*** King Diamond - "Fatal Portrait" ***


Po odejściu z wielkiego Mercyful Fate, Kim Benedix Petersen znany lepiej jako King Diamond, największy wokalista jaki kiedykolwiek chodził po powierzchni tej pieknej planety, na której nigdy nie rozbijają się tankowce, a złodzieje oddają to co ukradną, postanowił zająć się karierą solową. Mając do dyspozycji między innymi fenomenalnego perkusistę Mickeya Dee oraz jednego z najlepszych gitarzystów metalowych - Andiego La Rocque wydał singiel zawierający utwory "No Presents For Christmas" oraz "Charon" i obwieścił światu, że jeszcze powróci z pełnometrażową płytą. Jak powiedział tak zrobił, gdyż przy pomocy Potężnego Pana Ciemności oraz świetnych muzyków stworzył płytę będącą absolutną klasyką : "The Fatal Portrait". Teksty na tym albumie to w połowie fantastyczna opowieść o dziewczynce Molly zakletej w płomyku świecy oraz kilka nie związanych z konceptem historyjek. Warto nadmienić, że to pierwsza z dwóch płyt nie będących pełnym koncept-albumem wydanych pod szyldem King Diamond Band (drugą była "The Spiders Lullabye"). Liczę na to, że ameba to przy was nie jest młody geniusz i nie muszę chyba mówić, że nie liczę kompilacji? Utwór "The Candle" zaczyna się inwokacją wziętą z Księgi Jonasza, która przechodzi w czysty, pieprzony heavy metal, okraszony demonicznym falsetem króla. Utwór ten jest świetny, ale to dopiero przedsmak najlepszego na płycie, drugiego utworu "The Jonah". Co mi tam : to jeden z najlepszych numerów Kinga. A co mi tam w ogóle to jeden z najlepszych utworów metalowych. Niepozorny wstęp, wolne tępo i doskonały wokal Kinga Diamonda, świetna solówka, genialny riff i znów genialny wokal. Czego by chcieć więcej? Oczywiście reszty płyty. "The Portrait" to kolejny szybki, heavy metalowy (Heavy Metalowy oczywiście) kawałek, z miłym motywem gitarowym i chórem Kinga ("Oh, Molly"). Te trzy utwory razem z "Haunted" z końcówki płyty łączą się w jedną historię. Następny utwór "Dressed In White" to kolejny klasyk Heavy (Tego przez duże "H" oczywiście) Metalu, posiadający z resztą inny klimat niz poprzednia trójka. Tamte utwory były horrorrowate z bardzo niepokojąca atmosferą, którą z pewnością mamy straszą swoje dzieci, a ten zaczyna się świetną solówką, przechodzącą w riff w stylu "Bierz piwo w łapę i machaj głową", czyli taki jaki wszyscy kochamy, nie? W tym utworze jest kilka cudownych solówek następujących po sobie, przechodzących zawsze w ten doskonały refren "She's carrying a secret...". Następnym utworem, bardzo piwnym jakby kto pytał, jest "Charon", który wcześniej stanowił drugą stronę singla "No Presents...". Jest to następny klasyk (już więcej nie napiszę tego słowa w tej recenzji) ze świetnym refrenem i kozackimi riffami, czadowymi solówkami, posiadający wszystko, co potrzebne jest prawdziwemu, ponuremu i necro metalowi do zycia. Druga stronę kasety (kasety, kasety i jeszcze raz kasety) zaczyna "Lurking In The Dark", na którego poczatku King wyje przez chwilę niczym groźny wilk. Cały utwór jest fajny, ale nie tak fajny jak najbardziej wesoły utwór z płyty - "Halloween". Utwór ten został drugim singlem z "The Fatal Portrait", co chyba dobrze o nim świadczy. To jest włąśnie to co ja nazywam heavy metalem, świetny riff, mocna sekcja zmuszająca do opętańczego headbangingu, przerywanego wielkimi łykami w kufla wypełnionego złocistym napojem, i ostry wokal. "Voices From The Past", który następuje po "Halloween" przywraca płycie horrorrowaty klimat. Jest to krótka instrumentalka, w której wszystkimi gitarami zajął się o dziwo gitarzysta, którego próżno szukać w poczecie największych wirtuozów gitary - King Diamond. Utwór ten jest mimo to bardzo dobry, lecz stanowi intro do ostatniego utworu na kasecie/płycie (a nazywajcie se to jak chcecie) "Haunted", który niestety jest tylko dobry. Oryginalnie materiał kończył się tutaj, lec na późniejszej wersji trafiły nań jeszcze znany nam doskonale "No Presents For Christmas" oraz utwór ze strony "b" singla "Halloween" o dźwięcznej nazwie "The Lake". Ludzie, którzy kupili kasetę wydaną przez Metal Mind Productions mają dostarczone wiele wrażeń. Gdyż na okładce jest wielki napis "Plus bonus track - No Presents For Christmas", lecz gdy przesłucha się do końca kasetę, okazuje się, że Metalowy Mózg - wielki mistrz i postać kultowa, co zrobiła dla sceny metalowej w Polsce więcej, niż wszystkie zespoły razem wziete, ten co jego imię wymawia się z czcią i naleznym mu szacunkiem - Tomasz Dziubiński postanowił, że na kasetę trafi tylko "The Lake". Jego woli nikt się nie śmie sprzeciwić, gdyż jego gniew jest straszny. Całe szczęście, że "Tha Lake" to genialny utwór i klasyka (dobrze, ostatni raz), którego doskonały refren przeszedł do legendy. Po prostu kult. Polecam wam bardzo tę płytę, najlepiej wydaną w wielkim Metal Mind Productions, gdyż naprawdę mało jest płyt, które stoją na tym poziomie. Wyższym od Iron Maiden o jakieś 666%. Kupcie albo Szatan będzie zły, a Szatan lubi Kinga, oj lubi!
Wydane w roku 1986 przez Roadrunner Records

Ocena: 10/10


© Ksiąze Palownik <palownik@muzyka-am.prv.pl>