*** KAZIK - "MELASSA" ***
"Melassa" to jak dotąd
ostatnia solowa płyta Kazika (nie licząc "Melodii Kurta Weilla..." wydanych pod
szyldem Kazik Staszewski). Solowa, a jednak nagrana z udziałem wielu gości,
przede wszystkim Olafa Deriglasoffa - weterana trójmiejskiej sceny niezależnej,
znanego m.in. z Dzieci Kapitana Klossa, Apteki i Pudelsów. Zagrał właściwie w
każdym utworze, brał też udział w komponowaniu, wniósł więc ogromny wkład w
powstawanie tej płyty. Oprócz niego pojawiają się jeszcze koledzy z Kultu,
zarówno teraźniejsi (Banan, Goehs, Janusz Zdunek), jak i dawni (Piotr Wieteska -
dzisiejszy menedżer Kazika, Sławek Pietrzak - teraz szef S.P. Records oraz
Shoovar, czyli Jacek Szymoniak); pianista Leszek Możdżer i
inni.
Album jest swoistą kontynuacją "12
groszy". Również tutaj zwraca uwagę ogromna rozbieżność stylistyczna. Znajdą tu
coś dla siebie zarówno fani Kultu, Kazika Na Żywo, jak i poprzednich solowych
płyt Kazika. Tym pierwszym na pewno spodoba się "Jeśli nie chcesz" - świetny
kawałek o hip-hopowym bicie napędzany ostrymi gitarami. Kolejny szybki i bliższy
punka numer to "Ja tu jeszcze wrócę". Natomiast "Gdybym wiedział to co wiem" to
klasycznie kultowy utwór - poruszająca ballada z pięknymi partiami trąbki i
fortepianu. Ten zespół przypominają jeszcze "Lśnij potęgo kościołów" i "Jesień".
Ten pierwszy to wspaniały numer o potężnym brzmieniu i anty-kościelnym tekście.
Drugi zaś wyróżnia się melancholią i prawdziwie "jesiennym" klimatem,
potęgowanym przez partie Banana na klawiszach. Jest jeszcze "Komandor Tarkin"
opowiadający o jednym z bohaterów "Gwiezdnych Wojen". Muzycznie kojarzy się z
reggae, a klimatem przypomina nieco "Tatę
Kazika".
Prawdziwą ozdobą albumu są jednak
rewelacyjne "Cztery pokoje". Świetny tekst wyśmiewa polskie realia - od rządu
przez kradzieże samochodów aż do słabej kondycji polskiego futbolu. Muzyka zaś
to korzenny funk, przypominający dokonania kapel George'a Clintona. Edyta
Bartosiewicz, śpiewająca w refrenie, wypada dobrze, aczkolwiek wydaje mi się, że
bez jej udziału byłoby jeszcze lepiej. Mimo to - rewelacja. Nie wiele ustępuje
"Czterem pokojom" następny kawałek - "Mars napada". Tekstowo chyba nawet trochę
lepszy - ciąg skojarzeń, podobny do "12 groszy" (pierwotny tytuł brzmiał
"Kolejny zlew powszedni"). Różni go jednak od pierwowzoru wyraźnie zarysowana
fabuła - atak Obcych na Polskę. Również "Mazzieh (African in Paris)" zasługuje
na szczególne wyróżnienie - zaczyna się ostrym wejściem gitar, a potem wchodzi
Kazik z rozbrajającym tekstem zaśpiewanym po "afroangielsku" i opowiadającym o
nigeryjskim piłkarzu, robiącym karierę w Europie.
Oprócz tego na płycie znajduje się też
parę piosenek bardziej typowych dla solowego Kazika. "Wiek XX" to hip-hopowy
numer, który spokojnie mógłby się znaleźć na "Spalam się". Podobnym do niego
kawałkiem jest "Wicuś ulepił grzybki", ale tutaj hip-hopowe fragmenty przecinane
są metalowymi wręcz wejściami gitar. Dalej - "Chcem piwa cz. 2", utwór bardziej
zróżnicowany, przypominający trochę płytę "12 groszy", z punkowymi wejściami a
la Kult (to chyba przez Kazikowy saksofon). Świetny tekst o dresach. Podkład
następnej kompozycji - "Randall i duch Hopkirka" przywodzi na myśl funk, ale już
nie tak przebojowy jak w "Czterech pokojach". Pozostaje jeszcze "Każdy
potrzebuje przyjaciela" - wyluzowany, lekko jazzujący numer oraz "Kochajcie
dzieci swoje", zaśpiewany a capella, w stylu "Brazil"
KNŻ.
Jedyną wadą "Melassy" (bardzo
niewielką) są przerywniki, które po paru przesłuchaniach mogą nużyć, jak np.
parodia Milionerów czy "Szyby brudne" z, zaśpiewanym przez Kazika
zniekształconym głosem, głupawym tekstem. Nawet one jednak stoją na dobrym
poziomie.
I to chyba wszystko.
Podsumowując - rzecz naprawdę godna uwagi. Świetne teksty (co u Kazika jest
normą), zróżnicowana strona muzyczna, spora dawka humoru. Jedna z najlepszych
płyt Kazika ostatnich lat i godny następca "12 groszy".
Ocena: 9/10
© Risk
PS. Warto dodać, że wersja kasetowa albumu różni się nieco repertuarem od płyty. W zamian za usunięcie "Aeroplane intro" i utworu tytułowego dostajemy "Och, Przester" - niezły punkowy kawałek z "pseudo-angielskim" tekstem w stylu "Fever, fever, fever" Kultu.