| Kryminały #6 | 16 |
![]() |
|
#Begin; Notka od autora, nie specjalizuję się w opowiadaniach kryminalnych, więc proszę o wybaczenie. End;#
Był zwykły dzień, słońce świeciło ogrzewając wszystkie budynki Londynu, na niebie nie malował się żaden obłoczek, nic nie mąciło idealnego błękitu. Wśród ulicznego ruchu rozległ się odgłos klaksonu i kilka pisków palonych opon. Po środkowym pasie jednej z podmiejskich ulic z nadmierną prędkością mknął czarny samochód marki Skoda. Jej szyby były przyciemnione, lakier błyszczący, acz wyglądało na to iż długo taki nie będzie. Mijając skrzyżowanie na czerwonym świetle samochód przemknął o kilka milimetrów od jakiegoś innego samochodu. Prędkość była tak duża iż można było rozróżnić tylko fioletowy odcień karoserii. W doskonale wytłumnionym wnętrzu szoferki było słychać szum silnika pracującego na wysokich obrotach i muzykę klasyczną. Kierowcą była kobieta. Jej czarne włosy idelanie komponowały się z czarnym wykończeniem foteli i ciemną tapicerką. Rozluźniona spoglądała tylko na środek jezdni i wprawnie omijała innych użytkowników drogi. Wskaźnik prędkości przekroczył już stosześćdziesiąt kilmetrów na godzinę i ciągle rósł. Kierowca spojrzał przelotnie na zegarek i wyjechał ze stolicy Anglii. Była 11:57:29. Samochód wkrótce przejechał kilka mil, zwolnił i skręcił w boczną dróżkę prowadzącą do jakiegoś domku wypoczynkowego. Wolno i ostrożnie samochód z cichym świstem przejechał niecałe pół mili. Zatrzymał się przed rezydencją, która swoim wyglądem przypominala domy z Walii. Kobieta wysiadła, zdjęła ciemne okulary odsłaniając oczy, w których mozna było dostrzec nutkę drapieżności i szaleństwa. Odeszła dwa kroki od samochodu, jej obcisłe ubranie nie pozostawiało wiele wyobraźni. Spódniczka sięgająca niewile więcej niż łydki, bluzka ze sporym dekoltem i wycięciem na plecach, buty sięgające poza kolano. Podeszła do domu, spojrzala po fasadzi i nieśmiało weszła do środka. W ciemnym wnętrzu było widać tylko ściany i gdzieniegdzie refleksy światła przebijającego sie pomiędzy roletami. Odłożyła kluczyki, i udała się do kuchni. W pomieszczeniu było troszkę jaśniej- dzięki białej ceramice, którą wyłożono ściany. Podeszła do lodówki sięgnęła mleko (hę? - red.), wlała do szklanki i wyszła do salonu, usiadła i powoli pijąc opróżniła szklankę. Słońce powoli nikło za pobliskim wzgórzem, w pokoju zapanowała ciemność. Po chwili można było usłyszeć silnik drugiego samochodu zajeżdżającego pod dom. Rozległy się kroki i do przedpokoju wszedł wysoki męszczyna (To już jest przesada! Wcześniej poprawiłem kilka błędów ale 'męszczyzna' to już przesada! - dla nieświadomych: powinno być napisane 'mężczyzna' - red.) ubrany w biały garnitur. Jego postać wybijała się z ciemności niczym czarna owca ze stada. Podszedł do kanapy, spojrzał na siedzącą kobietę. Uderzył ją w twarz.
-Ty dziwko! Czemu to zrobiłaś? Powinienem Cię zabić! -krzyknął.
Tego lata w Polsce było bardzo ciepło, podobnie jak w Londynie tak i tu słońce nie dawało się przesłonić obłokom. Znajoma nam już kobieta w czerni przechadzała się po uliczkach małego miasta, spoglądając to tu, to tam- na wystawy i mijających ją ludzi. Wyglądała na nieco zagubioną, jednak jej kroki uparcie zmierzały w kierunku rynku. Przyjrzała się pozostałej wieży, ze starego ratusza- Brodnica była piękna w okresie sierpnia. Ustała, rozejrzała się, jej wzrok trafił na sklepik gnieżdżący się w kamienicy- na wystawie stał Wysoki rycerz z włucznią. Weszła do pachnącego sklepiku i zauważyła sprzedawcę. Zakrzątnięty układaniem (i tu kończy się text, ale czy to znaczy że Splath przyśle mi resztę? - red.)
© Splath |