*** Koncert ***
Hmmm / cóż za dający do myślenia wstęp ;) /
Nie uważacie, że kocert to powinna być forma jakiejś... "inscenizacji", powinno to nabrać jakiegoś kształtu, jakiegoś wyrazu. Nie, nie mówię tu ani o muzyce ani o sprzęcie. Zresztą... Może najpierw wyjaśnię o co biega. Natchnieniem do popełnienia tego tekstu był koncert, a właściwie dwa koncerty, na których ostatnio byłam. Ale głównie chodzi mi o ten drugi, a był to koncert zespołu mało znanego, aczkolwiek całkiem niezłego, gdyby nie to, że... zresztą zaraz sami się dowiecie. Podam nazwę, bo a nóż wiecie o kogo chodzi - "High Voltage". To właśnie na ich koncercie byłam nie dawno. A jeszcze przedtym byłam na koncercie braci Cugowskich. Iiiii? Doprawdy - spodziewałam się takiego popowo-gitarowego grania a tu (?)......... mile zaskoczyli mą osobę doskonałą oprawą muzyczną! Perkusista mocno czadował na perkusji, basiście place po basie latały jak szalone, klawiszowca mają takiego "nie z tej Ziemi", że nic tylko... patrzeć :))) Gitarzysta (Wojtek Cugowski) świetnie operuje gitarą, a vokalista (Piostrek Cugowski) ma piękny "rockowy" głos. Tak się złożyło, że przyjechali do mojego miasta na jakiś tam jubileusz. Koncert odbył się w kinie. Kino mamy na jakieś 300-400 osób. Zgadnijcie ile było na koncercie? Jak by przyszło z 50 to by było fajnie, ale raczej było mniej. Dosłownie jak zobaczyłam te pustki to aż mi się szkoda zrobiło tej kapeli. Wiem że i tak dostali kase i tak, ale jak zjeździli pół świata i m.in grali w New Yorku dla 60.000 tys. publiczności to ten kontrast wyrażający się choćby "tłumem" ludzi - musiał ich niemile zaskoczyć. Heh, pomyślałam, że już po koncercie. Pewnie zgarają dwa kawałki na krzyż i zejdą do garderoby ciskając słowami "fuck", "wiocha" itp. Jeszcze tak dla jaj siadłam z moimi kumpelami w pierwszym rzędzie (z 2 metry od muzyków)... Iiiii? Chłopaki tak zajebiście się zgrali na scenie, widać było że świetnie się bawią, mimo wszystkiego próbowali rozgrzać skromniutką publiczność, skakali po scenie, śmiali się i ogólnie było bardzo, bardzo okej. Ich koncert miał jakąś oprawę. To nie nie był tylko "suchy" koncert ale była to także taka mała zabawa a to z publicznościa, a to ze sobą nawzajem. Takie małe przedstawienie. Wracam do "High Voltage". Tu była calusieńka sala ludzi. Wyszła kapela na scenę - pałker, basista, gitarzysta i vokalista również grający na gitarze. Wszyscy jacyś tacy... nijacy (?). Zaczęło się. Vokalisty w ogóle nie było słychać. Jak ktoś powiedział "głośniej", vokalista powiedział "nie warto". To po co ja tu kur*** przyszłam? Żeby się na niego popatrzeć? Ten drugi gitarzysta - zmiłuj się panie. Stał jak posąg, bez życia to to, patrzył się w ziemię i grał dobrze ale kompletnie bez pasji, jakiegoś emocjonalnego zaangażowania. Wyglądało to tak jak by robił to normalnie na "odpierdol". Basista - był w miarę w porządku, ale tez bez życia. Ino się trochę fajnie pouśmiechał :). A najlepszy był pałker. Widać było od razu, że lubi to co robi, widać, że wkłada w to jakąś część siebie, że gra z pryzjemnością czego nie mogę powiedzieć o reszcie kapeli. I co najlepsze nie dość że grał to jeszcze zaśpiewał pare piosenek samej Metaliki. Jak dla mnie - fenomen. Nie dość, że świetnie gra na garach to śpiewa! I to jeszcze jak!!! Raz - najlepiej z całej kapeli (bo każdy oprócz basisty śpiewał jakiś kawałek) 2. Miał iście czadowy głos!!! Gdy zagrali ostatni kawałek vokalista wyjechał z tekstem "cieszycie się co?". Ewidentnie widać że robią to tylko dla kasy. Jak nawet jak idę do najzwyklejszego spożywczka to liczę, że obsłużą mnie w miłej atmosferze, coś podpowiedzą coś doradzą, i nie będą zachowywac się jak roboty bez życia, które tylko wykonują polecenia - rzecz jasna dla pieniędzy. Morał z tego taki - morał z tego taki - morał z tego taki - morał z tego taki - morał z tego taki ... A po huka morał. Hmmm może to JA liczę na zbyt wiele? (a g***** prawda......) A tak na marginesie: po co chodzicie na koncerty? ;)