Kontra na obronę Władcy Pierścieni


Konflikty, spory i sprzeczki wybuchają na całym świecie od dawien dawna. Ich rozmiary bywają różne - od drobnych potyczek słownych, aż po rozlewy krwi na gigantyczną skalę. Niemniej nawet w przypadku tych nieszkodliwych kłótni fakt pozostaje faktem - gdzieś pojawił się problem. Może ktoś z czytelników ma jeszcze w pamięci mój tekst z Action Maga 28, z działu książkowego. Otóż artykół ów, w którym wyraziłem swą opinię na temat tłumaczenia "Władcy Pierścieni" w wykonaniu pana Jerzego Łozińskiego, stał się właśnie... problemem? Cóż, może nie problemem, ale na pewno kwestią sporną. Świadczyć może o tym tekst niejakiego Mithrandira, którego kopię dostałem jeszcze przed zamieszczeniem w "Książkach". Mimo, iż - delikatnie mówiąc - nie przepadam za wykłócaniem się o swoje racje, przedstawię na ów artykuł moje kontrargumenty. Ot tak, z poczucia obowiązku (mając jednocześnie świadomość, że tekstów o Tolkienie było już na pęczki, więc mogą one już nużyć).

Wiadomą jest zasada traktowania swego rozmówcy z należytym mu szacunkiem, jak również respektowania jego poglądów. Owszem, ale trzeba także pamiętać o czytelniku, który dyskusji przygląda się na boku. W myśl tej reguły actionowi autorzy umieszczają w swym tekscie słowa człowieka, z którym polemizują przed własnymi komentarzmi do nich. Jako, że tak już uczynił Mithrandir, a ja pragnę postąpić podobnie, poniższe fragmenty mogą wydać się nieczytelne. Ale spróbuję nieco usprawnić komunikację atakujący-obrońca. Zaczynajmy więc...

Niegdyś napisałem:
"Myślę, że spolszczenie większości nazw to świetny pomysł, a J.R.R. wiedział, co robi dając porady jak je zrealizować. "

Na co Mithrandir odpowiedział:
"hehe:). Mi się wydawało że Tolkien raczej żadnych porad na temat tłumaczeń nie dawał. Bo jak miałby to zrobić? No chyba że napisał 100 książek "Porady jak tłumaczyć Władcę Pierścieni. Wersja Marokańska."

Cóż mogę rzec? We wstępie do "Władcy.." w przekładzie Łozińskiego jest wyraźna wzmianka o nieszczęsnych poradach. Mam więc uznać ją za niewiarygodną? Rady mogły przecież zostać przekazane w całkiem konkretny sposób, a mianowicie przez tolkienowskie komentarze co do nazw (np. żeby tłumaczyć na zasadzie regionalnych skojarzeń), przekazane przez angielskiego wydawcę językoznawcy, któremu zlecono przekład.

Mithrandir:
"A co do wymowy: przecież Skibniewska także ułatwiła nam sprawę, dla przykładu: zamieniła "Took"(nazwisko) na "Tuk"."

W związku z tym akapitem przypomniał mi się pewien zarzut co do samego Tolkiena: czemu, tworząc imiona i nazwy na fantastyczną modłę, imię Meriadoka skrócił już po angielsku - na "Merry"? Ale to nie ma związku z tekstem...

Teraz spójrzmy na fragment wypowiedzi pana M.
"Za to WSZYSTKIM kojarzy się (Hobbiton - przyp. moje) z wyrazem Hobbit."
A teraz kilka linijek dalej:
"A mi się Hobbtów kojarzy z Hobby I maluje się przed oczami widok wymieniania znaczków, gości latających po ulicach z monetami i domów z pocztówek:). I co?"

Odpowiadam: to, że w nazwie "Hobbitów" wstępuje litera "I", podobnie jak w "Hobbitonie". Ostatnia cząstka jest tu mniej ważna, gdyż chodzi o samo słowo "Hobbit", które zawiera się i tu, i tu. Nie wiem, czemu raz hobbici kojarzą Ci się z miasteczkiem, a raz z hobby (tym bardziej, że "hobby" nie jest słowem polskim, podobnie jak nazwa "Hobbiton", więc bardziej te dwa wyrazy powinny się ze sobą kojarzyć).

