ZAKAŻENIA POD KONTROLĄ

O tym, że w polskich szpitalach za dobrze nie jest wiedziałem od dawna. Miałem też "przyjemność" być w szpitalu krótko mówiąc - obskurnym. Nie myślałem jednak że gdzieś indziej może być gorzej... "Stan sanitarny większości polskich szpitali budzi trwogę. Jednak placówki służby zdrowia znacznie szybciej uczą się wygrywać procesy, niz skutecznie zwalczać zarazki." - Tak rozpoczyna się artykuł Newsweeka o zaniedbaniach w szpitalach.

Brudny, zagrzybiony korytarz. W otwartym oknie wisi gruba warstwa pajęczyny. W szczelinach okien zadomowiły się pająki. Taki widok ujrzała reporterka Newsweeka w szpitalu w Grudziądzu, ja natomiast w Starogardzie Gdańskim. Jednak w Grudziądzu jest trochę gorzej - tam ten korytarz prowadzi do sali, w której sterylizuje się narzędzia chirurgiczne. Tą droga przywozi się narzędzia brudne, a wywozi czyste, prosto na salę operacyjną. Co roku cztery tysiące Polaków zapada na wirusowe zapalenie wątroby. Z tych czterech tysięcy aż siedemdziesiąt procent zakaża się w placówkach ochrony zdrowia, jak mówią dane GIS. Liczba ta robi się coraz większa. Rośnie również liczba pozwów o odszkodowania za zakażenia w szpitalu wirusowym zapaleniem wątroby. W 2001 roku miało miejsce około 745 tego typu spraw. To są jednak tylko liczby. A jakie warunki panują w szpitalach naprawdę? Podobno w sterylizatorni dla laryngologii można był zobaczyć w zlewie szklanki i talerzyki, a na pokrętle do otwierania autoklawu wisiało w reklamówce pół bochenka chleba, czyli inaczej mówiąc świetna pożywka dla bakterii. A na samej maszynie gruba warstwa kurzu - wspaniałe lęgowisko.Nie dość tego, że w szpitalu panują takie a nie inne warunki, to jego vice-dyrektor broni szpitala mówiąc, że to nie oni zakażają, lecz szpitale w których pacjenci przebywali prędzej. Ja osobiście nie chciałbym leżeć w ww. szpitalach. Nie mówiąc już o krojeniu...

Ale co mają zrobić ci, którzy po prostu muszą tam przebywać? No właśnie - są bezradni. Nasłuchałem się już od kuzyna w jakich warunkach on leżał z niemal otwartą czaszką - wszędzie kurz, zerwane firany, sala wietrzona przez okno i co chwila wbiegająca baba z garnkiem ziemniaków. Niektóre placówki wolą zapobiegać przypadkom pozwań. Analizuje się dokumentację medyczną pacjenta z innych placówek w których się leczył. Jeden z łódzkich szpitali jest bardzo ostrożny. Zamraża krew chorych czekających na operacje. Jeśli dochodzi do procesu, bada krew sprawdzając czy pacjenta nie zarażono wcześniej. W innych szpitalach wypełnia się ankietę. Przed przyjęciem pacjent musi wyznać czy miał kontakt z chorym, gdzie się strzygł lub robił manicure. W takim przypadku szpitale niemal zawsze dowodzą, że do zakażenia doszło poza szpitalem. Niektórzy wybierają inny sposób. O stan szpitala za bardzo nie dbają, bo wolą wynająć dobrych prawników, którzy maja już obmyślone wiele sposobów na wygranie procesów. I czy to jest dobre? Chyba lepiej byłoby zadbać o szpital, a jednocześnie o zdrowie pacjenta...

Tym kończę moje wypociny, a chętnych zapraszam do dyskusji.

the_chest_of_president