Immortal - "Sons Of Northern Darkness"


Ze swej mrocznej jamy ukrytej gdzieś pośród lasów mroźnej Norwegii ponownie wypełzła na świat Śnieżna Bestia, by dać upust swej furii. Ci którzy jako pierwsi odczuli gniew Potwora zdążyli zauważyć, że się zmienił, że nie działa już na oślep jak kiedyś lecz zadaje precyzyjne i zabójcze ciosy. Bestia ponownie zaczęła pustoszyć świat, lecz ludzie przełamując strach zaczęli coraz częściej zadawać pytanie: "Czy Potwór dał dupy ?".

Przed wydaniem tej płyty wielu fanów dręczyło pytanie co się stanie z Immortalem ? Mogę was uspokoić Immortal nie zrzucił zbroi i nie zatrudnił klawiszowca lecz dalej gra black metal, ale mimo to muzyka trochę się zmieniła. Przede wszystkim Immortal w paru piosenkach wyraźnie zwolnił (np. "Tyrants") ale nie zrezygnował również z normalnego młócenia (np. otwierający płytę "One by One") ilość wolnych hymnów jest równa ilości numerów zgranych "po staremu". Mnie osobiście bardziej podobają się te wolne kawałki, bo posiadają więcej chłodu i są znacznie czytelniejsze niż typowa napieprzanka. Ale na tempach zmiany się nie kończą. Wyraźnie poprawiło się brzmienie w porównaniu z poprzednim albumem, mimo iż zarówno producent (Peter Tagtren) jak i studio (Abbys) się nie zmieniły, czyżby Nuclear wyłożył więcej kasy na sesję niż Osmose ? (głupie pytanie :)) Pojawiły się także pierwsze solóweczki i muszę przyznać, że prezentują się one średnio. I to już wszystkie zmiany, więc wszyscy którzy bali się, że Immortal zacznie grać jak Linkin Park mogą odetchnąć spokojnie.

Na płycie jest osiem utworów trwających łącznie nieco ponad pięćdziesiąt minut. Większość z nich prezentuje się raczej średnio (co niekoniecznie jest wadą!), ale są też dwie perełki- mowa tu o utworze tytułowym oraz następującym zaraz po nim "Tyrants" oba te utwory posiadają świetne riffy i wspaniały zimny klimat, który w mniejszym stopniu posiada też reszta kompozycji. Słuchając tego krążka w paru momentach mimowolnie zaczniecie machać łbem bo przy Immortalu nie da się siedzieć spokojnie a riffy są chwilami BARDZO chwytliwe. Płyta została nagrana w składzie: Abbath- wokal/gitara
Iscariah- bas
Horgh- perkusja.
Jak wam zapewne wiadomo z Immortalem pożegnał się już Iscariah a jego następca nie jest jeszcze znany.

Ciekawie przedstawia sie także sprawa pudełka, a właściwie jego brak! Przynajmniej w tradycyjnej formie otrzymujemy zamiast niego mocny karton otwierający się jak książka. Po otwarciu widzimy... Abbatha! Otwieramy dalej... pojawiają się Horgh i Iscariah a dopiero potem naszym oczom ukazuje się upragniona płyta. Rozwiązanie ciekawe, acz mało praktyczne, bo "pudełko" może się podrzeć lub poplamić i nie da rady go wymienić jak to ma miejsce w przypadku normalnych pudełek.

Podsumowując album dobry, ale nie wybitny. Starzy wyjadacze będą usatysfakcjonowani, a nowicjusze niech lepiej zaczną od czegoś innego.

Ocena: 7


Fenrir [ tomash3@wp.pl ]