Apatia
Może i
ostatnia?
może ale nie
musi...
Zalecanie autora: Najpierw przeczytaj Autobiografię,
dziękuję.
$1';*/"Pożegnanie"* [end.]; else if [.] kropka. /n The'/ End; {0}+1++ == *end* %$nick
Naszła mnie jednego dnia myśl, że to już koniec, że nie pozostawię po sobie nic, nawet słowa, żadnego obrazu, nawet przelotnego uśmiechu, nic absolutnie nic..
.. dlatego postanowiłem napisać pożegnanie. Nie wiem na ile wyjdzie mi ten tekst, zresztą to i tak nie ma znaczenia, prędzej czy później zapomnicie tak samo o nim jak i o mnie. Normalna kolej rzeczy, następuje wyścig szczurów, i chociaż nim nie jesteś porywają cię.
Sytuacja wygląda u mnie w podobny sposób, żyłem i cieszyłem się z tego. Śmiałem się często sam do siebie, do innych, zaczepiałem nieznajome [chciałem wstawić wyjaśnienie, ale po co?] i mówiłem 'życie jest piękne' lub 'uśmiechnij się!'. Mówiłem i może będę mówił dalej, może..
Nie wiem co we mnie wygasło, czy nadzieja czy świadomość, że nie mam z kim porozmawiać, nie mam dziewczyny. Wiem, że pisałem w Autobiografii, są takie dwie. I zapewne będą ale chyba beze mnie, nie nadaję się do tego życia to jest silniejsze ode mnie. Chciałem jedną poznać, czekałem po lekcjach, i doczekałem się nicości. 'Nie wie co ma myśleć..', tak nie można brać wszystkiego, serce jest silniejsze od rozumu. Wbrew wszystkim pozorom nie jestem wewnątrz szczęśliwy. Nie wiem czemu, może to dlatego, że nikt mnie nie rozumnie? Może, ale równie dobrze nie musi.
Pożegnanie w styl szaraka, nie wytrzymał, odchodzi, nie
chce patrzeć na to wszystko. Wciąż mam nadzieję, że życie może być piękne, ale
teraz czekam aż zacznie takie być. Puknąłem się w głowę, nic nie pomogło.
Króciutki ból, malutki wstrząs i dalej to samo, zupełnie jak moje życie- nic po
sobie nie pozostawia, nic i to mnie boli.
Pewnego rodzaju głupotą jest
fakt, że zwierzam się obcym ludziom, wam czytelnicy podczas gdy nie mam odwagi
powiedzieć przyjacielowi co mnie trawi. Dziwne prawda? Sytuacja jak w liście
zamkniętym w butelce. Piszę nie wiadomo do kogo i proszę, czekam na pomoc. Może
nie nadejdzie? Może ale równie dobrze nie musi.
Ironiczny uśmiech,
pomyślałem sobie co wy- ODBIORCY - teraz myślicie? Wydaje mi się, że to samo co
ja kiedyś. Jakiś narwaniec chce skończyć ze sobą, proszę bardzo- jego strata.
Sam kiedyś tak mówiłem, chcę żyć i płakać, śmiać się i wspominać, ale co? Płacz
i śmiech? życie samo dla siebie? Tak, bo tylko to mi pozostało, tylko tyle żyć
dla życia, płakać aby płakać, ronić łzy i wspominać to czego jeszcze nie
zapomniałem.
Co po sobie zostawiłem? 'buty i telefon głuchy'? Nawet nie tyle, pusty zeszyt życia, niedokończoną opowieść, zaczęty wiersz i nadgryzione jabłko, nikłe [jak każde] wspomnienie! Tylko tyle z nas pozostaje z nas wszystkich, panów wszech i świata, ziemi i morza! tylko tyle.. nic więcej nic poza tym co przemija. Czas jest okrutny, życie potrafi zmiażdżyć, niczym Werter pisuję jakieś tandety aby zaspokoić sumienie, wyszumieć się i pożegnać. Wiem, że jestem zrozpaczony w okropnym dołku życiowym może i w depresji? Ale co! co mam z tym zrobić?! przeżyć, tylko tyle mi pozostaje. Tworzę nową filozofię, powielam stare życie!
