*** "Live At Mystic Festival 2001" ***
Cemetery Of Scream, Devilyn, Source Of Tide, Sinister, Behemoth, Zyklon, Children Of Bodom, Mayhem
Pod koniec roku 2001 w Hali Wisły w Krakowie odbył się jeden z większych festiwali metalowych w Polsce, mianowicie Mystic Festival. Na którym grało kilka naprawdę fajnych zespołów jak Devilyn, Sinister, Behemoth, Zyklon czy Mayhem. Michał Wardzała i reszta członków Mystic Productions postanowiła nagrać go na kasetę wideo, wydaną jako MYST 001 VHS, która mam zamiar zrecenzować. Zaczyna się od bardzo mrocznego wstępu, w którym przey dzwiękach Silvester Anfang pokazują się okienka w których są fragmenty występów każdej kapeli z osobna, następnie standardowy tekst o tym jak bardzo trudno było zorganizować poprzednią edycję i jaka ta nowa edycja jest zajebista. Standard. Pierwszym zespołem skazanym na pożarcie przez fanów był Cemetery Of Scream z bardzo mroczną babą za parapetem i wokalistą, który wygladał jak rasowy pedałek z fryzurką z przedziałkiem i włosami do oczu. Nie ruszał się on wogóle i prezentował swe mizerne mozliwości wokalne z zamkniętymi oczami. Otwierał gębę przy mikrofonie tak jakby wyobrazał sobie, że śpiewa prosto w prącie Roba Halforda. Gitarzyści bez zarzutu. Mystic zaprezentował dwa utwory, nie powiem z jakich płyt bo ich nie znam, i raczej nie poznam, gdyż nie wywarły (utwory) na mnie zadnego wrażenia. Po tych dwóch kawałkach gitarzysta sprawiający wrażenie dość sympatycznego kolesia opowiadał chwilę o nowej płycie o dość długiej nazwie, bodajże "Prelude To A Sentimental Journey" i skończył. Następnie na scenie Hali Wisły pojawiło się czterech rzeźników z Devilyn - Death Metalowego potwora prowadzonego przez świetnego basistę i wokalistę - Novego, znanego z Behemoth. Pora była skurwiona, gdyż na sali było całkiem jasno, dzwiękowcy postanowili, że death metal polega na utworzeniu ściany dzwięku i zadbali, żeby nie było słychać niczego. Mimo niekorzystnych warunków ci rozpustnicy wywarli bardzo pozytywne wrażenie. Ruszali się, robili śmigiełka włosami, Novy przebierał swymi zręcznymi palcami po strunach basu z zawrotną prędkością i growlował z pasją. Szczególnie w drugiej z dwóch zapraezentowanych piosenek - "Burial Ground Of The Gods" jego popisy wokalne brzmią świetnie. Podziękował fanom w death metalowym stylu "Jeszcze wrócimy i niejedną dupę skopiemy" i dał krótki wywiadzik, w którym opowiada o brzmieniu i długości nowej płyty Devilinów - "Artefakt" i odszedł się pomalować, gdyż tego wieczora jeszcze razem z resztą Behemothów wytworzy tajfun, który rozjebie pół sceny. Jako trzeci zagrali Norwedzy, prowadzeni przez brata żony Ihsahna z Emperora i członka Peccatum - Lord PZ oraz gościa o ksywce brzmiącej jak Cosmotraktor - Source Of Tide. Był to ich pierwszy występ poza granicami Norwegii więc specjalnie dla Polaków wydali kasetę "Blueprints" o kilka miesięcy wcześniej niż gdzie indziej i z inną okładką. Milutko tylko kto by chciał słuchać takie gówno? Koncert był naprawdę straszny, muzyka była bardzo niskich lotów, PZ jest jednym z najgorszych wokalistów jakich w ogóle słyszałem kiedykolwiek. Nie można mu odmówić tego, że coś chciał zrobić : biegał, skakał, machał równo podciętymi włosami, klaskał, ale co z tego skoro śpiewał beznadziejnie. Po dwóch, góra trzech oglądnieciach tych trzech kawałków jestem zmuszony do przewijania. PZ mówił, że koncert Source Of Tide był świetnie przyjęty. Swietnym przyjęciem było to, że w pewnym momencie ktoś zaczął machać flagą z czerwonym pentagramem, oraz to, że ze stu osób, które na początku patrzyły na "show" Norwegów, do końca koncertu wytrzymało około 50. Na koniec dostali brawa, żeby przez przypadek nie zachciało się im zagrać bisu, a na