Autobiografia
Ze sporymi nawiązaniami do autocharakterystyki. 

    Pewnego dnia postanowiłem napisać coś, czego jeszcze chyba nie było na łamach actionmaga. Mianowicie nie było jeszcze tutaj autobiografii, jednak tym razem zaszła aż tutaj.

    Nazywam się Łukasz Dywicki, mój wiek to XX, urodziłem się trzydziestego grudnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku. Śmieszne prawda? Prawie najmłodszy z rocznika, o mały włos gimnazjalista.

    Mieszkam w małej miejscowości Brodnica, w której wszystko jest i kafejki internetowe i parki, jednak o tych jak to tam było sk8 parkach zapomnieli. No cóż nie wszystko w życiu można mieć, tym bardziej w mieście. No więc w moim mieście jest bardzo fajnie, jest czysta rzeka co się woła Drwęca, jest także dom Kultury, są zabytki, a w okolicach pojezierze. Pojezierze Brodnickie, jak i sama Brodnica, jest piękne, czyste i zadbane. No ale autobiografia nie skupia się na moim mieście, a na mnie samym, więc kontynuując.

    Urodziłem się w grudniu, wieczorem chyba o 21:07. Było jak wiadomo ciemno, co nie jest niczym dziwnym w zimę. Dzieciństwo w wieku od dwóch i pół roku do chyba pięciu czy nawet sześciu spędzałem w piaskownicy wraz z młodszymi kolegami. Był to wspaniały okres w moim [jeszcze wówczas] małym życiu. Godziny spędzone na dworze, piękna opalenizna i przyjaciele. Małe wojenki z sąsiednim blokiem i większe z następnym [tak, w tym wieku blok jest najlepszym rozwiązaniem]. Pamiętam te zabawy resorakami, budowle z piasku, włóczenie się po okolicach. Oczywiście o włóczeniu się mama nic nie wiedziała, dla spokoju duszy taiłem to. Gdy miałem te kilka lat przyjaźń była czymś normalnym sąsiad, który mieszkał obok był moim najlepszym kolegą. Duża część osiedla znała nas jako "braciszków". Wszystko było fajnie, przyjaciel jak się patrzy i zajęcia w bród. Przecież trzeba było przetrząsnąć całą okolicę, poznać wszystkie zakamarki osiedla i wiele takich podobnych bardzo ważnych spraw. Ciągłe zabawy, czy to w chowanego, krowę, gonianego, chowanego z piłką, wojnę, policję i złodziei. Heh, gdy to wspomnę robi mi się żal samego siebie. Prawie zapomniałem o dzieciństwie, a przecież ono kiedyś było najważniejsze. Tyle czasu spędzonego na łowieniu kijanek, płataniu psikusów, można uznać za stracony, ale czy na pewno? Był to okres w moimi życiu, który dotychczas najmilej wspominam, chociaż teraz większość wspomnień to tylko suche słowa, brak obrazów, przepadły dziecinne wspomnienia, umarły pośród szczelin zapomnienia.

    Początki edukacji, pierwsze kroki i nowy etap mojego życia. Przedszkole i opiekunka, te śmieszne zabawy i codziennie o dziewiątej trzydzieści 'Domowe przedszkole', którego nie lubiłem, takie były czasy. Stary telewizor w świetlicy, zielona wykładzina i kilka 'dużych' krzeseł. Pamiętam ten obraz wyraźnie, jak mu tam było, krasnoludka Hała bała, heh, mały uśmieszek i zaraz potem smutek, smutek po zatęchłym wspomnieniu. Robienie ćwiczeń, szlaczków, pierwsze przyjaźnie i spory, uśmieszki i kłótnie. 

    Kolejne klasy nauki, i kolejne roczniki z życia wzięte. Nie chodzi tutaj o zabranie z życia czasu, nie absolutnie nie! Tak to wszystko minęło, wychowawczyni, małe krzesełka i ławki. Tak tak, tak dawno temu, jednak spoglądając z perspektywy takiej osiemdziesięcioletniej babci to bardzo krótko. Pierwsze trzy klasy, nauka z entuzjazmem, codzienne wstawanie z uśmiechem i radością. To wszystko minęło! Tak nadeszły kolejne klasy. Trzecia, czwarta, piąta.. i kolejne kroki. Nauka i zawody z nią związane, jedynki i piątki. Pierwsza historia i język rosyjski. Tak niedawno w sumie, jednak wśród wspomnień na dalszym regale. Wszystko mija z czasem, tak i szósta, siódma i ostatnia klasa podstawówki minęła. Zaczęła się szkoła średnia.