Jak nazwać moją filozofię? Może 'szplaszyzm'? 'wspomnienie
zapomnienia'? 'zapomnienie wspomnienia'? Co i jak sam nie wiem.. to jest
najgorsze, nie wiem co ze sobą zrobić, rzucić się w wir nauki? Nawet na tyle
mnie nie stać, jestem leniwy i nie chce mi się uczyć, to nie ma sensu, nic nie
ma sensu nic oprócz miłości. Jej bezsens jest taki słodki, ten kto raz posmakuje
słodyczy tej nigdy nie zapomni jej smaku. Westchnienie, może i ostatnie takie?
Na pewno, nic się nie powtarza, ale powiela..
Znowu piszę z
wielokropkami, obiecałem sobie że koniec z nimi, ale to jest silniejsze ode
mnie, zwycięża i góruje, ciekawe ile osób to przeżywa? Ból, cierpienie, śmiech i
płacz, łzy które wsiąkają w czas!
Piszę i wciąż piszę, dla kogo? chyba dla samego siebie. Piszę o niezrozumieniu o zapomnieniu ale dla kogo? [westchnienie i łyk kawy]. Właśnie dla westchnienia i tego kubka, filiżanki, czegokolwiek!
Chwila przerwy zastanowienia, pytanie i dalej znowu na
start tego samego niekończącego się wyścigu. Zawody w ocenach w pieniądzach i
grzechach we wszystkim co jest możliwe, a ja chyba jestem najlepszy w
przeczeniu- sam sobie. Obiecałem sobie skończyć ten tekst, ale jego pisanie
przynosi mi chwilową ulgę. Wiem iż mało osób albo i żadna nie dobrnie do końca,
może poczciwy Qn'ik? Eddie? Może ale równie dobrze nie musi..
te powiedzonko
jest takie płytkie, może, może i co z tego! a to że nie musi, to jest najgorsze.
Może ona mnie lubi? Może! ale znowu nie musi. To mnie boli, bo nikt nie rozumnie
tego co do nich mówię, przyswajają to tylko i trawią jak fast fooda. Z głębi
woła ze mnie tęsknota i nadzieja, złość i nienawiść, wszystkie skrajne uczucia!
Tylko żeby to zrozumieć? Sam po części tego nie mogę rozwikłać, było wszystko
ładnie i miło kolejna nocka z piątku na sobotę.
Zobaczę co na mIRCu. Odpalam wpisuję ksywki alternative,
..irc serv... wchodzę na actionamg. Tłok jak niezwykle! Tyle ludzi i zdań, można
się pogubić, pozostawiam dyskusję samą sobie, wchodzę na poland. Tam zawsze
można pogadać ze studentkami. Wbrew pozorom nie wszyscy są tacy jak Falka lub
Archie. Nie są ze dwie studentki, paprotka! Fajnie, pogadam z nią ciekawe jak
tam jej wakacje i opalenizna? O, akurat away. Trudno zacząłem gadać o szkole z
ludźmi, dostaję ostrzeżenie od opa, więc zaczepiam jedną osobę z okienka
głównego. 'Możemy tak pogadać?', 'jasne' ktoś mi odpowiada. Tym sposobem zaczęła
się rozmowa. Całe trzy godziny gadałem z jedną i jedyną, o książkach szkole i
życiu. Na końcu kiedy się zbierała aby odejść postanowiłem zadeklamować swój
własny cytat. 'Ludzie są jak głazy, człowieczeństwo polega na ogrzaniu ich
chłodu. Ja zamarzłem ponieważ oni mają serca z lodu'. 'O piszesz wiersze? Poeta
w technikum, czemu nie w ogólniaku?' tak dalej zatrzymałem ją na piętnaście
minut. Obaj wymienialiśmy refleksje. Nie powiem bardzo piękne z jej strony, moje
mniej, ospałe i jakby pesymistyczne. Skończyłem na tym.
<Ona> Coś ci
się stało? Stałeś się taki smutny.
<Ja> Cześć idę sobie, może kiedyś
się spotkamy, na trasę szybkiego ruchu. Nie powinno boleć.