scenie zainstalowali się Sinisterzy z Holandii, z kobietą na wokalu! Kto jak kto, ale Rachel ma dobry, głeboki growl. Na kasecie zobaczyć i usłyszeć można stary "Cross The Styx" i dwa nowsze utwory. Holendrzy byli ciepło przyjęci, cała sala krzyczała "Si-ni-ster! Si-ni-ster!". Następnie na scene weszło czterech panów, którzy napewno nie są abstynentami, czyli Behemoth. Zaprezentowali dwa utwory z Thelemy i jeden z Satanica. Pierwszy poszedł "Pan Satyros", dla mnie najlepszy utwór z Thelemy, w której perkusista - Inferno rozpierdalał, a Havoc zagrał bardzo ładną solóweczkę. Ogólnie rzecz biorąc Havoc sprawił najbardziej korzystne wrazenie ze wszystkich muzyków, którzy grali na Mysticu. Machał głową tak, że czasami zastanawiam się w jaki sposób udało mu się jej nie rozpierdolić o podłogę. I tak w każdym utworze. Inferno też świetnie, tak samo Novy. Nergal troszkę śmieszył. Robił głupie miny i świecił kurewsko jasnymi oczami jak kot w ciemnościach. Można by mu to wybaczyć, gdyż wokalnie spisywał się świetnie, jednak jak przyszło do wywiadów totalnie rozpierdolił chyba wszystkich, którzy oglądneli tą kasetę tekstem : "Albo ktoś jest uczciwy, albo jest tchórzem". Nie wiem, w każdym razie wywiad z Nergalem rządzi. Poza "Pan Satyros" zagrali "Antichristian Phenomenon" i utwór o jakieś strasznie poronionej nazwie - "Chant For Eschaton 2000" czy jakoś tak. Może i nazwa dziwna, ale utwór przedni, jednak totalnie rozwala mimika Nergala jak ryczy "I am you and you are me" czy coś w tym klimacie. Ogólnie rzecz biorąc Behemoci rozpierdolili wszystko i wszystkich i zagrali chyba najlepszy koncert tamtego wieczoru. Po nich zaczał się występ kilku wkurwionych Norwegów, czyli super grupy Zyklon. Na kasecie znaleźć można dwa najlepsze utwory z "World Ov Worms" (poza "Transcendental War - Battle Between Gods"), mianowicie "Hammer Revelation" i "Storm Detonation", oraz nie bardzo dobry, ale też nie zły utwór - "Worm World". Zdania są podzielone, wielu ludziom się ich występ nie podobał, głównie za nie najwyższych lotów wokal Demona, ale są też i tacy którym sie podobało. Ja uważam, że koncert był dobry, ale wokale Demona nie przypadły mi do gustu. Mieli wszystko co potrzeba - na sali było ciemno i było dużo świateł. Trym wybijał na swym imponującym zestawie perkusyjnym mordercze tępo z wielkim spokojem. Samoth w koszulce z kozłem Bathory był tamtego wieczora natomiast bardzo spokojny. W wywiadzie Demon oznajmił , że to jego ostatni występ w Zyklon, gdyż ma zobowiązania względem Limbonic Art, Samoth oznajmił, że było nieźle, ale brzmienie było zbyt chaotyczne a Destructor coś wybełkotał niezrozumiale dla mnie i nie tylko dla mnie, gdyż nie zrozumieli go także tłumacze Mystica i nie przetłumaczyli jego słów. Tłumacze Mystica nie rozumią wielu rzeczy i także tekst Nergala "Sława wam" przetłumaczyli na "Lot Of F***ing Hails". Heh, dobrze, że nie na "Infernal Hails". Demon pożegnał się z nami słowami "Na zdrowie", a na scene wyszły dzieci znad jeziora Bodom. Nazwę mają dość adekwatną do muzyki jaką wykonują gdyż ona rzeczywiście przeznaczona jest dla "Children". Wokalisto-gitarzysta, będący bardzo przystojnym człowiekiem z długimi, ładnie przystrzyżonymi włoskami i uśmiechem, którym podnieca się co druga mroczna debilka jaka tam była (a większość z nich wygladała jak czarne maciory), zaczął koncert od mrocznej i będącej bardzo cool kwestii "Children Of Fucking Bodom from Finland, we're gonna play some fucking heavy metal tonight. mmmcocksucker mmmmfuck you!". Mam nadzieję, że nie słyszała go jego mroczna babcia, bo dostał by zakaz grania na jego mrocznej, rogatej gitarze. Każda czarna maciora w publice skakała machając swym obfitym brzuchem i cornymi, niemytymi (żeby były bardziej mroczne) włosami w ekstazie. Właśnie do takich mrocznych piętnastolatek skierowana jest muzyka Finów. Jest to wesoły heavy/power metal ze skrzekiem dla ubogich jako wokal z jakimiś durnymi, pseudo mrocznymi tekstami i masą klawiszy. Ogólnie czyste gejostwo. Są tak pedalscy, że chyba niedługo będą się zwali "następcami Halforda na tronie bogów metalu". Muzyka denna i takiż sam występ. Na kasecie mozna znaleźć cztery utwory. O cztery za dużo. Są to : "Lake Bodom" ; "Bodom After Midnight" ; "Deadnight Warrior" oraz "Mask Of Sanity". Ze wszystkich jebie wiochą i cygańskimi namiotami na sto metrów. Jak już skończyli to ich wielki wokalista wygłosił kilka kwestii, że publika była świetna i na koniec zrobił taki uśmiech, że każda z tych czarnych macior spuściła się w spodnie. Po "wielkim show" Children Of Bodom na scenie zaczęły się pojawiać jakieś dziwne roboty oraz drut kolczasty co oczywiście oznaczało : "Zaraz na scenie pojawi się Mayhem więc padnijcie kurwa na kolana!". Na pudełku pisze przy Mayhem "Various Shots". Oznacza to, że zaprezentowane nam zostanie kilka niezwiązanych ze sobą, poustawianych ni w rękę ni w dupe scenek z konceru i wywiad z Blasphemerem i Hellhammerem. Hellhammer powiedział ze dwa zdania, a Blasphemer z trudem się wysławiał, lecz można mu wybaczyć, bo od machania głową spieprzył mu się troszeczkę mózg. Według mnie pokazywanie z koncertu Mayhem tylku urywków ma związek z wydanym przez Season Of Mist wideo Mayhem, ale co taki pozerski jedenastolatek jak ja może o tym wiedźieć? Fani doskonale znali wszystkie utwory Mayhem - wrzeszczeli, skandowali nazwę, a Maniak, który na koncertach potrafi nawiązać świetny kontakt z publiką, zmianił swój styl. Wcześniej na koncertach zapowiadał utwory czystym głosem, teraz wrzeszczy aż miło. Zmianił także manierę wokalną co widać po dwóch (!) linijkach tekstu, które dane jest nam usłyszeć na tej kasecie. Ogólnie poza ostatnim wszystkie fragmenciki występu Mayhem są niezbyt ciekawe. No może początek "Chainsaw Gutsfuck" jest dość fajny, ale kawałek "To Daimonion" czy "Pagan Fears" nie mają niczego ciekawego do zaoferowania. Po długim wywodzie Blasphemera, czemu Mayhem jest true, oraz o wystroju sceny mamy okazję zobaczyć początek utworu "The Freezing Moon". Już od początku widać, że coś się wydarzy, Maniac zapowiada "I think we all know next song. It is called The Freezing...", wszyscy odpowiadają. Maniac każe biednej publiczności skandować nazwę tego utworu 4 razy, aż w końcu zaczyna się ten kultowy utwór. Blasphemer z Necrobutcherem zaczynają grać ten wszystkim znany riff a Maniac idzie do tyłu i schyla się po coś. Juz kilka sekund później rozpierdala sobie obie łapy nożem. Czemu by kurwa nie? Szkoda, że nie było świńskich łbów, bo może było by więcej Blood & Gore. Ogólnie większości się występ podobał, ale niektórzy starsi fani wyszli przed Mayhem, żeby nie słyszeć jak zespół szarga swój kult. Muszę się przyznać, że po tym co zobaczyłem na tej kasecie nie mam zdania, bo były tu tylko jakieś skurwiałe urywki. Natomiast kaseta z Marsylii zrobiła na mnie dobre wrażenie. Ciekawe kiedy tych czterech zwyrodnialców wyda nową płytę? Ogólnie polecam wam tą kasetkę wideo, gdyż jest kilka dobrych, death metalowych utworów do oglądniecia. Szkoda, że w to wszystko wplatane są też poronione zespoły jak Source Of Tide czy Children Of Bodom, ale Mystic to Mystic i troche gejostwa w jego wydawnictwach być musi. Reasumując dwa skurwiałe zespoły, dwa punkty mniej, połóweczka mniej za nijakie Cemetery of Scream oraz połówka więcej za wywiad z Nergalem czyli nie mniej nie więcej jak osiem. Ocena to adekwatna do jakości, gdyż i jakość obrazu jak i dzwięku jest niezła.
Ocena: 8/10