Wyszukiwarka artykułów

    wg autorów
    wg tytułów


 ..:: Action Redaction ::.. 


Niedawno (bo na przełomie września i października) napisałem tekst. Ripostę to tekstu Pasibrzucha „Argumenty za karą śmierci”. Tekst pochodził z numeru 27 Am-u (Sierpień). Na zamieszczenie czeka się dwa miesiące, więc przypuszczalnie art został napisany w czerwcu (wtedy musiał zostać wysłany) a może i w maju. Przecież nie od razu wysyła się tekst, czasami siedzi się nad nim i „szlifuje”.

Chciałbym, żeby tak było... Ale większość ludzi nawet nie czyta tego, co wysyła. :/

Daje nam to 3-4 miesięcy. Licząc, że jest wrzesień. No więc, wrzesień minął i zabrałem się za pisanie. W październiku skończyłem i wysłałem. Przypuśćmy, że został zamieszczony, poprawka, że zostanie zamieszczony w grudniu lub w 13 numerze CDA. Daje nam to około 6-7 miesięcy albo i więcej. Fajnie nie? Wyobraźcie sobie, że ktoś zadaje pytanie w swym tekście i czeka na odpowiedź. Pół roku i ktoś się odzywa na łamach AM. Super! Pół roku oczekiwania na ripostę lub odpowiedź.

Przesadzasz, choć jest w tym nieco prawdy. Cykl wydawniczy CDA niestety jest, jaki jest - i te dwa miesiące opóźnienia są konieczne. :(

To tylko moje przemyślenia i nic nie znaczą. Zapewne gdy (jeśli!) zostaną zamieszczone ja już dawno zapomnę o ich napisaniu :-) Zastanawiam się tylko czy przyjęcie Eddiego przyśpieszy sprawę zamieszczania tekstów? Czy też może opóźni bo teksty będą przechodzić przez podwójną cenzurę?

Ani nie przyspieszy, ani nie spowolni. Tylko mnie odciąży. :)

Inną sprawą jaką chciałem poruszyć jest sprawa wojen w AM. Jestem jak najbardziej za tym by ludzie dzielili się na obozy i walczyli w obronie swych przekonań. Hehehe. Sam zacząłem walkę z pewną osobą :-) Dzięki tym walkom AM staje się ciekawszy. Zapewne wiele osób się nie zgodzi ze mną, ale przecież trzeba czasami się rozerwać. A niezła dyskusja (mocna w słowach) daje wiele uciechy.

Zgadzam się z tym, dlatego kiedyś je nawet (w początkach AM) podżegałem. Teraz już nie muszę. :)

Prosiłbym też by piszący teksty spróbowali wprowadzić jakieś nowe nawyki. Chodzi mi o takie rzeczy jak „podczas seksu... tfu, tekstu pisania słuchałem... itd.” Dawanie jakiegoś kolorowego tła itd. Tylko proszę by każdy znalazł sobie inny kolor i nie powielał. Wtedy już po kolorze tła można poznać autora jak np. Miś Eryk czy Pasibrzuch...

Nie wszyscy niestety znają na tyle dobrze html... Spójrz na takiego Donalda - chłopak pisze rewelacyjnie, ale stale przesyła mi teksty w mailu, które ja dopiero zamieniam na prosty html. :)

Ja chciałbym wprowadzić nawyk pisania jakiegoś cytatu na końcu tekstu. Nie musi wcale odnosić się do treści tekstu, ale nadaje naszym wypocinom pewnego... smaku :-)

Ja polecam coś innego - dawania cytatu przewodniego na początek tekstu. Uwierzcie (zwłaszcza maturzyści) - takie chwyty doskonale działają na czytelnika, warto się w nich ćwiczyć.

KuNiEc

WyJąTkOwA ŚwInIa

Ps. „ Jaka u Was dziś pogoda?... U mnie szaro, ponuro i nieciekawie - w końcu są wakacje, nie? ;) A Wy, biedaczki?... Uczniowie uczęszczają do szkół, studentom się wolne skończyło ;P... To teraz pewnie będziecie mieli więcej czasu na kompa - piękna pogoda przestanie Was dekoncentrować, kobiety zaczęły się już pewnie mniej skąpo ubierać, knajpy świecą pustkami... Ach, ten rok szkolny! :)”

Pss. Qn`ik, poznajesz? Strasznie dawno to było... tyle już lat minęło... aż łezka w oku się kręci gdy sobie przypominam jak czytałem swojego pierwszego AM-a... ach, to był tak dawno, piękne czasy :-)

Zaraz, chcesz powiedzieć, że to u góry to moje słowa? Sam nie poznałem - ale rzeczywiście, łezka się może w oku zakręcić, wielkie dzięki za przypomnienie!


