*** Mercyful Fate - "Don't Break The Oath" ***
Come, come to the sabbath,
Down by the ruined bridge
Witches and demons are coming
Just follow the magic call...
Kult i klasyka. Ta płyta wywarła na większości ludzi, którzy ją słyszeli piorunujace wrażenie. Dwójka Mercyful Fate to naprawdę kamień milowy w heavy metalu i jedna z pierwszych black metalowych płyt w historii. To właśnie Mercyful Fate, razem z Venom, Bathory i Hellhammer zapoczątkowali potężny dzisiaj gatunek muzyczny - black metal. To musiało kiedyś szokować, teksty są absolutnie przegiete w strone różnych praktyk okultystycznych oraz satanizmu, dzisiaj może po przeczytaniu ich wystapić uśmiech na twarzy, ale wtedy takim zespołom towarzyszył strach i kult. Także upiorny makijaż Kinga Diamonda, skóry, łańcuchy i wielki odwrócony krzyż na jego szyi przyczyniły się do zrobienia z Mercyful Fate wrogów numer dwa cywilizowanego świata (chyba jednak Venom był bardziej znienawidzony przez "normalnych"). Tej płyty nie da się po prostu zapomnieć, od razu powiem, że jest to absolutnie ponadczasowa klasyka i płyta wybitna. Składają się na nią mistrzowskie riffy i popisy solowe gitarzystów - Hanka Shermanna i Michaela Dennera, kapitalnie zagrany, nagrany i nagłośniony bas Timiego Hansena, bezbłędna perkusja Kima Ruzza, produkcja bardzo zawiesista i gęsta oraz perfekcyjne wokale Kinga Diamonda, który w porównaniu z poprzednim nagraniem zespołu ("Melissa") udoskonalił się znacznie. Utwory skomponowane przez Hanka Shermanna są dość proste, posiadają świetne riffy oraz genialne solówki,a te, które skomponował King są o wiele bardziej skomplikowane i teatralne, z wieloma zmianami tempa i nastroju, za świetny przykład moze posłużyć "The Oath". King czasem krzyczy, w większości utworów przeważa falset, czasem nawet absurdalnie wysoki, jak na przykład w refrenie "Night Of The Unborn", w tym także utworze podczas solówki bas jest naprawdę kapitalnie nagłośniony. Inny utwór - "Gypsy" został później świetnie scoverowany przez Emperor. Jako przerywnik między kapitalnym, heavy metalowym "Welcome Princess Of Hell", a najbardziej chyba znanym utworem Mercyful Fate - "Come To The Sabbath", Michael Denner i King skomponowali kapitalną miniaturkę "To One Far Away", która jest naprawdę miłą odskocznią od reszty ciężkich utworów. W remasterowanej edycji zamieszczony jest bardzo miły bonus w postaci kapitalnego utworu "Dangerous Meeting" w wersji demo. Jest to jedno z pierwszych nagrań Mercyful Fate w historii. Brzmienie jest garażowe, gitary dośc przesterowane a wokal Kinga... hmm. Powiedzmy, że wokal jest dość "specyficzny". To by najlepiej obrazowało sytuację. Na początku recenzji pojawił się termin "Black Metal", nie spodziewajcie się jednak ani niczego w stylu Darkthrone, ani Witchmaster ani niczego takiego, muzyka to jest czysty heavy metal, lecz przez satanistyczno-okultystyczne teksty i mroczny image przyjęło się mówić o tej płycie jako o black metalowej. Całkowicie się z tym zgadzam i uważam, że to JEST black metal. Mimo braku takich głupot jak klawisze płyta ma ta fantastyczny klimat i niepowtarzalna magię. Uważam, że całkowicie zasługuje na bycie "najlepszą płytą heavy metalową" razem z "Master Of Puppets", "Abigail", "Reign In Blood", "Black Metal", "The Number Of The Beast" i "To Mega Therion" wiadomo jakich zespołów. Absolutna klasyka, nie mogę zyć bez tej płyty! Kto jej nie słyszał a uważa się za metala jest pozerską trąbą i nalezy go niezwłocznie odstrzelić.
Come, come to the sabbath,
Down by the ruined bridge
Later on the master will join us
Called from the heart of Hell...