Na tym skończyłem,
nie poszłem, nawet nie wstałem z fotela, uświadomiłem sobie jak wielki błąd
popełniłem, wchodzę z powrotem na irca, łączenie to wszystko trwało. W dodatku
chyba ze dwa razy poprawiałem się 'ponlasynd'? Zanim wróciłem Jej już nie było,
gryzie mnie sumienie, chyba sprawiłem jej przykrość. To było okropne z mojej
strony, jednak nie mogłem zapanować nad nerwami. Nie chcę umierać, na pewno nie
popełnię samobójstwa.
O właśnie myśl, tak zabić się, skończyć z tym, samemu
wytyczyć sobie koniec, metę. Nie mogłem zdecydować kiedy zaczynam więc niech
chociaż skończę jak sam chcę. Ale co dalej? To pytanie co będzie potem? Co,
piekło, niebo, nirwana, pustka czy kolejne wcielenie? Może skazany na żywot psa,
chyba niewiele różniący się od obecnego. Poniewierany przez życie, los i samego
siebie, odpędzany przez wszystkich, taki szary i zaniedbany. Postanowił
skończyć sam bez pomocy, strzelił sobie w łeb. Tak mówią sąsiedzi. Tak chyba
opisali by moją śmierć. Kto by za mną płakał? Moje martwe oczy, mama, tata,
siostra? Kto jeszcze jest chętny? No kto! Płakać za mną? a po, co nie
dostrzegali mnie za życia. Dopiero teraz gdy nie ma mnie nie wiedzą co zrobić z
miejscem w szafce, ze starym swetrem, bluzą i nowymi spodniami. Przecież nikt
ich nie weźmie, po truposzu? po głupku co się zabił? No chyba tak bo co innego
można zrobić z pozostałościami, moimi brudami- których nie sprzątnąłem? No
właśnie co zrobią po śmierci, czy ja będę to widział, a może tak a może nie?
Pochowają mnie gdzieś na obrzeżach cmentarza jak 'zwykłego' i 'normalnego'
samobójcę, tylko tyle. Będą pamiętać mnie, ale w końcu zapomną, tak samo jak o
długach, zostaną umorzone przez czas, przedawnione. Chyba i ja jestem taki
przedawniony jeszcze przed wszystkim.
Jak umrzeć? Pociąg? Teraz nie dość, że
mało ich jeździ to i jeszcze jak bym wpadł do nacierpię się, a tak nie chcę. Sam
widziałem jak maszynista opowiadał o takim jednym, co mu się nabił na hak z
przodu lokomotywy, jeszcze konał, zamykał oczy i szeptał 'ja..', nie dokończył,
dusza była nie doczekana, czas płynął jak zwykle- za szybko..
Samochód.
Wielka ciężarówka, tak może to i dobre, nie wpadnę na żaden hak, a jak mnie
rypnie to od razu zgon i koniec, meta. A jak nie? Zahaczę się o nadwozie i
będzie mnie wlókł jeszcze przez sto metrów albo pięćdziesiąt..
Żyły. Nie ten
sposób nie, ciężko mi wybrać czy skoczyć pod tira, czy pod pociąg, na żyły się
nie zdecyduję. Moje ręce są za słabe, może one pozostaną pamiątką, te palce
które to piszą, tworzą z mniejszym lub czasem większym sensem miałyby sięgnąć po
nóż? Przejechać dwa razy, prawa lewa, i okropny ból, szczypanie i utrata
świadomości, powolna jak upływ krwi.
Strzał w głowę, w serce? Tak,
bezboleśnie i natychmiastowo, jak Werter.. tylko on konał pół dnia. Broń,
dubeltówka, jednorurka, wielka ponad metrowa. Ciężko mi sięgnąć spustu. Jest
taki zimny, jakby wiedział co ma zrobić, jakby starał się opanować drżenie
mojego palca. Rany ale ciężko go przycisnąć, powoli. Teraz czas dłuży się,
setne, nanosekundy..
Właściwie mówię wam cześć, jesteśmy już na progu. To wy
mnie odprowadziliście, wytrwaliście ze mną. Dziękuję wam. To chyba będzie mój
ostatni artykuł. Nie mam po co pisać, czytać- aby zasmucać innych? A jednak wiem
po, co to napisałem. Chcę doczekać pocieszenia od WAS odbiorcy, którzy tu
doczytaliście, chciałbym, żebyście napisali mi, trzymaj się, wytrzymaj, nie jest
źle. Chciałbym. Chciałbym, żeby chociaż raz ktoś się dopisał do mojego arta,
więc Qn'ik-u, Eddie, starczy wielokropek.