Powodem napisania przeze mnie tego przydługiego (za co - znając swoje możliwości - przepraszam już teraz, choć dopiero zaczynam) maila jest zamieszczony w AM 30 artykuł pt. "Rolnik nie z tej ziemi" autorstwa niejakiego Sandro, a właściwie - Twój dopisek na jego końcu.

Faktycznie, dlugi Ci ten mail wyszedl, ale nic nie szkodzi. Jestem nalogowym czytaczem i wciagam wszystko, lacznie z napisami na pudelkach proszkow do prania. ;) Aha, moja komentarz, ktory zamiescilas, pozwolilem sobie wyciac - dla oszczednosci miejsca oczywiscie.

A oto mail :)
Jestem, jak dotąd, autorką tylko jednego arta w AM (tenże numer, "Alien versus Predator, czyli dyskusji o babach i kompie część dalsza"), więc pisanie przeze mnie w tej sprawie może wydać się nieco bezczelne.

A wroc i nawroc sie dziewczyno! :) Absolutnie nie masz racji, pisac kazdy moze i kazdy moze wyrazac swoje opinie, jakie by one nie byly. Na pocieszenie Ci napisze, ze moj pierwszy kontakt z AM zaczal sie wlasnie od listu, czepialskiego zreszta (juz wtedy tak mialem).

Choć mało piszę, czytam AM od dłuższego czasu - piszę więc, by zaznaczyć, że całkowicie popieram prowadzoną przez Ciebie od bodajże dwóch numerów wojnę z Wrogami Przecinków, Nieprzyjaciółmi Gramatyki tudzież Oponentami Inteligencji.

Czytajac nazwy wymienionych przez Ciebie frakcji, staralem sie jednoczesnie przypomniec sobie czy aby ktorejs nie pominelas. Sa jednak wszystkie, bezblednie.
A powaznie, przyznam, ze cieszy mnie co napisalas. Osobiscie jednak musze miec na uwadze to, ze znajda sie rowniez tacy, ktorzy w nagrode za moje krucjaty palik mi naszykuja i czekac tylko beda, az moj zadek znajdzie sie w jego okolicach - a potem, to juz po ptokach. Po Edku znaczy. Przyznac trzeba, ze moje komentarze nie pozostawiaja czasem na czlowieku suchej nitki, wiec trudno im sie dziwic. Twardym jednak trzeba byc nie miekkim i krucjate bede kontynuowal. Moze tylko w mniej brutalny sposob, ale jednak. Naplywa coraz wiecej tekstow, Qn wie to najlepiej, i ostrzejsza selekcja staje sie niezbedna.

Tak się składa, że do niedawna (sierpień 2002) czytałam CD-Action wyłącznie w wersji papierowej (pożyczając od kolegów) i o Action Magu wiedziałam tyle, ile wyczytać dało się we wzmiankach na stronach opisujących zawartość coverów. Kiedy zapoznałam się z treścią AM 27, najbardziej spodobała mi się, że tak to nazwę, "idea" zinu - pomysł stworzenia swoistego HydeParku, miejsca, gdzie każdy może wyrazić swoje zdanie na dosłownie każdy temat.

Jak by nie patrzec, z taka wlasnie mysla Qn tworzyl Actionmaga (tak mi sie przynajmniej zdaje). Dzieki temu dal tez mozliwosc pokazania sie wielu ludziom, ktorzy - byc moze - nigdy i nic by nie napisali. Mysle, ze pewna niewdziecznoscia byloby zapychanie tego tworu bzdurami, ktore mozna tylko litosciwym skinieniem glowy skomentowac.

Myślę jednak, że takie podejście do sprawy może sprawiać pewne problemy: jeśli "pisać każdy może", to ukazać się może wszystko, co komu ślina przyniesie na język lub raczej palce na klawiaturę :) Z jednej strony to wspaniale, że jest miejsce, gdzie każdy może powiedzieć to, co myśli i chce wyrazić - ale, jak coraz bardziej daje się to zauważyć, wielu ma dość specyficzny sposób "wyrażania" swych poglądów. Pod szumnym słowem "polemika" ukrywają się nierzadko zwykłe bluzgi,

Zgadza sie, pisac kazdy moze - nie znaczy to jednak, ze wszystko moze sie ukazac. Pamietam, jak Qn od samego poczatku powtarzal, ze teksty, ktore ludzie chca mu wyslac maja trzymac przyzwoity poziom. I od tego tu jestesmy, zeby plewy od ziarna oddzielic, co mam nadzieje jako- tako nam wychodzi.

a za przykładem "ulubieńców publiczności" - Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina i Falki coraz więcej autorów usiłuje pokazać, "jakie to one som wariaty". Dochodzi do zabawnej sytuacji, gdy ludzie chwalą się nie inteligencją, ciekawymi poglądami, umiejętnością prowadzenia narracji, ale - najzwyczajniej w świecie - głupotą i niskim poziomem.

