*** Pink Floyd - riposta ***
Przeczytałam tekst o Pink Floyd z któregoś tam numeru Action Maga (starszego zdaje się) i.... jestem pod wrażeniem (nie) znajomości tematu u gościa, który owy artykuł popełnił. Jak można pisać, że „The Wall” jest momentami rasistowska?! Człowieku, czy ty naprawdę słuchałeś tej płyty? Zrozumiałeś teksty? Jesteś pewien? Najpierw załap o co chodzi, a potem wygłaszaj jakieś cholernie nieprawdziwe historie! Nazywasz się fanem Pink Floyd? Nie? To po co piszesz o czymś o czym nie masz zielonego pojęcia?!
„The Wall” drogi Ktosiu to concept album, to coś w rodzaju filmu. Jest scenariusz, jest pewna fabuła. Opowiada o zagubionym człowieku, o cierpiącym człowieku, w końcu o człowieku na skraju szaleństwa. Bohater naćpany, na jakimś mega tripie doznaje obrzydliwych wizji. Jest faszystą. Tak, tak, obrzydliwym faszystą... Zachowuje się jak faszysta, mówi jak faszysta, czuje jak faszysta (jeżeli faszysta może czuć coś więcej poza nienawiścią)... Waters szydzi z tej postaci, z postaci Hitlera, z rasizmu, faszyzmu, nacjonalizmu i tak dalej i tym podobne. Piętnuje to! Nabija się z tego!
Znasz historię Watersa? Znasz? Bo jeśli tak, to dziwi mnie jak możesz nazywać „The Wall” „momentami rasistowską”...
Druga rzecz „Wish You Were Here”. Ktoś kiedyś pięknie powiedział na temat tej płyty “wariacje na temat nieobecności”. To jest płyta o NIEOBECNOŚCI! Nieobecności Barretta, nieobecności zespołu, oddalania się od siebie, o tęsknocie, o samotności w pewnym sensie. O przemyśle muzycznym i jego ciemnej stronie są dwa utwory, więc na pewno nie można powiedzieć, że cały album opowiada o machinie muzycznej. Na pewno nie można tak powiedzieć, każdy kto chociaż trochę wgłębił się w teksty powinien mieć o tym pojęcie. Chyba, że... Ale sza... Hipokryzja? Drogi Ktosiu, pozwól, że tego nie skomentuję, dobrze?
Możesz nie lubić Watersa, ale nie musisz udawadniać tego takimi żałosnymi stwierdzeniami. Niezrozumienia bierą się właśnie stąd, że jakiś idiota gada głupoty, powtarza to następny i już mamy bardzo ładną grupkę ludzi wypowiadających się o czymś o czym nie mają najmniejszego pojęcia. „Emily tries but misunderstood”. Przypominasz mi Ktosiu takiego “day tripper’a”.
Jestem oburzona, wstydzę się, że wśród fanów Pink Floyd znajdują się tacy ludzie. Sorry, ale to czysta żenada.