Rzuciłem poniższym hasłem:
"Poza tym nazwa kończąca się na -on oznacza zwykle coś raczej dużego, pompatycznego, jak np. Erechtejon, Panteon. "

Na co Mithrandir:
"A ja dla odmiany zacytuję ci: Gondor, Rohan, Arnor, Eriador, Mordor. Tych nazw kończących się na "on" wcale nie jest tak wiele."

Tak, i cóż z tego? Przecież nie zmienia to faktu, że nazwy na -on należne są dużym RZECZOM - Panteon i Erechtejon to budowle, a Hobbiton to mała mieścinka. Poza tym reszcie nic nie zarzucam i nie bardzo wiem, po kiego czorta owe nazwy własne tu umieściłeś. A jeśliby się czepiać, to ja porówywałem "HobbitON" do rzeczywistych miejsc, budowli etc., a ty wyskakujesz z innymi nazwami książkowymi.

Kolejne moje słowa:
"A to z kolei pochodzi z Grecji [chodzi o ten Panteon - Mith), gdzie nie praktykowało się magii niczym Gandalf, lecz wierzono w wielu znanych powszechnie bogów, co nie pasuje bardziej do klimatu opowieści niż pojawienie się w niej Tytusa, Romka i Atomka. "

I Mithrandir:
"A w Śródziemiu nie Wierzono w Bogów? A to się zdziwiłem - a Valarowie? A Eru Iluvatar?" itd.etc.

Oooo, panie, panie! Nie rozpędzajmy się! Przeczytałem "Drużynę Pierścienia" i wszystko, czego się w niej dowiedziałem o bogach to... nic! Pojedyncze wzmianki nie świadczyły o rozwiniętym kulcie, kościołów też niet - a ja nie wnikam w najdrobniejsze szczegóły historii śródziemia.

Mithrandir:
"Czyżby to miało nie pasować do klimatu opowieści? To jakim cudem nie zbluzgano Sapka za wzięcie tylu nazw, imion itd. z mitologi? (np. Falka, rycerz Galahad, Pani Jeziora czy też Nimue i chyba z kilkanaście, jeśli nie klikadziesiąt innych nawiązań.). Toż to ewidentnie zostało wzięte z tych mitologii, co psuje klimat Sagi, bo tam żadnych Wiedźminów nie było itd."

Po pierwsze: wyobrażasz sobie Gandalfa klęczącego przed jakimś ołtarzem i modlącego się do Wielkiego Pana? Czy widok płaszczącego się przed swym bogiem Froda pasowałby do opowieści o nieustraszonej drużynie? Sprawa druga: Sapkowski to zupełnie inna rzeczywistość. Jego powieści są nastawione na mieszankę średniowiecza i magii (stąd też arturiańskie imiona), a Tolkien stworzył własny świat, z odrębnymi legendami, mitami i słabo zaznaczonymi bóstwami. Wplatanie w to, ni z tego, ni z owego, Grecji, jest zabiegiem w moim przekonaniu dziwnym.

Mithrandir:
"A w Grecji, co ciekawe, całkiem sporo magii było..."

Magii, powadasz? Cóż, czczenia bóstw czy składania im ofiar magią nazwać nie można, a jedynymi greckimi "cudotwórcami", o jakich słyszałem, byli Augurowie, Haruspikowie, wyrocznie itp. Tyle, że oni wszyscy przepowiadali przyszłość, więc czary z tego marne, a do np. Merlina im nieco brakuje. Niemniej jednak mogę się mylić, a w starożytnej Grecji rzeczywiście mogli istnieć prawdziwi (tzn. tytułowani) czarnoksiężicy. W takim przypadku, jeśli ktoś na ich temat posiada informacje - niech się nimi podzieli, chętnie je poznam.

Ja:
"Shire, czyli po łozińskiemu Włość."

Mithrandir:
"A mi to troszkę psuję klimat - u Skibniewskiej wyobrażam sobie Nazgula syczącego: Shiiiiire, i jest to bardzo klimatyczne, budzi klimat grozy itd."

