W tym trochę nudnawym artykule przyszło mi na myśl opisać płytę
Metallicy, uznawaną przeze mnie za najlepszą i ostatnią dobrą płytę Metallicy,
gdyż jak każdy wie, od kojenej płyty (o tytule "Metallica", że podpowiem)
zaczęto już grać muzykę słabszą i pozbawioną gniewnego i buntowniczego uroku,
jakim raczyły nas poprzednie dzieła zespołu. "...And Justice..." jest jakby
ostatnim rozdziałem, podsumywującym prawdziwą karierę grupy. Płytę otwiera
ciężki i ciągle gnający do przodu "Blackened", tak też jest dalej: kompozycje są
ciężkie, długie, okraszone nie-banalnymi solówkami oraz nieustającym pędem,
który jak piekielna maszyna napędza schemat płyty... Jest szybko i zabójczo
poprostu :P... Po niesamowitym pierwszym utworze, z równie niesamowitym
gitarowym interm, słyszymy leciutkie riffy, które za moment przyćmiewa opętańcza
perkusja.. tak, to utwór tytułowy - wspaniały, podbnie jak poprzednik... Po tych
dwóch utworach na myśl przyszedł mi Cliff Burton (któego słowa znajdziemy w "To
Live Is To Die"), zauważyłem, że głos Hetfielda zmienił się, ale nie tylko on,
także cała forma muzyczna (sama muzyka, teksty) stała się teraz bardziej
poważna, można więc powiedzieć, że członkowie zespołu na "...And Justice..."
wyładowywują swój ból, po śmierci przyjaciela... Zmienili się też
diametralnie... Zamiast niedorosłych "gówniarzy" (nie obrażając przy tym ich
poprzedniego image), ich wizerunek prezentuje wkurwionych artystów, którzy
tworzą ciężką, mroczną i trudną do odbioru sztukę... Tak, płyta na tym albumie
to potężna dawka sztuki, sztuki kształcenia pesymistycznej prawdy za pomocą
strun gitarowych, wokalu i perkusji... (ale mi tekst wyszedł...) Teksty, jak
wspomniałem są poważne, a każda kompozycja a jakimś stopniu opowiada o naszym
świecie, oraz o tym, co może się z nim stać, jak nie będziemy zbyt uważni...
Oprócz mocnych utworów na płycie istnieją także ballady, równie ciężkie, ale w
innym sensie... "One" - to tytuł najlepszej. Utwór jest warty uwagi.. a jego
fabułę, zna chyba każdy szanujący się metal. Ballada, opowiadająca o żołnierzu,
którego wojna uwięziła we własnym ciele... Temat bardzo poważny, sam kawałek
także ponury... Innych ciekawszym propozycji nie podam już oficjalnie, gdyż
wszystkie trzymają równy i doskonały poziom, że wielokrotnie powracamy do tej
płyty... Dobrze, nadmienie jeszcze kilka: "Harvester of Sorrow", "To Live Is To
Die" (występuje "gościnnie" śp. Burton), "Dyers Eve" (kiedyś strasznie za tym
przepadałem, teraz mi się nieco znudził ten kawałek). Na płycie znajdziemy także
ciekawą kompozycję "Eye of the Beholder" - brzmi jak nazwa takiej ciekawej gry
cRPG, ale temat inny :)... Ok, ja już kończę swoje wypociny i zapraszam do
sluchania "...And Justice For All" ...i sprawiedliwość dla wszystkich!!