..:: Miłosierdzie gminy ::..
Maria Konopnicka - ironią w tytule


No więc kolejna recenzja z cyklu 'szkolnego' :). Uczniowie trzecich klas skupiajcie się, bo to może się wam przydać na wypracowania [akurat ;]. He he, co to miałem...? A! o miłosierdziu! No więc miłosierdzie ma być bezinteresowne, prawda? Książka - czy opowiadanie, jak kto woli, nie wiem, wg uznania.

Co tam mnie, poszedłem na tę licytację. Co tam od paru lat jest, pójdę raz zobaczyć co to na tym się dzieje. Jak postanowiłem tak i zrobiłem, dochodzi dziewiąta, schodzą się powoli ludzie. Jest i Jan Blanc- rymarz, Wallauer- rzeźnik, nawet wdowa Knaus przyszła. Ludzi dosyć co nie miara, pewnie coś ciekawego będzie. Na zegarze doszła dziewiąta, pojawia się radca. Po chwili wychodzi troszkę mimo woli jakiś dziadek, w zbyt dużym ubraniu. Poznaję go, to stary Kuntz Wunderli- tragarz wszystkim znany.

Z początku licytacja szła opieszale tutaj troszkę, tam troszkę - wszedł syn Kuntza, stara się licytować, żeby wziąć ojca do domu, zmaga się z Mayerem.. .. po chwili zapada cisza, wchodzi Probst..

No więc co tutaj wam zaserwować? Bardzo fajne opowiadanko, czytanie go nie nudzi i felietonowy styl jest bardzo nośny. Mnie nic nie przeszkadzało w czytaniu, przeczytałem w końcu to na kilku przerwach międzylekcyjnych :). Polecam, to znaczy kto ma to przeczytać niech czyta, albo kto nie przeczytał nie sobie czytnie, nie straci.

Hm, ocena jaką można dać? Będzie pięć, calutkie pięć, albo i plus, bo emancypacja kobiet jest. no więc na końcu 5+

I teraz mały bonus, moja praca domowa ;)

Ironia tytułu noweli jest bardzo trafna. Tzw. miłosierdzie ogranicza się wyłącznie do zbierania biednych z ulicy, tylko po to, aby oddać ich pod opiekę innym. Opieka ta nie jest jednak wygodna, w zamian za wikt i nocleg biedny musi pracować, nieraz ponad swoje siły. Przykładem takim może być Hanzi, który po trzech miesiącach "opieki" Probsta powiesił się. Aby śmierć jego nie poszła na marne, żona Probsta sprzedała buty samobójcy. Jego ciało było okropnie poobcierane (zwłaszcza na ramionach) od uprzęży, oczy mu zapadły, a twarz szczerniała i wyschła. Nikt nie brał bezdomnych bezinteresownie, jak wymagałoby tego miłosierdzie. Wszyscy liczyli na dopłaty, licytowano się o niższe sumy. Dopłaty pozostawały w kieszeni opiekunów, którzy wydawali je wg własnego uznania. Miłosierdzie gminy można traktować jak tanią siłę roboczą, na której można dorobić się. Takim przykładem może być Probst, koneser licytujący się od siedmiu lat.

Nie musicie podpisywać się moim imieniem - możecie używać tekstu tego "bonusu" w dowolny sposób, ale wiecie ja dostałem jedynkę za tę pracę domową [a raczej jej brak :].

Łukasz 'Splatch' Dywicki
splatch@wp.pl