    Tak pierwsza klasa, znowu poznawanie klasy, szkoły, nowe znajomości, nowe twarze i takie same zawody. Surowi nauczyciele, nauka i pierwsze prawdziwe przyjaźnie z koleżankami [wiem, głupio to brzmi, ale nie jest to o czym zapewne myślicie]. Tak szkoła średnia. Zastanawiam się jakim sposobem trafiłem tutaj? Hm, okres przed egzaminami był dosłownie burzą. Rodzicie nie chcieli, żebym poszedł do 'zawodówki', ani do 'rolnika'. Ja z kolei nie zamierzałem wybierać się do 'ekonomika' lub 'handlówki'. Perspektywą było dostanie się do szkoły leśniczej. Rozpatrzyłem ten pomysł, ale zrezygnowałem z niego, był za trudny jak dla mnie. Hm, na placu boju pozostało tylko technikum mechaniczne i elektroniczne. Perspektywa dojazdów lub internatu zniechęciła mnie do tego drugiego. Tym sposobem z małymi utrudnieniami [znaczy trzy-trzy bez nauki i przygotowania. Chyba nie jest źle?]. Technikum Mechaniczne- specjalizacja- obróbka skrawaniem. No póki co jakoś żyję na tym melanżu, wiem iż kiedyś będę ślusarzem i będę oddawał przysługi innym. Zastanawiam się nad tym, co mam zrobić po szkole? Zdam maturę, będę miał dyplom i zawód. Pięć lat odejdzie. Może krótka przerwa, odpoczynek i chwila zastanowienia, takie Quo Vadis? Tak! tak chyba zrobię.

Część autocharakterystyki..

    Mój wygląd? Może nie każdego to zainteresuje, ale skoro obiecałem część autocharakterystyki to czemu nie? Wzrost to ponad metr osiemdziesiąt pięć, podkreślam iż ciągle rosnę. Jestem szczupły, ale nie chudy. Opalenizna, podboje wakacyjnego słońca? Nie wiem jaki to kolor, taki bardziej brązowy, ale na pewno nie mahoń. Włosy blond, chyba płowe, nie wiem jaki kolor, taki bardziej mieszany. Nie farbowane, ponieważ uważam to za pewnego rodzaju głupotę. Oczy niebieskie, z takim blaskiem, który przygasa w szarości życia. Nos zwykły, prosty, czoło wysokie. Hm, co jeszcze dodać? Brwi? czarne, łagodnie zakończone, nie łączone. Ręce, dłonie. Dłonie szczupłe, i nie wiem, normalne chyba? 

    Ubiór. Spodnie niebieski dżins, szerokie, ale nie jestem sk8. Ubieram się tak bo mi wygodnie, nie interesuje mnie to co ktoś powie ważne, że mi podoba się moje ubranie. Co do tego dodać? Koszulkę w kolorze jasno żółtozielonym. Obuwie? Stopy mam duże więc nie mam co wydziwiać, czarne wansy [chyba. Wygodne w każdym razie]. Na przykrycie powierzchowności koszula z targu. Styl taki łączony z przechyłem na sk8, chociaż za niego się nie uważam. Nie noszę żadnego nakrycia głowy, mój fryz musi być na wierzchu. Grzyb, gdyby ktoś pytał.

    Muzyka, jakiej słucham. Muzyka łagodzi obyczaje, czego tak właściwie słucham? Muzyka klasyczna, Mozart, Vivaldi Chopin. W sumie słucham wszystkiego co mi się podoba. Kiedyś był sam hip-hop, potem przeszłem na coś głębszego, zaczepiłem o jakiś metal. Najzabawniejsze jest to jak z kompa leciało Tatu z magnetofonu Agnieszka [i łzy..] a w słuchawkach Peja. Mieszanka wybuchowa. Co z tego zostało? Nic wspomnienie i uśmiech, jak ja to wytrzymałem?

    Ulubione zajęcie? To będzie czytanie, potem pisanie recenzji, do actionmaga, tworzenie stron www, pisanie opowiadań i wierszy. Te dwa nie wychodzą mi znakomicie, nikt o tym nie wie poza mną i wami. Z wierszem zdradziłem się przyjacielowi. Jest w porządku, ale 'całkiem cię pogrzało słoneczko?'. Nie jestem zły na niego, kiedyś zrozumie swój błąd, tak samo jak ja staram się zrozumieć sam siebie.

    Teraz ważniejsza część mnie. Wnętrze. Jestem raczej o łagodnym usposobieniu, nie popadam często w złość. Nie przeczę, czasami zdarza mi się, ale wtedy nie ma już przepraszania. Gdy porządnie mnie coś zdenerwuje raczej ciężko mi się uspokoić. Może dlatego że rzadko jestem gniewny. No cóż, wstrzymuję w sobie wszystkie uczucia, niezależnie czy złość czy miłość lub przyjaźń. Tak jestem raczej skryty jeśli chodzi o uczucia, nie obnoszę się z nimi, jestem nieufny. Nie ufam więc nikomu, tak przynajmniej zakładam, na mój szacunek trzeba zasłużyć, nie można go zdobyć ani kupić. Co dalej? Może nauka? Nie uczę się, przynajmniej bardzo rzadko. Póki co jakoś mi nie zależy na najlepszych ocenach, nie ma to sensu, bunt przeciwko systemowi, nie jestem żaden 'jupi'.

    Podejście do życia. Sceptyczne, jeśli istnieje takie określenie to realizm z optymistycznym uśmiechem. Chociaż ostatnio miałem spory dołek, załamanie, może coś się zmieni na przyszłość? 

