|
Franz Kafka - "Proces" |
|
Nie wiedzieć czemu, od niedawna nachodzą mnie myśli, zmuszające mą osobę do wysiłku intelektualnego. Dziwne jest to tym bardziej, że mózg raczej dotąd oszczędzałem, starając się nie pofałdować go zbytnio poza terenem szkoły. Jedna z tych zagubionych myśli, nim umarła z samotności, pchnęła moją godność nieopodal półki z zagranicznymi powieściami (a działo się to w bibliotece). Będąc oszołomionym długimi i trudnymi do wymówienia tytułami, wyciągnąłem rękę po prosty, składny i wiele mówiący napis: "Proces". Stworzył toto Franz Kafka. Dość bajdurzenia, recenzję czas zacząć. Ale cóż ja mogę recenzować? Toż "Proces" jest powieścią okołopozytywistyczną (czyli: został napisany w okolicach okresu pozytywistów), a jak wiadomo ten przedział czasowy charakteryzuje wiele długich, długich powieści (drogi Czytelniku! Miej na uwadze, iż osoba pisząca te słowa ma za trzy dni test ze znajomości treści prusowej "Lalki", a czytać tego nawet nie zaczęła, woląc np. napisać recenzję. Poświęcenie słusznej sprawie widać jak na dłoni.) oraz krótkich, lecz podobnych do siebie nowelek. Jednak "Proces" jest inny. Zaczyna się jak każda amerykańska komedia rodzinna: bohater zostaje zaaresztowany. Dziwi się temu niepomiernie, gdyż pozbawienia wolności dokonują osobnicy z wyglądu niepolicyjni, a na dodatek w jego własnym mieszkaniu. Jakby śmiechu było mało, po krótkim przesłuchaniu Józef K. (bo tak nasz heros się wabi) zostaje wypuszczony. Jednak jego proces już się rozpoczął... Proces pełen absurdów, niedorzeczności i dziwnych zabiegów ze strony urzędników sądowych. Dość powiedzieć, że oskarżony nie zna nawet zarzutów, jakie mu postawiono, właściwie nie może się bronić i ogólnie jest bez szans (najważniejsze to wyrażać się jasno). Pora już na recenzję właściwą, czyli subiektywną ocenę podmiotu rozprawy. Z czystym sumieniem powiem (napiszę), że "Proces" mi się podobał. Prawdą jest, że nie widzę sensu we wtrąceniu w fabułę kilku pobocznych wątków oraz postaci, ale jeden z rozdziałów nie został dokończony, więc jakiś cel mógł w tym tkwić. Poza tym już same plusy, przykładowo atmosfera budowana przez Kafkę jest niesamowita - przytłaczająca, ponura, mroczna... Poczucie bezcelowości poczynań Józefa K. towarzyszy przez całą długość książki, a przy końcówce można śmiało przyznać, że "tak musiało być". Oczywiście zakończenie jest jak najbardziej unhappy-endowe (że się tak wyrażę, drodzy państwo, w dialekcie unijno-europejskim). Miłośnikom ciężkich klimatów (jednak nie w stylu Mario Puzo) polecam, zaznaczając, że nie jest to pozycja zbyt skomplikowana; ot, mamy przedstawioną historię pewnego człowieka. Jedynie ostatnie rozdziały mogą dać do myślenia, ale nie na tyle, aby od razu mózg się pocił. Zatem - czytać! A jeśli się nie chce... Cóż, może zostaniecie zmuszeni programem nauczania (bodaj trzeciej czy czwartej klasy L.O.). Sytuacja bez wyjścia, panowie licealiści? military{Chciałbym wtrącić swoje trzy grosze do recenzji military, jako że również czytałem "Proces" i mam zdecydowanie inne zdanie. Co więcej - nie tylko ja, ale również tzw. "fachowcy", ludzie zajmujący się literaturą zawodowo. Uważam, że dzieło Kafki - poza interpretacją dosłowną (człowiek postawiony wobec aparatu władzy w państwie totalitarnym) - ma także wymowę paraboliczną: Józef K. symbolizuje każdego człowieka, jego proces jest metaforą ludzkiego losu - bardzo mało zależy od nas, każdy rodzi się skazany na śmierć (mówiąc w dużym uproszczeniu). I kiedy w ten sposób odczytujemy tę książkę, również te wątki, o których military pisał, że są wtrącone bezcelowo, nabierają znaczenia. - Phnom Penh}
|
|