Nie, nie mam problemu. Wcale a wcale. Jestem wybitny, jedyny w swoim rodzaju! Nie będe
uzalal sie nad soba i trawil czasu na pseudo filozoficzne dywagacje. O nie, ja... no coz,
sklamalem.
Przyznaje, ze chcialbym cos napisac. Cos niezwykle ciekawego. Cos co porwaloby choc kilku
(na pewno nie wszystkich, masowka jest przeciez fuj) czytelnikow Action Maga. Sek w tym, ze
jako fanatyczny perfekcjonista, sam sobie utrudniam ten proces. Absurdalne prawda? Przeciez
doszlifowywanie i kilkukrotna korekta powinny wyniesc mojego arta ponad przecietnosc.
Ba, powinny pomoc mi zdobyciu odznaczenia "Art Miesiaca". Heh, nie ma tak lekko. Ja nie
zdobede zaszczytow, wienca laurowego i wdziecznosci potomnych, a Ty drogi
czytelniku/czytelniczko nie przeczytasz niczego, co wstrzasneloby Toba i Twoim
swiatopogladem. No coz, bywa.
To smieszne, ze w trakcie czytania tych wszystkich artow, przez moj umysl przelatuje tyle
opinii, tyle faktow i pomyslow, ktore moglyby stanowic calkiem wartosciowy material w
niejednej dyskusji przeprowadzonej na lamach AM. Zadziwiajace, ze wszystkie one, po
zakonczeniu lektury, zaczynaja blednac. Staja sie coraz bardziej nudne i pospolite.
Tyle tematow, tylu ludzi przedstawiajacych swoje racje, tak wiele mozliwości... i ten
paralizujacy strach, przed wyrazeniem wlasnego zdania. Paranoja! Przeciez po to własnie mam
wolną wolę. Kiedy slyszę, ze zdanie kobiety powinno byc jedynym w sprawie aborcji chce
krzyczec, ze nie, ze ja sie nie zgadzam, ze chce rowniez miec prawo do decydowania o moim
dziecku. Gdy ktos wmawia mi, ze transfuzja krwi, majaca na celu uratowanie dziecka, moze
zostac przerwana z powodu przekonan religijnych rodzicow - szlag mnie trafia. Bo o ile
potrafie zaakceptowac i po czesci zrozumiec, gdy ktos odrzuca pomoc lekarza, to juz za nic w
swiecie nie moge pojac dlaczego odmawia tego komus innemu (przypominaja mi sie wtedy slowa
pewnej psycholog z telewizji twierdzacej, ze w Polsce pokutuje poglad, iz dziecko jest
przedmiotem, wlasnoscia rodzicow). Kiedy widze, kiedy slysze... to chcę mowic.
Tak, to wlasnie to. Ta roznorodnosc tematow i ludzi udzielajacych sie na lamach, a ja siedze
i czytam. Przetwarzam. Konsumuje. Biernie przygladam sie temu, co dzieje sie na zewnatrz.
Paskudne uczucie, walczyc z samym soba, z wlasnymi fobiami i fanaberiami. Phi, i coz z tego,
ze tekst ten nie zdobedzie zadnych laurow, ze nie spowoduje moralnego wstrzasu wsrod tych
wszystkich czytelnikow i tworcow. Co z tego? Nie musi, tak bywa...
