Historia Bezsensu, czyli:
Chroń htmla swojego, jak siebie samego
 

To ja, MiszCZu. Coś mnie zmusiło do napisania tego artykułu. Wiem, w AM mam juz przechlapane i nie martwcie się, czegoś takiego jak "Bezsens" już nie stworzę.

[Eddie: Nie, już nie masz przechlapane. I dobrze, że się odezwałeś, bo teraz, po srogim besztaniu, będzie można sytuację wyrównać i naprostować.]

Bo ja w tej sprawie. Wiem, że nic nie wiedzieliście o tym, ale nie ja jestem autorem "Bezsensu". Co prawda wyszedł on spod mojej klawiatury, ale chcę coś wyjaśnić. Pytanie do Eddiego: Czemu napisałeś moją ksywkę MiSzczu (MiszCZu - poprawna forma! I ty mi wytykasz drobne potknięcia?)?

[Eddie: Ksywkę pisałem bez sprawdzania podpisu w artykule, więc taki błąd mógł się faktycznie wkraść - zwracam honor, MiszCZu :) Jeśli chodzi o wytykanie potknięć, tych dużych i tych małych, taki tu mój fach.]

Aha. No więc słuchaj. Nieźle poszło ci polemizowanie z autorem tego tekstu. Chcesz wiedzieć kto nim jest? To może ci opowiem. A więc pewnego dnia zasiadłem do klawiatury, aby napisać artykuł pt. "Bezsens kary więzienia". Tytuł miał być już w środku, nie na pasku. Tam napisałem tylko "Bez(e)sens", tak samo nazwałem plik, żeby nazwa nie była za długa. Więc, gdy prawie skończyłem pisac ten TFU!!!r((c) Eddie), do mojego domu zawitał szczeniak z sąsiedztwa, z którym utrzymywałem kontakty tylko dlatego, że był mi on źródłem programów (jego ojciec pracuje w takiej firmie). Oczywiście programy są legalne. A więc przychodzi sobie ten 17 - latek i mówi:
-Co tam robisz?
-Piszę sobie coś dla relaksu... nudzi mi się...
-O czym piszesz?
I wtedy zamknąłem okienko mojego edytora HTML. Niestety ten uruchomił je ponownie i powiedział "daj klawiature, coś ci napiszę". Słynął on z wymyślania właśnie głupawych dowcipów i stale przynosił mi mp3, które nagrywali wariaci, vide "Psy 3(co k*** itd)". Nagle poczułem nagłą potrzebę wyjścia do toalety na dłużej. Nazywam to "Posiedzeniem Sejmu".
Powiedziałem mu wtedy, żeby sobie coś napisał, może być coś głupiego, bo jak się nada to może wyślę do AM. I powiedziałem, żeby podpisał się jako ja, chyba, że nie chce. On zainspirowany artykułami Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina i innych stworzył to, co mieliście nieprzyjemność czytać!
No dobrze, zasłaniam się, ale ja to niby wysłałem! Otóż kupa prawda! Tego wieczora wysyłałem moje arty "Pasibrzuch" i ten o socjaliźmie (chaotyczny mi wyszedł, bo nerwy puściły). Wysłałem w drugim mailu jeszcze jeden, mądrzejszy artykuł o Piractwie z innej perspektywy, ale nikt go nie umieścił. Jak zobaczyłem mój skasowany artykuł i na jego miejscu ten bezesens, to miałem ochotę kolegę wyrzucić z okna. Ale on się tłumaczył, że on nie wiedział itd. Ale na HTMLu to on się zna! Nawet wiedział jak zachować czcionkę i wstawiać większą ilość spacji! No i co? Mówi się trudno, zachowam sobie, później poczytam. A teraz muszę wysłać maile.
I znów musiałem wyjść (nie do toalety), a że ten znał się na e-mailach, kazałem mu wysłać to pod adres qnik@poczta.fm. Treść maila napisałem sam. I wyraźnie kazałem mu wysłać tylko artykuły "Pasibrzuch" i "Komuna", ten o piractwie sam wysłałem. Wracam i co? Łgarz łże w żywe oczy, że ten mój artykuł o więzieniu odzyskał i wysłał. Spytałem gdzie go ma. On na to, że już wykasował. No to ja głupi i przeświadczony o tym, że wysłałem dobry art położyłem się spać. I tu za 2 miesiące jestem gwiazdą numeru, a ten szczeniak nie ma 4 zębów. Ojciec powiedział, że nie mam go o co bić, bo w internecie się nie mozna skompromitować. Śmiechu warte. Taka historia Bezsensu. Teraz chciałbym wyjaśnić niektóre rzeczy zawarte w tym TFU!!!orze.

[Eddie: Przyznam się szczerze, że w momencie "szczeniak nie ma 4 zębów" mało z krzesła nie fiknąłem. Słowo daję, spodobało mi się to zdanie. :)]

Mój komunikat nie został napisany przez tego 17-latka. Sam go napisałem, bo to miało być ostrzeżenie dla tych, co są przeciw karze śmierci. A to przepełnienie brutalnością to dlatego, że opisywałem sopsoby kar, które według mnie powinny istnieć.

[Eddie: No widzisz, a ja Ci komunikat przemodelowałem po przeczytaniu Bezsensu kierując się jego treścią. Stąd taka a nie inna moja w nim uwaga.]

"Niezły wstępik, co? A czemu tak jest? Ano, właśnie wyjeżdżam na... a nie powiem wam!"
To OSTATNIE MOJE SŁOWA W TYM ARCIE. Resztę przerobił ten gówniarz, tylko linka do adresu email nie zmienił. No i jescze PSa. Blebluga Blegowicza też on wymyślił, tylko dopisał moją ksywkę.

Osobnik ten ma przezwisko Patyczak lub Puzon. Imię: Rafał. Nazwisko: Górski. Niestety, on nie ma internetu, ale jak sobie założy w kafejce konto to wam dam adres (wiem, jestem okrutny).
Tak na koniec chciałbym powiedzieć, że bardzo żałuję, iż ten artykuł ukazał się w AM, mimo mojego maila ostrzegawczego (dotarł, Qniu?). I tak wszyscy pomyślą, że chce się z tego wykaraskać, bo stworzyłem coś głupiego. Trudno. Wierzcie w co chcecie, ja wiem swoje. I nie wykręcam się, bo mi tak głupio, że aż strach! I mała uwaga dla Eddiego: Nie publikuj takiego dna, bo i po co? Na własnym przykładzie się przekonałem, że kompromitacja jest okropniejsza, gdy wiesz że to nie twoja wina!!! Koniec, kropka, podpis, backspace.

[Eddie: No i taki finał Bezsensu. Człowiek, MiszCZu znaczy, obskoczył nie z własnej winy. Ze swojej strony mogę tylko napisać, że gdyby wcześniej było mi to wiadome, zareagowałbym pewnie inaczej. Na szczęście jednak sprawa się wyjaśniła, a Lameriada - tak na wszelki wypadek - ma szansę się powiększyć i to nie o MiszCZa. Cóż, przepraszał nie będę, bo zjechałem człowieka celowo i z rozmysłem. Szkoda tylko, że nie tego, co trzeba... :(]

MiszCZu

Przepraszam za literówki, ale klawiatura coś się zacina, zwłaszcza alt.

[Eddie: Spoczko, nie zauważyłem natłoku, a jak coś było, to się poprawiło.]