Archie jest swego rodzaju fenomenem na lamach AM i znalezli sie tacy, ktorym ten fenomen zaimponowal. Nasladowcami jego i Falki sa ludzie mlodzi (choc niekoniecznie musi to byc regula), zeby maloletni nie powiedziec, czyli tacy, ktorzy potrzebuja jakiegos przykladu i jesli tylko cos im zaimponuje, od razu za tym ida. Dopiero po jakims czasie orientuja sie, ze nasladownictwo nie jest dobrym sposobem na wyrobienie sobie "nazwiska".
A czasem po prostu brakuje komus pomyslu i wpada na mysl, ze skoro ten czy tamten napisal glupote i to bylo fajne i wszyscy go kochaja, to on tez moze. No i zazwyczaj, jak to w takich przypadkach bywa, myli sie.

Ponieważ piszę mail, nie zaś art, pozwolę sobie na wymienienie ksywek, ufając, że nie zostanie to przez Ciebie poczytane za rozmyślną obrazę właścicieli tychże: Sandro, Miszczu, Kopcin, duet Yoda & Tołdi oraz człowiek, z niewiadomych powodów podpisujący się Kluski z rosołem.

Ja zalu do Ciebie na pewno nie bede mial, bo swojej ksywki tam nie znalazlem. :)
Jesli chodzi o wymienionych przez Ciebie autorow, to Miszcza mozna juz wykreslic, jesli czytasz uwaznie AM, to bedziesz wiedziala dlaczego. Wydaje mi sie, ze reszta tez nie powinna sie obrazic, nic obelzywego pod ich adresem nie napisalas.

Lubię - a wręcz bardzo lubię - a właściwie to jeszcze bardziej - Action Maga. Ale... przeszkadza mi brak przecinków (choć to akurat nie jest najgorsze - gdzieś słyszałam, że ilość stawianych przez człowieka przecinków jest odwrotnie proporcjonalna do czasu, który tenże spędza przy komputerze - ja spędzam naprawdę dużo, a staram się, by to, co piszę miało przynajmniej podstawy poprawnej stylistyki... sprawiedliwość każe jednak przyznać, że pisząc ten mail, zwracałam na to uwagę o wiele bardziej niż zwykle).
Przeszkadzają mi małe litery na początku zdań. Przeszkadza mi fakt całkowitego ignorowania przez autorów wszelkich zasad naszej rodzimej ortografii (pozdrowienia dla Holernie Hrupiącego Heretyka) i gramatyki. Przeszkadzają mi wreszcie arty o treści wnoszącej do ogólnoświatowego systemu wartości tyle, co wyżej wspomniany "Rolnik". (Co ja się tak do tego Bogu ducha winnego Sandro tak przyczepiłam? Nie wiem, może po prostu ten przykład wydaje mi się najlepszy z możliwych.)

Odpowiadajac Ci na ten list nie jestem jeszcze pewien czy ukaze sie on w AM, chociaz bardzo bym tego chcial. Z tego wzgledu, ze... masz calkowita racje i osobiscie popieram Cie calym sercem. Nalezy jednak pamietac tez o tym, ze AM jest - jak sama napisalas - swoistym Hyde Parkiem, gdzie ludzie moga sie troche "wyszalec". Dlatego tez nie mozna bezwzglednie stawiac na calkowita powage i rozsadek. Przyznaje jednak, ze pewien umiar w "glupocie" zachowac nalezy.
Pozostaje jeszcze kwestia gramatyki i ogolnie przyjetych zasad pisowni - tutaj przyznaje Ci racje w 150 procentach.

