Nothing Else Matters
Zapewne sporo osób uważa: "cóż takiego jest w singlach? Wyrzucanie pieniędzy w błoto za te same piosenki, które mamy na albumach". Nie do końca jest to jednak prawda. A już na pewno w przypadku Metalliki. Ci bowiem panowie zawsze uatrakcyjniają swoje single tak, aby kupujący nie był zawiedziony (z wyjątkiem starszych wydawnictw). Jest to także dobra alternatywa dla tych, którzy nie mają dostępu do bootlegów, a pragną mieć nagranie koncertowe lub dema utworów.
Dziś zajmiemy się jednym z
najciekawszych singli, które udało mi się zdobyć. Mowa o singlu Nothing else matters - utworze, który zna chyba każdy, szczególnie po ostatnim wyczynie
z orkiestrą. Chyba nie każdy jednak zdaje sobie do końca sprawę z tego, że
akompaniament orkiestry był już podczas studyjnego nagrania z 1991 roku i to
żeby było śmieszniej z Michaelem Kamenem na czele! Możemy się o tym przekonać
słuchając pierwszego tracka z tego singla. Jest to dokładnie na sama piosenka,
którą znajdziemy na Czarnym Albumie. Natomiast reszty tracków nie spotkamy
nigdzie indziej.
Druga ścieżka zawiera koncertowe
wykonanie Enter Sandmana. Ale nie jest to takie zwykłe nagranie. Po pierwsze, jest nagrane
w wyśmienitej jakości - większość bootlegów może tylko pomarzyć o takiej
wspaniałej jakości dźwięku. I wreszcie po drugie - chłopaki naprawdę się
postarali. Wykonanie to pochodzi z koncertu w Moskwie z 28 września 1991 roku,
który kończył tournee po Europie. Po prostu Metallica w najlepszej formie!
Żadnej chałtury, maksymalny czad. Tego po prostu trzeba posłuchać! Ten utwór
został napisany właśnie po to, aby tak go wykonywać. Moim skromnym zdaniem
nawet wersja z albumu się chowa. Nie ma w sobie tyle energii, tylu emocji. To
nie jedyny utwór tak dobrze wykonany na tym koncercie. Inne z nich można
znaleźć na innych singlach z Czarnej, m.in. Sad But True (recenzja wkrótce) czy
Wherever I May Roam. Gorąco polecam posłuchanie tego.
Po Sandmanie mamy kolejne koncertowe
nagranie - Harvester of Sorrow. Tym razem nagranie pochodzi z 11 września 1991 z Graz w Austrii.
I kolejny majsterczyk! Tym razem chłopaki występowali przed 23.000
publicznością. Nawet największe gwiazdy się tremują, co doskonale udowadnia ten
utwór. W pewnym momencie chłopaki najzwyczajniej się zamotali i każdy zaczął
grać co innego. Najwspanialsze jest jednak to, że potrafili z powrotem dojść do
ładu i zagrać utwór do końca bez przerywania. Zabrakło jednak całkiem sporego
kawałka Harvestera włącznie z całym drugim refrenem. To po prostu trzeba
posłuchać. Każdy fan Metalliczki będzie przy tym zrywał boki, zaświadczam.
Ktoś, kto wcześniej nie znał tego utworu, może w ogóle nie zauważyć, że coś
jest nie tak. A to świadczy o profesjonalizmie muzyków tej kapeli.
I wreszcie ostatni track z singla,
czyli Nothing else matters na bis. Tym razem usłyszymy, jak brzmiało demo tego utworu. Tutaj
nie ma orkiestry. Ale i tak jest to jedno z najbliższych oryginałowi dem, jakie
chłopaki pokazali światu. Solówka jest taka sama i prawie cały tekst jest
gotowy (z wyjątkiem refrenu, gdzie Jaymz i Lars bardzo ładnie razem go
intonują). Jedyne zastrzeżenia można mieć do jakości nagrania (piwnica Larsa) i
choreografii bębnów (Lars chyba był nieco zaspany).
Ogółem singel ten jest świetną
pozycją dla wszystkich fanów Metalliki, którzy wciąż nie mają dosyć
ekscentrycznych nagrań zespołu i chcą wzbogacić kolekcję o ciekawą płytkę. A
jak ktoś natrafi na bootleg z tym koncertem w Rosji, to niech bezzwłocznie da
nam znać.
Kot