*** Janitor Of Lunacy ***


Budzę się. Wiem, że niedługo umrę. Że może dzisiaj po raz ostatni umyję zęby, po raz ostatni spojrzę na granatowe ściany upstrzone śladami po zwłokach komarów. Mam w pokoju granatowe ściany. Jest ciemno. Jest jak w grobowcu. Moja krypta. Słucham Floydów... Czy „The Wall” to wystarczająco smutna płyta? Wiem, że umrę. Może dzisiaj. Może jutro. Może za miesiąc. Nie mam wyboru. Nie mogę zatrzymać wskazówek zegara i poprosić (nie wiem doprawdy kogo) „daj mi trochę czasu...”. Nie będę błagać. Nigdy nie błagałam. Nie umiem... Nie chcę...

Dać się zabić za solówki Snowy’ego White’a i Doyla Brahmalla II na koncercie „In The Flesh”? Chciałabym, żeby moje prochy rozsypano w Cambridge... Chciałabym mieć winylowy singel Smashing Pumpkins „I Am One”. Chciałabym powiedzieć Dance, że jest moją najlepszą przyjaciółką. Chciałabym trącić struny mojego i tylko mojego (wreszcie) basu imieniem Entwistle. Chciałabym postawić na półce „Idiotę” Dostojewskiego, „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa i „Sto Lat Samotności” Marqueza... Chciałabym żyć...

„Żegnaj Billy”...

Nie, nie... „Żegnaj A...” Nie chcę mówić żegnaj. Boję się. Dzisiaj znowu zrozumiałam jakie kruche jest
życie. Chciałabym móc wybierać...

Jestem egoistką. Wiem, dobrze o tym wiem. „Czasami tęsknię za deszczem i śniegiem...”. Zawsze tęsknię, bo w mojej krypcie już dawno zgasło ostatnie światło... Chciałabym jeszcze raz móc tak kochać jak kochałam w październiku 1998 roku...


© A.