Czy wiecie jaka sila drzemie w tych kilku slowach "co z tego", "bywa". Nie wiecie? (jak
wiesz, to siedz cicho... albo rob co tam chcesz, wolna wola) W takim razie Wam powiem. Te
banalne, tak niewinne stwierdzenia niosa w sobie cholernie smiercionosny ladunek -
zobojetnienie. Niby co takiego w nim smiercionosnego? Sprobuj (ale na wlasne ryzyko) przez
okragly miesiac wymawiac je w kazdej sytuacji. Stosuj je w szkole i olej oceny, olej swoja
przyszlosc. Sprobuj skonfrontować je z kumplami lub rodzina, a kiedy Cie opuszcza, zacisnij
piesci, pochyl glowe i powtarzaj "bywa, bywa, bywa, bywa, bywa...". Powtarzaj te zaklete
slowa tak dlugo, az poczujesz, ze rzeczywiscie, nie zalezy Ci juz na tym co straciles,
"przeciez to normalna kolej losu". Taaak, wlasnie o to chodzi! A kiedy poczujesz, ze masz w
sobie juz wystarczajaco duzo obojetnosci, pojdz o krok dalej. Zakosztuj apatii, wyciagnij
jedyny sluszny wniosek, ze nie potrzebujesz juz niczego i nikogo. Pograz sie sam w sobie,
odkryj te wszystkie ciemne zakamarki swojego umyslu (duszy), o ktorych bales sie dotad
pomyslec. No dalej, przeciez nie obchodzi Cie co pomysla inni, daj sie poniesc kaprysom,
porzuc marzenia, zapomnij o przyszlosci. Zmruz oczy i skoncentruj sie na terazniejszosci.
Pamietaj nie ma jutra! Teraz jestes gotow... na zycie szaraka. Mozesz ze spokojem oczekiwac
na smierc. Tylko pamietaj - nigdzie Ci sie nie spieszy.
Jezeli jednak bedziesz walczyl, wspominal stare dobre czasy... Hehe, przygotuj sie na chaos.
Obojetnosc i apatia nie dadza sie tak latwo wykorzenic. Nie licz na pomoc innych, przeciez
sam zrezygnowales wczesniej z ich towarzystwa. Powinienes wrecz unikac ludzi, poniewaz ich
obecnosc jeszcze bardziej uswiadomi Ci wlasne braki, liczne "usterki" jakich nabawiles sie w
okresie odosobnienia. To juz nie jestes Ty, to tylko cienie.
I pamiętaj, za wszelka cenę uciekaj przed namietnoscia, przed uczuciami, przed ta jedyna
osoba (zabawne, ze tych "jedynych" jest zwykle kilka), mogaca przedrzec sie przez Twoje
zasieki. Dlaczego, ciagle dlaczego! Dlatego, ze ludzie chcacy sie poswiecic i/lub oddac
Tobie, to najwieksza niewiadoma. Oni jedyni maja mozliwosc rozniecenia w Tobie uczuc. Uczuc,
przed ktorymi przeciez uciekales. Uczuc, ktorych sie boisz. A... a jesli to do Ciebie nie
przemawia... zastanow sie, jak gleboko jestes w stanie zranic i czy potem nie zamecza Cie
wyrzuty sumienia.
Jeszcze jedno. Nie zapomnij, ze nawet jedyny/a moze Cie opuscic. No a co wtedy zrobisz?
Znowu zaczniesz rozsnuwac wokol siebie mgly zapomnienia? Heh, nie dasz rady, nie z tym
bagazem wspomnien. Zostaniesz stale pozbawiony spokoju, zrodzonego w odosobnieniu.
Pozostaniesz wiecznie spragniony, niespokojny, załosny... i zeby wyrazic wlasne zdanie,
bedziesz musial uciekac sie do absurdalnych forteli. Bedziesz musial walczyc z wlasnymi
nawykami, z samym soba. Oszalejesz?
Zapamietaj jednak, ze to wszystko bylo tylko i wylacznie Twoim wyborem... a wiec Twoja wina.
I nie uzalaj sie nad soba, bo to odrazajace - juz lepiej przestan mowic. No i moze myslec...
czego sluchalem?
Massive Attack - Angel
Massive Attack - Dissolved Girl
Massive Attack - Tear Drop
Rob D - Clubbed To Death (Kurayamino)
Air - Sex Born Poison
Air - Le Voyage De Penelope
Madmess - 20.IV.2002.
(nieprzyjemnego usmiechu spode lba, nie wyrazi zadna emoticonka)