Chwila ciszy nad moim
istnieniem, swoim i przeznaczeniem. Chociaż raz pomyślcie o mnie
pozytywnie.
"Wyłudziłeś ze mnie to, jest jak zaszczute zwierzę, szkoda
mi go." Fakt chyba jestem taki, zresztą teraz już sam nie wiem. Ale samobójstwa
nie popełnię, nigdy! Ironiczny uśmiech i spojrzenie na zegarek 21:37. Hm, może
tak się skończy to wszystko? Nie, kolejny uśmiech, ale tym razem poważny i
nadęty, zmarszczenie czoła, spojrzenie w monitor. To nie jest koniec, to dopiero
początek.
Jeśli to czytacie sprawcie, abym odszedł [choćby nawet z tego arta]
chociaż z jednym spełnionym marzeniem- waszym zastanowieniem.
Odpowiedzi na
listy? Może będą, o ile wytrwam. Do czasu, kiedy wy to przeczytacie wszystko się
wyjaśni, jedna i druga pomyłka, może i trzecia?
Uśmiech, idę po papierosa. Nie skończę ze sobą, mały zawrót głowy, otrzeźwienie? Kolejny ironiczny uśmiech, pożegnanie lata, wiosny, zimy i jesieni, odejście z tego świata. Dzień, wspomnienie i zapomnienie. Dzień za dniem, godzina po godzinie i minuta po minucie. Raz następują na siebie, a raz rozciągają dłonie i śmieją, wirują w około. to pod niebem to obok mnie, raz z prawej, zaraz potem na końcu ulicy. Tak już jest. Mimo wszystko sam kiedyś sobie mówiłem, po co się zabijać. Teraz broni mnie tyko jedno, tak samo jak życie, JEDNO. Właśnie życie i ona.
Ma takie długie włosy, farbowane już z odrostami brunetnymi. Śmiesznie zadarty nosek, jak mamucia skocznia. Blada cera i ciemne oczy, w które dotychczas nie spojrzałem. To jedna z nich, nimf, rany co za szczęście uśmiecha się do mnie! Nawet 'cześć' odpowiedziała! Nie jest gruba, nie jest szczupła, jest w sam raz. Tak długi czarny płaszcz, oryginalny styl i zniewalający, szczery uśmiech. To na nią dzisiaj czekałem, i to jej właśnie się po dzisiejszych lekcjach nie doczekałem. Jednak w końcu się muszę do cholery doczekać! Chociaż może ale równie dobrze nie mu..
Pozdrawiam i życzę miłego życia
Łukasz 'Splatch' Dywicki
| Podziękowanie.. |
| .. za wszystko co pozostaje, że nie odchodzi zostaje, nie umiera razem z trupami, końcem. Podziękowanie, jest naszym przeproszenia gońcem nagle z nikąd, niespodziewanie przychodzi *** .. w rozmowie, w jednym urywanym słowie. Nie każdy wam to otwarcie bez kłamstwa powie nie każdy zna ma to słowo w swej wymowie. Jednak ja je piszę, na życiową nutę, dziękuję. *** .. na koniec co napisać? Płakać śmiać się? na koniec przedwcześnie się podpisywać Chyba tak, aby pozostawić rysę i wspomnienie łzę żalu, gniew i smutek, jedno pewne- zapomnienie! *** -jak inni to czynili, więksi ode mnie, ulegali tak ja to z oporem czynię z bólem i żalem może w przyszłości będą na poezji polegali może i mojej? Tymczasem dalej, dalej.. *** .. z nim na ustach, w rumianych policzkach w tych małych śmiesznych figlarnych oczkach czają się łzy. Widzę je w wyobraźni na moim kiedyś mówiła nie wiem, a teraz po moim pogrzebie? |
|
|
Layout © by splatch inc. 2002.
Możecie go sobie używać :)
Tworzenie stron www za darmo. Co prawda nie
liczcie na jakieś cuda.
if {end = document.write}
Else if {life!}
End;
Start
procedure_start|'re-life'|();{
"/n" new life in *?*;
? == 'me!'
me ==
me 1++ (n1+)
}
Begin:
...