evil dead

Drogi Czytelniku, czy nie nudzi Cię wszechobecna w horrorach rutyna? Chciałbyś czegoś nowego, odmiennego po tych wszystkich wiadrach krwi, latających kończynach i wydłubywanych oczach, które są równie przewidywalne, co kolejne wypowiedzi polityków na temat dziury budżetowej? Jeśli odpowiedź brzmi "tak" - zapraszam do świata nie tyle strasznego, co absurdalnego, komicznego, prześmiewczego; po prostu świata EVIL DEAD 3 - BRUCE CAMPBELL VS. ARMY OF DARKNESS.

Seria "Martwe Zło" jest dziełem Sama Raimi, którego przeciętny zjadacz chleba może kojarzyć z serialami "Xena" i "Herkules" czy filmem "Spiderman". Dynamika, świetne efekty specjalne i miałka fabuła - to cechy owych produkcji. Jednak i przed nimi Sam stworzył kilka znakomitych produkcji - np. "Darkman". Jednak to nie człowiek ciemności będzie bohaterem dzisiejszego artykułu. Jego miejsce zajmie postać dla mnie kultowa, prawdopodobnie będąca pierwowzorem dla Duke Nukema - panie i panowie, oto niesamowity Bruce Campbell, czyli filmowy Ash! Oklaski proszę, oklaski!
Ash był pracownikiem w gigamarkecie zwanym "S-mart". Swe życie spędzał tak, jak każdy typowy Amerykanin - łykał burgery i uczęszczał co niedziela do kościaoła. Pewnego razu, wraz z dziewczyną, wybrał się na wycieczkę do lasu. Młodzi zamieszkali w małej, starej chatce. I wszystko byłoby sielanką, gdyby nie pewna księga, która wpadła w ashowe ręce. A trzeba Wam wiedzieć, że nie była to byle książuchna, ale sam Necronomicon, zdolny wskrzeszać zmarłych! No i, jak można się domyślić, wskrzesił zmarłych. Zdumiewające, nieprawdaż? Co było dalej? To pomińmy, jeśli chcecie wiedzieć, obejrzyjcie pierwsze dwie części serii. Zapewniam, warto! A my skoncentrujemy się na "trójce", czyli wspaniałym zwieńczeniu historii.
Widzimy ładne niebo, chmurki, ptaszki etc. Słowem - piękna pogoda, któą zakłóca jedynie tajemniczy wir, z którego wylatuje niczym orła cień Ash. Po krótkim locie nasz bohater stawia na ziemi swe członki, wraz z piłą mechaniczną przymocowaną do jednago z nich (a trzeba wam wiedzieć, dzieciaki, że ta właśnie piła jest znakiem rozpoznawczym filmu). Ash rozgląda się po okolicy i stwierdza, że przeniósł się w czasie. Może o tym świadczyć widok nieskalanego odpadami środowiska, fakt pojawienia się w zasięgu wzroku ptaka, który wymarł w roku 1875 oraz zgraja rycerzy stojąca nieopodal. Wojownicy zakuwają Asha w dyby i prowadzą do swej siedziby (czyli - zamku! Zdumiewające, znów!). Czy nasz bohater zdoła się uwolnić? Czy przeniesie się na powrót w nasze czasy? Tego dowiecie się po seansie.
Po wtajemniczeniu Was w zawiości fabuły, należałoby napisać coś o doznaniach, jakie film oferuje. Cóż więc mogę rzecz - Evil Dead to arcydzieło, twór geniusza i powinno na stałe zapisać się w annałach historii. Tak jak i późniejsze produkcje Raimi'ego, i tutaj uświadczymy mnóstwo akcji, humoru, efektów specjalnych - a to wszystko w najlepszym wydaniu! Oczywiście, dziś wizualizmy mogą wydać się przestarzałe, ale znakomicie oddają nastrój filmu - czyli takiego horrorku z przymróżeniem oka. Jednak nie należy zwaracać uwagi tylko na to, co widzimy, gdyż same gadki Bruce'a-Asha są w stanie przyprawić o atak śmiechu. Także muzyka nie ustępuje poziomem reszcie filmu. A ogólny nastrój, jaki w nim panuje... tego nie da się opisać! Scena, w której wychodzące z podziemi ręce chwytają Asha, grzebiąc mu w nosie i "prztykając" w ucho najlepiej wypada na dużym ekranie.
Podsumowując - jeśli szukacie znakomitej rozrywki, będącej pastiszem kina grozy i zarazem wytycząjącej nowy kierunek w kinematografii - Evil Dead jest dla was! Jedyny problem jest taki, że zdobyć gdziekolwiek filmy z serii jest piekielnie trudno (mnie się nie udało). Ale że film kultowy - zawsze trzeba próbować...

A jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się czegoś o Bruce'ie Campbellu, polecam stronę www.bruce-campbell.com, na której znajduje się również sporo materiałów o Evil Dead. Na dodatek sam Bruce okazuje się całkiem utalentowanym twórcą artów (które spokojnie mogłyby ukazać się w Action Magu).



martwica mózgu

Jesteśmy ludźmi. Mamy mózg. Czasami się martwimy. Czy mamy więc martwicę mózgu? Raczej nie, gdyż według Petera Jacksona, reżysera "Władcy Pierścieni", martwica mózgu jest chorobą przenoszoną przez pewne egzotyczne zwierzę, objawiającą się brakiem oddechu, zanikiem pracy serca, zapadnięciem płuc i zjadaniem ludzi. Ot, prosty podręcznikowy przykład urazu ucha wewnętrznego.
Mili państwo, wiedzcie, że tekst ten jest recenzją właśnie "Martwicy mózgu", filmu, a jakże - Petera Jacksona, z roku 1993. Jaka jest fabuła omawianego horroru? Właśnie taka, tzn. w małym, amerykańskim miasteczku wybucha epidemia martwicy. Ludzie zmieniają się w zombie, łażą po ulicach i robią sobie kuku w jak najobrzydliwszy sposób. Może niezupełnie dokładny to opis, ale po co streszczać oś akcji w obrazie nastawionym na jak największą jatkę? A tej jest co niemiara! Właściwie każda scena jest popisem speców od efektów specjalnych, a jucha bryzga w bardzo ładny sposób. Ba! Nie tylko bryzga, ona jest wręcz litrami wylewana z ciał, łącznie z wnętrznościami, kończynami i różnymi pomniejszymi atrybutami masakrowanej postaci. Takie już jest to kino gore...
Ale czy oglądając "Martwicę..." można się bać? Nie. Za to uśmiać się nawet  trzeba, gdyż jest to kolejny świetny, lekki horrorek typu "Evil Dead", "Rycerz złych mocy" czy "Dom". Podobnie jak tamte, obraz Jacksona jest orgią efektów specjalnych, w większości zrealizowanych uwielbianą przeze mnie techniką poklatkową. Przykład takiego filmowania to np. filmy o King Kongu - czyli nie wygląda to przebojowo, ale stworki itp. są wiele bardziej wiarygodnie przedstawione niż te rozmyte, delikatne, sterylnie czyste, komputerowo zrobione maszkary. I pozwólcie, że jeszcze raz wspomnę o humorze... Tego się nie zapomina! Pewnikiem cała ekipa podczas kręcenia niektórych scen tarzała się po podłodze głupawo chichocząc.
Teraz ostrzeżenie: oglądać ten film na czczo! Zdarzyło się, że puściłem go w obecności rodzinki, podczas kolacji. Cóż... nie wytrzymali. Trochę to dziwne, bo przemoc jest jak najbardziej kreskówkowa, przesadzona, najzwyczajniej sparodiowana... Nie zmienia to jednak faktu, że na mojej prywatnej liście przebojów "Martwica mózgu" zajmuje wysokie miejsce. Polecam!


[military

^