No dobrze, tu się mogę zgodzić. Ale:

"Natomiast z Merry'ego (nawet źle się to odmienia) mamy Radego, czyli Radostka, co świetnie opisuje wsiowego chłopaka."

"I wszystko by pasowało, tyle że jest jeden zgrzyt i to spory(zgadnijcie co to za film?;))- Merry nie jest "wsiowym chopcem". Pochodzi z Buckland, który jest sporym skupiskiem luda na dość małym terenie. A Merry ma na nazwisko Brandybuck, jest przedstawicielem jednej z bardziej wpływowych rodzin z Shire - czyli nie tak całkiem wieśnia...EKHM... Mieszkaniec wsi:)."

Toż "Rady" jest dosłownym tłumaczeniem z angielskiego! Jeśli masz tu jakieś pretensje, to kieruj je wyłącznie do pana Tolkiena, gdyż to on nazwał tak bohatera, i tak właśnie jego imię rozumieją Anglicy! Co do samego pochodzenia Merry'ego - kajam się za błędy.

Kolejny akapit pomińmy, jako że przyznanie racji Mithrandirowi czy mnie w jego sprawie jest sprawą gustu i osobistych skojarzeń (a chodziło o nazwę "Shire" kojarzącą się z arystokracją). Tyle, że wciąż wydaje mi się, że lud, słysząc w TiVi angielskie tytuły (np. esquire (esq.) - jaśniewielmożny pan), końcówkę -ire będzie kojarzył z czymś pochodzącym z tzw. wyższych sfer.

I mój ulubony element tłumaczenia Łozińskiego:
"Krasnoludy stały się krzatami, co ma swoją przyczynę. Otóż "dwarves" (w oryginale) nie mają polskiego odpowiednika. A z krasnoludami nie mają wiele wspólnego, gdyż ani nie są krasne (czerwone), ani nie przypominają człowieka (ludy). "

A Mithrandir na to:
"A zauważyłeś że krasnale w większości bajek występują w czerwonych czapeczkach? "

Dokładnie - bo są "krasne", czyli czerwone!

M:
"Nazwa: krasnoludy pochodzi z legend i baśni (którymi się Tolkien fascynował), tak samo jak "dwarves". Czyż zatem taki kontekst nie jest odpowiedni? "

Owszem, jest, ale w oryginale - czyli po angielsku. Twoje argumentowanie, że "krasnoludy" są baśniowe, można łatwo rozbić: "Kopciuszek" też pochodzi z baśni, więc czemu nie nazwać dwarvów kopciuszkami? Sam widzisz, że nie można usprawiedliwić przekładu pani Skibniewskiej tylko pokrewieństwem z baśniami. Jeśli tłumaczymy, to rzetelnie!

Mithrandir:
"Zdziwisz się ale krasnal, krasnoludek, figuruje w słowniku J. Polskiego (tym którym ja mam)."

Nie zdziwiłem się. Moje zdanie na temat krasnoludów: dwarvy nie są ani krasne, ani ludy.

"Co do spolszczania Rivendell - może tak Rzeczna Dolina? Elfojar? :)"

Nieźle, gratuluję wyobraźni (spodobał mi się Elfojar). Ja wymyśliłem coś w stylu "Kruczniew", ale to pasuje tak samo, jak "krasnoludy" do dwarves...

Moja spektakularna wypowiedź:
"NIE LUBIĘ "WŁADCY PIERŚCIENI"!!! "

Reakcja Mithrandira:
"To jakim prawem wypowiadasz się w temacie?;). "

Takim prawem, szanowny Mithrandirze, że czytałem wiadomą powieść i mam o niej pojęcie. Mogę więc ją skrytykować - czy in plus, czy odwrotnie, ale mogę. Że nie lubię... dzięki temu mogę tłumaczenie ocenić obiektywnie, bez zapatrywań na ulubione wątki itp.

Kolejne moje:
"Użyłem określeń "dzieło" itp. w stosunku do powieści Tolkiena, ponieważ jeśli tylu ludzi ją ubóstwia, to widać coś w tym jest."

