Soilwork - "Natural Born Chaos"


Na płycie dołączonej do 18 numeru Mystic Arta znalazł się utwór niejakiego Soilworka pt. "Follow the Hollow" zespołu nie znałem wcześniej więc do rzeczonego utworu podchodziłem raczej chłodno, lecz już po pierwszym przesłuchaniu z błyskiem w oku rzuciłem się na gazetę by dowiedzieć się czegoś o tej kapeli. Niespełna miesiąc później miałem już tę płytę w swojej kolekcji...

Na płycie znajduje się 10 utworów trwających tylko 41 minut. Ale za to jakich ! Już otwierający płytę "Follow the Hollow" daje potężnego kopa, Speed miesza swój "tradycyjny" krzyk z szeptem, czystym śpiewem oraz growlem w refrenie (jest to jedyny utwór, w którym usłyszymy growl), ależ ten koleś ma gardło! Utwór ma fajny klimacik i równie fajny text oraz ciekawą i niestandardową solóweczkę Fenninga, cudo! A to w cale nie jest najlepszy utwór na płycie! Drugi "As we speak" jest IMHO jeszcze lepszy. Wspaniały text, ciekawy riff, genialny wokal Strida i dwie fantastyczne solóweczki, geniusz. Trzeci "The Flameout" jest trochę lepszy od "Follow...", ale gorszy od "As we speak" i ten wokal! Strid ma świetny, naturalny głos, którego można słuchać godzinami. Niestety czwarty utwór "Natural Born Chaos" nie jest tak wspaniały jak poprzednie, nie lubie go bo za bardzo kojarzy mi się z Clawfingerem, za którym nie przepadam. Zdecydowanie najgorszy utwór na krążku. Następne dwie piosenki czyli "Mindfields" oraz "The Bringer" są fajne, lekkie, ale bez jakiś specjalnych fajerwerków. Siódmym utworem na płycie jest "Black Star Deceiver", w którym Devin Towsend wspomógł Soilwork wokalnie. Fajnie się słucha "dialogu" Devina i Strida w tym numerze, poza tym ma fajne solówki i refren, jeden z moich faworytów. Dalej "Mercury Shadow" i "No more angels". Oba są raczej średnie, nie rozczarowują ani nie powalają, ot dwa takie sobie utwory. Ostatni "Soilworker`s song of the Damned" nie ma sobie równych, po prostu rozwala. Najlepszy text (naprawdę zajebisty!), riff i solówki, po prostu brak mi słów.

To co grają Soilworki określa się mianem melodyjnego death metalu i trochę prawdy w tym jest, ale miłośnicy growlu i zapieprzania z nieziemską prędkością na perkusji nie znajdą tu raczej niczego ciekawego. Zadaniem tej muzyki nie jest wyzwolenie w słuchaczu agresji ani wysławianie Szatana tylko dodanie energii i zmuszenie człowieka do pomachania na prawo i lewo dupą (tudzież głową). Album został nagrany w słynnym Fredman studio, a producentem został sam Devin Towsend, więc do jakości dźwięku trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Chwytliwe riffy, fajne solóweczki, doskonała jakość dźwięku i charakterystyczny głos Strida to główne zalety tego albumu. A wady ? Jakie wady ? Ten album nie ma wad, chociaż na upartego idzie się przyczepić trochę za bardzo schowanych klawiszy, których prawie w ogóle nie słychać, ale to niekoniecznie musi być wada. 

Z biegiem lat Soilwork zaczyna stanowić coraz silniejszą konkurencję dla In flames, ale o ile Flamesi przestali się rozwijać kilka lat temu to o Soilworku nie można powiedzieć tego samego. Chłopaki coraz sprawniej łączą brutalność z ogromną ilością melodii, a ich nowy album nie pozostawia żadnych wątpliwości, że przewyższają swoich sławnych rodaków. Znacie Roba Halfora ? (głupie pytanie:) Roba zna każdy!) Oto co powiedział o nowym albumie Soilworka: "Soilwork prezentuje całkowicie nowe brzmienie na scenie metalowej. Jestem pod wielkim wrażeniem prędkości, jakie osiągają i niesamowitą różnorodnością wokalną albumu. Radzę wam go zdobyć!!!". Pod tym zdaniem podpisuję się moimi obiema łapami. Jeden z żelaznych konkurentów do tytułu płyty roku!

Skład:
Bjorn "Speed" Strid- wokal
Peter Wichers- gitara
Ola Frenning- gitara
Ola Flink- bas
Sven Karlsson- klawisze
Henry Ranta- perkusja

Ocena: 10


Fenrir [ tomash3@wp.pl ]