i dużo zyskać. Należy jednak zaznaczyć, że rozpatrujemy tutaj pojęcie te
w sposób filozoficzny i często jest tak, że można podział taki interpretować
na kilka sposobów i gdybym napisał na odwrót, to też by się coś nie zgadzało
:)
Nie muszę chyba mówić, że najlepszym, ale krótkotrwałym rozwiązaniem jest
pierwsza metoda. W sposób ten pozbywamy się natręta, ale w pewnym sensie
zdradzamy samego siebie. Niezbyt dobrym rozwiązaniem, a to ze względu na
to, że nie można przewidzieć konsekwencji jest druga możliwość. Ryzykujemy
dużo, ale wiemy, że walczymy w słusznej sprawie. Nawet, jak przegramy mamy
te poczucie spełnienia: "chociaż próbowałem". Jak już się pewnie po tytule
orientujecie, ja hołduję drugiej metodzie - bardziej buntowniczej, ryzykownej,
ale ze względu na skutki lepszej i ja namawiam Was, abyście taką postawę
przyjęli. Musicie określić się. Nie możecie być dwulicowi - idący tam,
gdzie lepiej. Lepiej walczyć po złej stronie, nie wiedząc o tym, że źle
robisz niż wiedząc, że źle robisz i nic z tym nie robić (ale myśl wyszła
:)).
Tak, tak. Postawa postawą, ale trzeba pamiętać, że są momenty, w których
trzeba jednak ustąpić. Za przykład posłużyć może nam wręcz banalne zachowanie
się w autobusie względem stojących starszych ludzi. Szczerze mówiąc, z
nimi nigdy nie wygrasz, więc nawet nie próbuj się stawiać sytuacji, gdy
masz ustąpić miejsce osobie starszej, a ci się nie chce. I co jest przy
tym bardzo ciekawe - w pewnym sensie ustąpiłeś, nie zbuntowałeś się, a
pomimo wszystko jesteś zadowolony! Nad tym trzeba też się zastanowić. Jeżeli
nie masz wyrobionej własnej opinii na ten temat już czas najwyższy to uczynić.
Pomyśl, co cenisz w życiu najbardziej. Prawdę, zasady i [tu wstaw to, co
cenisz], czy też uchylanie się od własnych idei, przekonań i [tu wstaw
to, czego nie cenisz]. |