Nie chciałem się wtrącać do tej konwersacji, ale teraz muszę. Teksty niegramatyczne i nieortograficzne, które nie noszą znamion geniuszu (a takiego jeszcze nie czytałem) wywalam bez skrupułów, albo daję autorowi do poprawy. Nie wiem więc o jakich tekstach piszesz... Nie odpowiadam jedynie za treść tekstów w kącikach tematycznych i tego, co w rękach miał Eddie. - Qn`ik

Ktoś mógłby powiedzieć, że gadam jak nauczycielka języka polskiego rok przed emeryturą... I trafiłby jak kulą w płot. Jak zaznaczyłam w "AvP", mam czternaście lat. W szkole nikt nigdy nie nazywał mnie kujonką - mój współczynnik używania "łaciny" (tej podwórkowej, choć od tej prawdziwej także nie stronię :) i częstotliwość opuszczania "co ciekawszych" lekcji niejednokrotnie przewyższał dokonania chłopaków, ale oceny nigdy nie spadały poniżej pewnego poziomu - prócz zachowania, które zawsze lawiruje w granicach naganne- poprawne. Nie lubię, gdy się mnie do czegoś zmusza, a szkoła - jako że obowiązkowa - jest formą takiego właśnie zmuszania. Nic to, że zmusza do przyswajania faktów, czytania książek, zdobywania pożytecznych wiadomości... ale zmusza. Jak to napisał Tajemniczy Ktoś w listopadowym GameWalkerze nt. gry "Versailles 2: Testament of the King" firmy Cryo: "Bez urazy - wiem, że Luwr jest piękny; i nie trzeba mnie do tego przekonywać, robiąc grę". Koniec cytatu. A ponieważ - jak już się rzekło - przymusu nie lubię, a od zdobywania wiedzy nie stronię... polubiłam Internet. Środowisko - czy może raczej mnogość najprzeróżniejszych środowisk - gdzie każdy może wyrazić swą skromną opinię, jeśli tylko ma coś do powiedzenia. W pewnym sensie przeciwieństwo szkoły. Sieć daje każdemu okazję do wypowiedzenia się bez ryzyka, że usłyszy się komentarze w stylu: "Ty to masz dopiero X lat, co Ty tam możesz wiedzieć". Ja na przykład dopiero w Sieci znalazłam ludzi, którzy interesują się tym co ja - mitologią - lubią o tym mówić i słuchać, jak mówię o tym ja. Tu wszyscy są równi, mówią sobie per "ty", a anonimowość każe każdego szanować. To dobrze. Ale w takich warunkach trudno, by nie doszło do pewnego "rozluźnienia obyczajów". W Internecie nikt nikogo nie ściga za błędy, przeciwnie - ludzie mający opinię wariatów nie przejmujących się żadnymi zasadami cieszą się ogromną sympatią sieciowego światka. Przyjął się nawet swoisty język internetowy, coś w rodzaju "easy Polish" - jeżący się od skrótów myślowych typu: thx, btw, imho tudzież imo, ofcoz, jush, verry sory (spotkałam się z taką formą!)... dalej wymieniać chyba nie muszę.
Otóż: nie mam do tego slangu nic, sama, gdy jestem na czacie czy nawet na forum dyskusyjnym, gdzie wszyscy mnie znają, chętnie i często go używam. Zgadzam się, że w języku angielskim istnieją słowa bardziej funkcjonalne i krótsze niż ich odpowiedniki w naszym i dobrze, że "przedostają się" przez barierę językową dzięki Netowi, ale IMO :) w niczym nie należy przesadzać.

Moj komentarz z pewnoscia nie dorowna objetoscia Twojej wypowiedzi, ale postaram sie wtracic swoje trzy grosze. Siec, owszem, rzadzi sie swoimi prawami - i dobrze. Osobiscie jednak nie cierpie, gdy sieciowy slang przemycany jest w tekstach, ktore maja czytac setki, jesli nie tysiace - lub nawet dziesiatki tysiecy - ludzi. Zawsze uwazalem, ze czlowiek, ktory decyduje sie na publikacje - gdzie by to nie bylo - swoich przemyslen, powinien zadbac rowniez o ich forme. Wolnosc slowa i wyznania, to rzecz piekna, ale gdy widze w tekscie "jush", "qmple", "looz", i inne takie, to krew mnie zalewa i mam ochote - bez wzgledu na to, jak wartosciowa bylaby tresc - wcisnac "delete". Polszczyzna, to Polszczyzna i czy sie ja lubi czy nie, szacunek sie jej nalezy.

