..:: Twierdza ::..
F. Paul Wilson w małym zameczku :)


Znowu miałem przerwę :), miałbym napisać recenzję, co prawda jestem chory i w ogóle zmęczony - ale czego nie robi się dla Książek i Phnoma [no ej! bez nerwów zabierz tego gnata! :] i oczywiście fanów :). O właśnie tutaj pozdrowienia dla czytających! Trzymajcie się i też piszcie! to nie boli [póki co Phnom katrupi kogoś innego :]. Ok, przejdźmy do recenzji.

Mała wioska w Rumuni, ta historia miała tam miejsce. Zainteresowany niepomiernie postanowiłem tam pojechać, bo co tam Rumunia blisko i niedrogo, ludzie mili, jak postanowiłem tak i zrobiłem. Nie wspomnę o tak przyjemnych aspektach jak wstawanie o piątej rano, żeby zdążyć na pociąg, który w dodatku nie jest ogrzewany, etc. etc.

Jestem na miejscu, dosłownie m a ł a wioseczka, licząc wszystkie domy doszedłem do dwudziestu i jednej karczmy. Dalej w pobliżu przełęczy zobaczyłem mały zameczek, twierdzę z czarnego kamienia. Z tej odległości wydawała się niczym klęcząca postać, czekająca na rozgrzeszenie. Noc spędziłem w karczmie, kiedy wszedłem do pokoju od razu uderzył mnie krzyk piskląt pod oknem. Pomyślałem sobie, że to miło - prawie na łonie natury. Rankiem zbudziły mnie te same pisklaki, teraz wręcz się darły maksymalnie jak potrafią. Niezbyt to było miłe, przypominało płacz niemowląt. Żal mi się zrobiło maluchów, ale nic nie zrobiłem, w sumie to nie moje. Hm, tuż po dziewiątej zabrałem się do zameczku z tutejszymi robotnikami, którzy naprawiają i utrzymują w dobrym stanie budynek. Od razu, gdy weszliśmy na most poczułem chłód bijący przez mury, a gdy brama w nich się otworzyła zobaczyłem pełno krzyży. Ich kształt wyglądał bardzo zabawnie, jeśli można tak mówić o krzyżach. Ramiona wygięte do góry, z dołu zgrubienie, podobne do złota wykończenie. Chłop, który mnie przyprowadził wyglądał na niespokojnego, ale powoli opowiedział o zameczku. Cóż, nic ciekawego, spokojny, wolno stojący budynek. A jednak chłód, który panował tutaj, przejmował aż do szpiku kości, wnętrza, duszy. Bardzo nieprzyjemne wrażenie zrobił na mnie brak ptactwa, prawie przyzwyczajony do wrzasku pod oknem mojego pokoju, spodziewałem się tutaj też zobaczyć jakieś "lotne".

Rok 1941 był niespokojny, nawet dla mnie, dla Polaka trudno było znieść wrogość panującą w twierdzy, gorzej niż w obozie śmierci. Właśnie wychodziłem z zameczku, gdy dosłyszałem warkot jednego silnika, następnie drugiego i trzeciego. Przybyli Niemcy. - Co oni mają tutaj do roboty? Przecież i tak tutaj nie można nocować.

Szybko się oddaliłem od "zwycięzców" i poszedłem do karczmy, zaskoczyła mnie cisza panująca w pokoju. Wyjrzałem przez okno, pisklęta nie żyły..

Wiem, nic specjalnego z tego opowiadania, ale nie chciałem wam nic zdradzić ponad 5 stron ;). Bo w sumie tę książkę można nazwać cegłą. Cegła ta jest raz cięższa raz lżejsza. Raz jak ci spadnie na nogę zapamiętasz ją na długi czas. I tak jest z tą książką. Zdradzę wam jeszcze jedno zdanie. "Coś morduje moich ludzi". Kilka razy omal nie wyskoczyłem ze skóry, gdy autor pisał, o tym jak gasną żarówki, wszystkie światła, po to aby po chwili na powrót błysnąć.. i ukazać kolejnego trupa..

Co można powiedzieć o samej treści? Zaskakująca, porywająca, ciekawa, spójna. Tutaj mały konkurs. [uprzedzam forma jest skierowana jako 'czytelnik', dlatego jest rodzaj męski. Nie przejmujcie się dziewczyny, wszyscy boimy się tak samo! :]

              Co byś zrobił?
              .. gdybyś dotknął zła?
              .. gdybyś ujrzał zło?
              .. gdybyś spojrzał złemu w..
              .. twarz, oczy, jego bezdenne źrenice?
              .. poczuł jego obecność i..
              .. jego otaczającą cię ciemność?
              .. zobaczył legendarnego, żywego?..
              .. czybyś zwątpił w wiarę??

Tak, te pytania utrudnią wam sprawę, ale naprawdę - Totem jest dzieckiem tej książki, ponieważ tej książki się można bać! Gdy się ją czyta zaczyna się dostrzegać to, czego przedtem nie dojrzeliśmy, czuć to co było ponaduczuciowe, widzieć i słyszeć to, z czego przedtem nie zdawaliśmy sobie sprawy. Jeny! do tej pory wspominam jeden moment książki, pozostało szare miejsce, tam gdzie...

Przyszłoby podsumować moje wypociny. Chociaż nie powiedziałem, napisałem dużo pragnę was gorąco zachęcić do przeczytania tej książki, ona ma w sobie coś, co [mój cytat :] "działa jak elektromagnes. Pomimo, że kopie Cię prąd wciąż go trzymasz." Nie wspomnę, że armia niemiecka, SS i oficerowie nie radzą sobie z tym czymś, co zabija.

Oceniając:
Fabuła: 6
Treść: 6
Akcja: 6
Opisy: 6
Bohaterowie: 6
Odczucia: 6
Wrażenia końcowe: 6



Moja ocena:
A moją oceną będzie... [w skali szkolnej] ... sześć plus i wykrzyknik [6+!]. Jedna z niewielu książek, która potrafi nastraszyć i trzymać, znudzić i przyciągnąć, ale zawsze pozostaje to uczucie - strach, że to może być prawda...

Co bym zrobił, gdym zobaczył, poczuł, spojrzał...?

Łukasz 'Splatch' Dywicki
splatch@wp.pl