Emperor - "Prometheus"
*************************

Pewnego słonecznego dnia zadzwonił do moich
drzwi listonosz, trzymał w łapkach kolejną
paczkę z Music cornera. Chwila na formalności
i mogłem cieszyć się Prometeuszem. Po zerwaniu
koperty moim oczom ukazał się... czarny box, ale
fajnie. Wsadziłem płytkę i popłynęły pierwsze
dźwięki...
Płytę rozpoczyna szept Ihsahna: "... and after years in dark tunels
he came to silence
There was nothing" potem akustyczne intro (całkiem zresztą
przyjemne) i zaczyna się właściwa część utworu "The Eruption".
Jeszcze nigdy czegoś takiego nie słyszałem! Niby black metal, ale
za to jaki! Utwory okraszone są dużą dawką progresywnośći,
partie gitar są połamane i nigdy ich nie zapamiętasz. Bas wrzyna
się w uszy, a Trym na perkusji dokonuje cudów. Naprawdę!
To najlepszy bębniarz jakiego słyszałem. Całości muzyki dopełniają
klawisze umiejętnie podkreślające klimat utworów. Ale ponad tym
wszystkim góruje wokal Ihsahna, który generalnie skrzeczy, ale
zacina również heavy metalowo i piszczy jak King Diamond,
najlepsze jest, że obojętnie jakim głosem by nie śpiewał i tak mu świetnie
wychodzi. Do tego wspaniałe teksty Ihsahna (bo kogóż by innego),
złożone poetyckie i niezrozumiałe dla przeciętnego zjadacza chleba.
Utwory są ciekawe i trzymają równy poziom
do "In the wordless
Chamber" potem poziom troszkę opada, ale dalej słucha się przyjemnie.
Do tego dochodzi jeszcze książeczka podtrzymująca mroczny klimat albumu.
Reasumując Prometeusz jest jedną z tych płyt na które warto zbierać
pieniądze miesiącami. Jak dla mnie najlepszy album roku pańskiego 2001.
Szkoda, że odkryłem Emperora dopiero po jego śmierci :(.
1. The Eruption.
2. Depraved
3. Empty.
4. The Prophet.
5. The tongue of fire.
6. In the wordless Chamber.
7. Grey.
8. He who saw the Fire.
9. thorns on my grave
Ocena:9
*************************
Fenrir [ tomash3@wp.pl ]