W świecie dorosłych (mam wtyczki w postaci rodziców) krąży obiegowa opinia, jakoby młodzież interesująca się grami i spędzająca większość czasu przy kompie była równoważna zwykłym bucom, a sam rozwój komputeryzacji - hamulcem dla czytelnictwa. Opinia ta - przyznaję z przykrością, jako że dotkliwie odczuwam to na własnej skórze - nieraz bywa uzasadniona.
W tym miejscu chciałabym zawołać głosem wołającego na puszczy: ludzie! Pokażmy im, że jest inaczej! Pokażmy, że nie jesteśmy kretynami, nie będącymi w stanie nauczyć się podstaw (bo nieraz chodzi właśnie o podstawy) ortografii czy gramatyki! Pokażmy, że potrafimy.
Chciałabym tu zaznaczyć, że nie uważam się bynajmniej za kogoś w rodzaju nieomylnego medium. Jak już mówiłam, sama używam komputerowego slangu do tego stopnia, że np. krótkie słówko "text" jest u mnie w powszechnym użyciu zastępując "tekst", "artykuł" i inne polskojęzyczne odpowiedniki. Wiem, że zdecydowanie zbyt wiele stawiam nawiasów, a myślników jest w moich zdaniach więcej niż przecinków. Na pewno zdarzają mi się także inne błędy interpunkcyjne, ortograficzne, merytoryczne, składniowe, gramatyczne i wszystkie możliwe :) choć z ogólnymi zasadami języka staram się nie być na bakier. A Worda do pisania nie używam przenigdy właśnie dlatego, że denerwują mnie te czerwone podkreślenia, w polskiej wersji zresztą nierzadko błędne.

Przyznam sie szczerze, ze Twojego listu pod wzgledem poprawnosci gramatycznej akurat nie analizowalem. Czytam go jednak drugi raz i, poza faktycznie dlugimi dygresjami w nawiasach, stwierdzam, ze za bardzo nie ma sie do czego przyczepic. Poza tym, coz, znowu masz racje.
Ja ostatnio dostalem list, w ktorym autor jednego z tekstow niezamieszczonych w AM stwierdzil, ze popelniane przez niego bledy powinien usprawiedliwic fakt, iz pisze szybko i bezwzrokowo. Coz ja moge stwierdzic, pomijajac lekki, litosciwy usmiech? Ja rowniez pisze szybko i bezwzrokowo, czasem nawet na monitor nie patrze, tylko w okno, na sciane, sufit, itd. - to jednak w zaden sposob nie usprawiedliwia popelnianych przeze mnie bledow w pisowni. Odpowiem, jak stary wapniak - jak na taka malolate, to calkiem madrze gadasz. ;)

Eddie niech się tu wapniaczy, ja zaś chcę wyrazić swój podziw. Bez cienia ironii i sarkazmu - dziewczyno, piszesz rewelacyjnie! I mogę to nawet napisać bez komentarza "jak na swój wiek", gdyż styl masz jasny i klarowny, zaś już sama świadomość popełnianych przez siebie błędów doskonale wróży na przyszłość. Co zaś do slangu inetowego - mój stosunek do niego doskonale znają ci, którzy napisali w jakimś tekście "jush". :) Mam na to słowo uczulenie i czytam teksty do momentu, aż je zobaczę. A jak zobaczę - kosz jest cierpliwy...

Właśnie - czy to nie przyjemne w czasie pisania stwierdzić, że "ktoś zrobił błąd w tym słowniku"? Lubię być pewna, że piszę prawidłowo i że nikt nie zarzuci mi rażącej nieprawidłowości... Czy tylko ja?

Sa ludzie, ktorzy zupelnie nie zwracaja na poprawnosc pisowni uwagi. Szkoda troche. Osobiscie ze wstydu bym sie spalil, gdybym zobaczyl gdzies swoj tekst, w ktorym jest wiecej "burakow", niz na polu.

Są w AM autorzy, których ksywka pod artem wystarczy, bym przeczytała go od deski do deski: Pasibrzuch (tak! czasem aż mnie świerzbi, by skrobnąć coś w jego obronie, gdyby nie to, że w pełni rozumiem urok wojny na zasadzie "jeden na wszystkich, wszyscy na jednego"), Rainman, Sanko (propagator idei podobnej do mojej, z tym że w stosunku do formy), JakBym, MetFan, Deltree...

Ja bym tu dorzucil jeszcze Red_Like_Dragon_Fall...

Bo lubisz poezję. :) Zaś taki Pasibrzuch naprawdę nie potrzebuje niczyjej obrony - radzi sobie zawsze doskonale. Bardzo ubolewam, że już nie pisze do AM...