I pan M.:
"Co do tego "dzieła" - poczytaj sobie dokładnie początek tekstu Pasibrzucha "Nasz opalony Endru"."

Czytałem.

"W każdym razie: to że wielu to lubi nie oznacza że coś w tym jest. Pottera też tylu lubi, a ja np. uważam że jest w nim tylko komercja, nic więcej. "

Dobrze, bardzo dobrze. Tyle, że Pottera ludzie raczej nie ubóstwiają, a znane mądre głowy nie umieszczają go na liście książek stulecia. Poza tym wydaje mi się, że Harry'ego lubią tylko dzieci, kiedy zobaczą go w reklamie Lego (tak! jest Lego z Harrym Potterem!), a dorośli tego nie tykają. Gdyby nie reklama, o czarowniczku nawet byśmy nie słyszeli... a WP nikt tak agresywnie nie promował.

Następnie postawiłem "Władcy" zarzut, twierdząc, że jest zbyt cukierkowaty.

Mithrandir na to:
"Po pierwsze - gdyby był cukierkowy to byśmy nie mieli Sauorna, Golluma itd. (...) No - a jeśli stwierdzisz że całe ŚRÓDZIEMIE jest cukierkowe to cię pociacham na kawałki jak Turin albo odgryzę ręke razem z całą jej zawartością jak Kacharoth. Nadal tak cukierkowo? "

W dziełach braci Grimm były straszniejsze postaci, np. przy takiej Królowej Śniegu to Saruman wysiada. Gdybyś nie wiedział, to ogólnie baśnie okrutnością i mrocznym klimatem znacznie przewyższają przygody Froda. W opowieści o Kopciuszku siostry bohaterki odcinają sobie palce, żeby tylko dopasować pantofelek... Wiedźma z "Jasia i Małgosi" skwierczy się w piecu, wrzeszcząc i jęcząc... Postać Rumpeltzkintzkina deklasuje Golluma w kategorii "odpychający stworek"... a to wszstko dziś jest uznawane jako literatura dla dzieci... "cukierkowa" literatura dla dzieci...

To chyba wszystkie zarzuty, jakie musiałem odeprzeć. Z resztą się zgadzam. Na zakończenie wypada mi podziękować Mithrandirowi za przemyślaną polemikę, tak więc dzięki, nieznajomy, jeśli chciałbyś jeszcze coś przedyskutować, jestem do dyspozycji. To samo tyczy się reszty czytelników.

military

{A tutaj dopisał się jeszcze raz Mithrandir - PP}

1. Składam Przeprosiny - bowiem niedawno dowiedziałem się o istnieniu owych porad. Tu Przepraszam. Jednak ważniejszą kwestią jest to że imć Łoziński się do tychże nie zastosował. Bowiem te porady mówią o tym jak np. spolszczyć Meriadoka aby brzmiało arystokratycznie. Jak sam mówisz, Łoziński zrobił z niego "wiejskiego chłopaka". Za to u Skibniewskiej widać że arystokracja;).

2. Co do wierzeń w Śródziemiu. WP opowiada o schyłku III Ery, gdy w Śródziemiu niewielu już było wielu Elfów, zaś ludzie Valarów prawie w ogóle nie znali. Przypomnę jednak, dla przykładu pieśń dla Vardy (Elbereth), która jest swoistą modlitwą do niej.

3. Cukierkowość WP. Chodzi tu o to, że trzeba się zastanowić nad Przesłaniem niesionym przez daną postać. Gollum symbolizuje udręczenie, samotność. Saruman pokazuje, że nawet najpotężniejsze istoty mogą ulec pokusom. Zaś w Baśniach niekoniecznie tak jest. Przede wszystkim - w baśniach istnieje oczywisty podział na Dobro i Zło. I nikt go nie zakłóca. Wiadomo od początku, że ten jest zły, a tamten dobry i wiadomo czego od niego oczekiwać. Tymczasem, dla przykładu, Gollum jest nieprzewidywalny. Udręczenie i tęsknota do Pierścienia walczy w nim z resztkami Moralności i ogólnie - człowieczeństwa.

I to na tyle...

Mithrandir