    Do czego dążę? Chyba do szczęścia, do uszczęśliwiania innych, staram się być miły dla każdego, chociaż nie zawsze to się udaje. Dążę jak każdy do jednego, bez przerwy i przystanków, tak samo od lat i niezmiennie do końca, do śmierci która jest nieunikniona i nie do obejścia. To chyba mój jedyny cel życia, szczęście..
kto wie czy ono w ogóle istnieje?

    Dziewczyny. Tutaj może troszkę 'po łebkach'. Nie jestem jakimś Don Juanem. Ot zwykły szarak, nie wybijam się z tłumu. Nie zależy mi za bardzo na zdaniu otoczenia, chociaż może troszkę [jak każdemu]. Dziewczyny to raczej mniejszy powód do dumy, nie są one jakąś specjalną dziedziną z której się wyróżniam. Hm, wolę starsze [ale one mnie chyba nie :]. Wiecie dla czego? Starsze dziewczyny/ kobiety są bardziej rozumne, nie są takie jak nastolatki [podkreślam nie wszystkie starsze i nastolatki takie są!], które biegają tylko za portfelem bicepsem lub samochodem. Czy jestem wzrokowcem? Chyba tak [jak każdy samiec], ale moje podejście zmienia się gdy poznaję jakąś daną osobę. Znam np. kilka ładnych dziewczyn, ale nie są one jakimś stworzonym ideałem, są takie nierozumne, dumne i zapatrzone w siebie. Egoistki. Są jednak dwie dziewczyny, których co prawda za bardzo nie znam, tyle tylko z widzenia i z imienia. Tak, nie są to jakieś romanse, ale każda z nich potrafi się do mnie uśmiechnąć [tak samo jak ja do nich] nawet gdy któreś z nas ma zły humor. Nie wiem czy uśmiech na ich twarzach powoduje mój wygląd czy radość, że mnie widzą, nie wiem tego ale wiem jedno. Każdy uśmiech czy jednej czy drugiej jest promieniem słońca w pochmurne dni, jest syndromem aby odpowiedzieć tak samo, uśmiechem. Mam nadzieję iż los uśmiechnie się kiedyś albo do jednej albo drugiej, może potem do mnie? W każdym razie ich widok i uśmiech jest dla mnie powodem aby uśmiechnąć się i powiedzieć sobie 'życie jest piękne, choćby dlatego warto żyć!'.

    Plany na przyszłość. Brak
tak, nie zamierzam póki co czegoś robić, mam jeszcze trochę czasu, aby się zastanowić.

    Ostatnie pożegnanie. Hm, nie jest to jakiś doskonały tekst, ale po części przedstawia mnie i troszkę ze mnie. Jeśli macie zły humor, nastrój oddajcie mi przysługę, uśmiechnijcie się nie tyle do mnie co do życia i siebie
'życie jest piękne!'. Jeśli nie możecie zdobyć się na tą odrobinę uśmiechu ja proszę was, chociaż jestem nieznajomym zza monitora i mówię do was jako literki, zera i jedynki uśmiechnijcie się. Jeśli nie macie dla kogo żyć, zacznijcie żyć dla siebie, dla nadziei na lepsze jutro, dal samego życia!
Godzina 13:02 sobota 21 września.

Pozdrawiam i życzę miłego życia
Łukasz 'Splatch' Dywicki    

        Ps. Tekst 'Mała filozofia' jest mojego autorstwa. Jednak Qn'ik postanowił go wkleić do html'a i tak wyszło. Nie szkodzi, ksywka nie jest najważniejsza. Zapraszam do przeczytania 'apatii'. 

        Ps.2. Nie wiem czemu, ale postanowiłem napisać krótki wiersz. Nie śmiejcie się, bo poeta ze mnie raczej marny..

Ostatnie słowa..
..brzmią w powietrzu, niezawisłe nienaruszone
ciągle w dal uciekają, w zapomnienia dal.
Odchodzą i już nie wracają przez czas skruszone
idą dalej i dalej, na koniec i ostatni nasz początek
***
..pożegnania przebrzmiały, przeminęły, nie pozostały.
Nic nie pozostawiły, po prostu przeszły, nie wróciły.
Może zniechęcone życiem? Może nami i płaczem naszym?
Odeszły ostatnie słowa, właśnie przemijają, bez odpowiedzi.
***
.. nie są aby je opłakiwać, nie są aby za nimi tęsknić,
są po to aby się pożegnać, rozstać i żyć dalej, dalej..
żyć i zdążać do szczęścia, odchodzić w przyszłość,
pozostawiać przeszłość. Ostatnie słowa odchodzą, 
***
-odeszły w ciszę, w nicość i przeszłość, nowa..
.. zaczyna się milczenia życia i czasu zmowa..


Szukającym sensu życia Splatch.

 

napisz do mnie!
zobacz moją stronę www :)
Wróć!

Layout © by splatch inc. 2002. Możecie go sobie używać :)
Tworzenie stron www za darmo. Co prawda nie liczcie na jakieś cuda.