A tak a propos: główny powód, dla którego czytam CD-Action, a nie inne magazyny o zbliżonej tematyce, których jest przecież od groma - to jego... nie wiem, jak to nazwać... Poziom? Styl? W innych pismach autor, gdy pisze o grze, to pisze tylko o grze... a ja lubię aluzje, które nie każdy rozumie (nawet jeśli trzeba mi je wyjaśniać :), głoszenie przez autorów własnych poglądów - co tu będę dużo pisać. Najlepszym przykładem jest recenzja gry "American McGee's Alice" - nie pamiętam już, kto ją napisał i w którym numerze CDA się znajduje, ale z moich mglistych skojarzeń wynika, że w którymś z tych starszych. Nieistotne zresztą. Była po prostu świetna (recenzja, nie gra :).

O ile pamiętam, napisał ją Generał - etatowy redakcyjny dygresjownik. ;) I cóż poradzić - czasem redaktorzy lubią sobie uprzyjemnić pracę wstawiając do tekstów smaczki widoczne tylko dla kilku osób... Małe, a cieszy.

Raz jeszcze przepraszam za tak horrendalnie długi mail (to pewnie też wada stylistyczna) - jego celem było tylko - a raczej: przede wszystkim - wyrażenie Ci całkowitego poparcia w kwestii... patrz początek.

Ufff... dobrnalem do konca ;) Bardzo dziekuje Ci za to poparcie, mimo slyszalnego zgrzytania zebow ludzi przeciwnych takiemu podejsciu do omawianej przez Ciebie kwestii. Fakt, poparcie Twoje, przynajmniej pod wzgledem objetosciowym ;), jest wrecz ogromne. Tresci oczywiscie tez nie mam nic do zarzucenia. Ech, gdyby wiecej ludzi myslalo tak, jak Ty...

Elessa

Eddie

Qn`ik


12 Przykazań gracza i internauty

1.Nie będziesz po noczach gołych bab ogladał
2.Nie będziesz ludzi na ch@cie wyzywał.
3.Nie porzadaj kompa internauty innego.
4.Czcij myszkę swoją i kompa swego.
5.Nie niszcz sprzętu swego.
6.Nie choć do innych w UNREALA docinać.
7.Nie kradnij gier bliźniego swego.
8.Nie mów że wygrałes jak przegrałes z kolegą swoim w UT.
9.Nie kopiuj gier które i tak skopiowane będą.
10.Nie szperaj w aktach NASA bo do więzienia cię wezmą.
11.Nie spamuj do bliźniego swego.
12.Ani żadnego innego.
WINIX


Największa tajemnica wszechświata

Czy jesteście przygotowani na to aby poznać największą tajemnicę wszechświata?

Czy jesteście przygotowani na zmiany które zmienią całkowicie i diametralnie wasze życie nie do poznania?

Czy potraficie zaakceptować najdziwniejsze rzeczy które są całkowitą prawdą?

Czy potraficie zapanować nad emocjami, i nie skoczyć z okna po przeczytaniu tego tekstu?

Czy jesteście umysłowo zdrowi i czy nigdy nie było potrzeby aby iść z wami do psychologa?

Czy nie zabijecie mnie, poćwiartujecie i powiesicie na drzewie i nie wykonacie na mnie egzorcyzmów(niekoniecznie w tej kolejności) po przeczytaniu tego arciku?

Jeśli na wszystkie pytania odpowiedzieliście twierdząco „tak” to możecie czytać dalej. Otóż największą tajemnicą wszechświata jest... kurde zapomniałem, ale na pewno nie było to nic ważnego...

PS Największą tajemnicą wszechświata jest to że istnieje reinkarnacja, pochodzimy od dinozaurów, a lada dzień wybuchnie III wojna światowa.

PS2 A tak na serio to chciałem poćwiczyć pisanie wstępów żeby nie wyjść z wprawy i sprawdzić czy dobry tytuł naprawdę daje dobre rezultaty.

Soko zsaks@poczta.onet.pl


witam

Jestem stałym czytelnikiem Action Maga i chciałbym powiedzieć kilka słów na temat tekstu SANDRO pt. "Rolnik nie z tej ziemi". Otóż autor tego tekstu w ogóle nie ma pojęcia na temat życia na wsi, praca rolnika jest bardzo ciężka i nie ma racji ten kto z niej szydzi. Byś może nie mam dużego poczucia humoru, ale ten tekst wcale mnie nie śmieszy. Jestem pewien że masa ludzi nadsyła o wiele ciekawsze/śmieszniejsze teksty niż tekst SANDRO i takie teksty według mnie powinny znajdować się w Action Magu.

