"Trzeba być twardym, a nie miętkim"
7-MAŁY-7
         Witam. Błąd w tytule celowo popełniony.
         W tekście tym chciałem poruszyć sprawę dość nietypową i w pewnym sensie nawiązującą do buntu przeciw postawom, zachowaniom i ludziom, z którymi się nie zgadzasz.
         O co mi dokładniej chodzi? Otóż o sposób zachowania się człowieka względem danej sytuacji lub osoby, gdy ma się tylko dwie możliwości wyjścia z opresji, czy też zaistniałej sytuacji: dobra i zła (dla ciebie).
         Pod pojęciem "dobra" w tym przypadku rozumiem ustąpienie i potulne poddanie się sytuacji lub osobie. Najczęściej jest tak, że osoby takie rozgrywają sytuacje następująco:

         - Ktoś: Gdzie się pchasz!
         - Ty: Chcę przejść
         - Ktoś: Nie widzisz, że ja też chce
         - Ty: Ale ja byłem pierwszy
         - Ktoś: No i co z tego! Wynocha!

         I w tym momencie ustępujesz i nie dlatego, że nie masz racji tylko dlatego, że się boisz postawić czemuś, z czym się nie zgadzasz.
         Oki. Teraz wyjaśnię, co rozumiem pod pojęciem "zła". Otóż pod pojęciem "zła" w tym przypadku mam na myśli czynne przeciwstawianie się danej sytuacji. Oczywiście należy pamiętać, że ma to sens tylko wtedy, gdy mamy racje. Postawę taką prezentuje przykładowe zdarzenie:

         - Ktoś: Gdzie się pchasz!
         - Ty: Chcę przejść
         - Ktoś: Nie widzisz, że ja też chce
         - Ty: Ale ja byłem pierwszy
         - Ktoś: No i co z tego! Wynocha!
         - Ty: Jest kolejka. Ja tu byłem wcześniej, więc musisz poczekać
         - Ktoś: Gówno mnie to obchodzi!
         - Ty: Mnie też.

         I więcej z nim nie rozmawiamy. Należy zaznaczyć, że nie należy w jakikolwiek sposób prowokować człowieka do bójki. Jeżeli osoba ta jest ciągle natrętna, a masz w 100% rację, wdaj się w dyskusję z ludźmi postronnymi i po problemie.
         Po co to piszę? Jak już pewnie zauważyliście, powinienem to wszystko na odwrót napisać, ponieważ jak postąpimy według schematu "zła" możemy stracić i dużo zyskać. Należy jednak zaznaczyć, że rozpatrujemy tutaj pojęcie te w sposób filozoficzny i często jest tak, że można podział taki interpretować na kilka sposobów i gdybym napisał na odwrót, to też by się coś nie zgadzało :)
         Nie muszę chyba mówić, że najlepszym, ale krótkotrwałym rozwiązaniem jest pierwsza metoda. W sposób ten pozbywamy się natręta, ale w pewnym sensie zdradzamy samego siebie. Niezbyt dobrym rozwiązaniem, a to ze względu na to, że nie można przewidzieć konsekwencji jest druga możliwość. Ryzykujemy dużo, ale wiemy, że walczymy w słusznej sprawie. Nawet, jak przegramy mamy te poczucie spełnienia: "chociaż próbowałem". Jak już się pewnie po tytule orientujecie, ja hołduję drugiej metodzie - bardziej buntowniczej, ryzykownej, ale ze względu na skutki lepszej i ja namawiam Was, abyście taką postawę przyjęli. Musicie określić się. Nie możecie być dwulicowi - idący tam, gdzie lepiej. Lepiej walczyć po złej stronie, nie wiedząc o tym, że źle robisz niż wiedząc, że źle robisz i nic z tym nie robić (ale myśl wyszła :)).
         Tak, tak. Postawa postawą, ale trzeba pamiętać, że są momenty, w których trzeba jednak ustąpić. Za przykład posłużyć może nam wręcz banalne zachowanie się w autobusie względem stojących starszych ludzi. Szczerze mówiąc, z nimi nigdy nie wygrasz, więc nawet nie próbuj się stawiać sytuacji, gdy masz ustąpić miejsce osobie starszej, a ci się nie chce. I co jest przy tym bardzo ciekawe - w pewnym sensie ustąpiłeś, nie zbuntowałeś się, a pomimo wszystko jesteś zadowolony! Nad tym trzeba też się zastanowić. Jeżeli nie masz wyrobionej własnej opinii na ten temat już czas najwyższy to uczynić. Pomyśl, co cenisz w życiu najbardziej. Prawdę, zasady i [tu wstaw to, co cenisz], czy też uchylanie się od własnych idei, przekonań i [tu wstaw to, czego nie cenisz].

Ps. Nie odpowiadam na głupie i idiotyczne maile, czy też teksty, których zawartość w jakikolwiek sposób nie jest zgodna z ogólno przyjętymi zasadami dobrego wychowania.
W razie czego pisz: 7-MAŁY-7