Pozdrawiam


W te wakacje przeżyłem coś naprawdę dziwnego! Początek wakacji był zwykły. Chodziłem na wypady z kumplami, grałem w piłkę itp. Wszystko zaczęło się gdy do mojego domu przyjechał kuzyn z kartami sieciowymi i kablem, później pojechaliśmy do niego. Zaczęliśmy grać. Graliśmy nawet w nocy. Tak przeleciały całe trzy tygodnie. Oddzieliłem się od kolegów i wszedłem w „sferę wirtualną”. Po powrocie od kuzyna czułem się dziwnie. Jakbym bał się wszystkiego wokół! Koledzy gdzieś poznikali, a ja zostałem sam. Ile razy wychodziłem na dwór przechodził mnie dreszcz i ogarniał nieuchronny lęk przed... tak właściwie nie wiem sam. Po pewnym czasie bałem się wyjść z domu, a nawet w nim bałem się czegoś. Stan ten mijał bardzo powoli! W końcu udało mi się przemóc, znalazłem starych kolegów i odnowiłem znajomości. Ostrzegam wszystkich! Nigdy nie dajcie się wciągnąć w takie bagno! Pewnie nikt mi nie wierzy, ale coś takiego zdarzyło się naprawdę, więc uważajcie na siebie i po prostu zdajcie sobie sprawę z tego, że coś takiego jak „świat wirtualny” istnieje i między światem zwykły, a wirtualnym jest bardzo cienka granica, którą bardzo łatwo można przekroczyć.

PS. Jeśli chcecie zamieśćcie ten list chociażby w charakterze przestrogi dla innych.

Boorak


Ciężki żywot menela

Kim jest ten pan, którego codziennie widujemy na naszym podwórku, gdy idziemy do szkoły, pracy itp. itd. Coś bełkocze, śmierdzi winem marki Goliat.
Zastanówmy się czemu jest pijany.

W te wakacje byłem razem z kumplem w Bieszczadach (kumpel podpisuje się Marmach). Konkretnie w Ustrzykach Górnych, jest to mała mieścina z dwoma sklepami i trzema knajpami (najlepszy jest Kremenaros). Pod jednym ze sklepów zawsze urzęduje grupka meneli, piją wspomniane już wino marki Goliat. Kumpel i ja kupiliśmy sobie coś do picia, usiedliśmy, a tu podchodzi jeden z meneli. Daliśmy mu trochę pieniędzy i dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy - otóż Bartek (tak się nazywał) pochodzi z Przemyśla. Zostawił tam żonę i córkę. Nie ma wykształcenia, za błogiego socjalizmu pracował jako piłowy w tartaku, potem socjalizm się skończył. Bartek pozostał na lodzie. Nie mógł dłużej utrzymać rodziny, więc musiał się rozwieść. Uciekł do Ustrzyk, tam pije "aby zapomnieć".

Po dość serdecznej rozmowie Bartek posprzątał na stoliku i poszedł w swoją stronę. Spotkaliśmy go później na ulicy, był trzeźwy, przywitał się z nami. Może wziął się za siebie za naszą radą...

Takich ludzi w Polsce jest więcej - bezrobotni, mieli wikt i opierunek za socjalizmu, pracowali w PeGieeRach (!?!?!?), w stoczniach, albo w hutach. Przyszedł kapitalizm, zakład zaczął podupadać, aż w końcu się rozwiązał, pozostawiając tysiące robotników bez pracy i widoków na przyszłość. Jeśli jeden z nich do was podejdzie i poprosi, o trochę pieniędzy, dajcie mu je i spróbujcie z nim pogadać. Może uda wam się takiemu człowiekowi uratować życie...

W przypływie melancholii JA


Ach ci politycy. Ci to mają...ciężko. Wbrerw pozorom ich praca nie jest wcale taka łatwa. Trzeba wstać bardzo wcześnie rano(tak koło południa bo wvcześniej i tak ich nikt nie ogląda). Następnie zasiadają w swych ławach poselskich gdzie to trzeba bite 8 godzin przesiedzieć. Ciągle jakieś nudne posiedzienia, gadanie, sranie. Pospać nie można bo ciągle jakiś gościu nawija ze 100 głośników(+ subwofer oczywiście) wyjść nie ma jak bo Wielki Brat obserwuje. Jedynym sposobem jest zaświadczenie lekarskie ale ile można chorować prziecież to niezdrowe. Czasami tylko Lepper swoimi wspaniałymi tezami umili obrady(jak takie coś wpływa na morale chyba nie muszę mówić). Jescze co jakiś czas facet każe naciskać na przyciski(to już zależy od marszałka tzn. jeśli jest Borowski to wtedy wciskamy przycisk z napisem ZA, jeśli natomiast Tusk wtedy wduszamy PRZECIW, a jeżeli trafimy na Wojciechowskiego to wybieramy WSTRZYMAJ SIĘ). Obowiązkiem każdego posła jest też przynajniej raz w roku powiedzieć kilkugodzinne kazanie ale nie za długie żeby telewidz się nie znudził.

W końcu po 8(słownie: ośmiu) godzinach cięęęężkiej pracy można się udać do swojego domu. A tu niepodważalnie panuje sprzątaczka ze swoim hałaśliwym sprzętem do odkurzania. Człowiek chce iść spać ale nie bo gospsia(jędza jedna) o godz. 12 w nocy bierze się za mycie naczyń. Całe życie prywatne posła składa się z samych wyrzeczeń. Nie może sobie kupić Ferrari bo stać go jedynie na Mercedesa. Ludzie nie za bardzo lubią się spotykać z biedakami do jakich na pewno zaliczają się posłowie. Wszyscy chcą od nich 2x większe łapówki, a jeśli jakieś małe przestępstwo wyjdzie na jaw od razu dziennikarze rozpętują aferę. Ach nie ma lekko.

Człowieku jeśli na prawdę chcesz zostać politykiem to trzymaj się z dala od kłopotów. Nie wolno ci się pokazywać na sali obrad bo to grozi atakiem terorystycznym. Najlepiej by było gdybyś w ogóle zostawał w domu, a obrady oglądał w telewizji. No i kto teraz powie że polityk ma łatwo no kto.

Aksu


Bla, bla, bla...

Witam w moim pierwszym arcie do Action Maga. Chciałbym tutaj poruszyć pewien temat, którym chyba nikt na razie nie zajął się w naszym ukochanym, wielbionym przez wierną mu do końca życia grupę osób, najlepszym na świecie (...) e-zinie (nie ma to jak dobrze się podlizać, no nie Qn`ik??? :-)). Gdy na przykład będziecie jechać tramwajem lub autobusem, posłuchajcie rozmów kilku ludzi. I jak? Zwykle te rozmowy ograniczają się do cześć, kilku komplementów, paru przechwałek i pożegnania - wciąż tylko takie bla, bla, bla, jak to rapował Fisz na swojej pierwszej płycie... Czy nie wydaje to się Wam dziwne i denerwujące?

Zastanawiam się, dlaczego ludzie nie chcą ze sobą szczerze rozmawiać, kryją się pod maską, która do złudzenia przypomina prawdziwą twarz, jednakże tak nie jest. Dlaczego jesteśmy tak zamknięci w sobie? Ludzie, czego wy się tak panicznie boicie? Zostaniecie wyśmiani? Za swojją szczerość? Otwórzcie się na świat i na inne osoby!!! Nie róbcie z siebie sztucznych twardzieli - inni także przecież są tylko ludźmi i mają swoje problemy, które starają się ukrywać jak najszybciej w jakimś niewidocznym miejscu w głębi duszy, na samym jej dnie, by zakrywała je gruba warstwa sztucznej dumy i bohaterstwa. (ale mądre zdanie :-)).

Inna sprawa, lecz bardzo podobna do poprzedniej. Dlaczego na przykład nie mogę najzwyczajniej w świecie porozmawiać sobie z drugą osobą, której nie znam? Czy to jest nienormalne? Wszyscy jesteśmy z tej samej rodziny, powinniśmy dużo i szczerze ze sobą gadać. Z kimkolwiek obcym zaczniesz rozmowę - ten albo Cię wyśmieje, albo będzie odpowiadał krótko i zdawkowo i dziwnie się na Ciebie patrzył (szczególnie dotyczy to ludzi w zupełnie innym wieku) - spróbujcie, a zobaczycie, ja próbowałem już wiele razy i efekt był zawsze taki sam.

Proszę Was, czytelników, o przemyślenie tego, a następnie o zajęcie się poprawą takiego stanu rzeczy - zaczynając od siebie, następnie "uświadamiając" swoje otoczenie. I tym akapitem kończę ten niezwykle krótki, lecz chyba bardzo treściwy tekst.

Fido

PS. Lektura obowiązkowa jako uzupełnienie do tego arta: "Bla, bla, bla" Fisza i "My się skądś znamy?" Łony. Polecam zresztą zapoznanie się z całą twórczością tego drugiego - skłania do śmiechu, ale także do przemyśleń.