"Roswell: W kręgu tajemnic"

Witam wszystkich. Dzisiaj zajmiemy się kolejnym serialem, który nie jest całkiem normalny. Po "Archiwum X" nadszedł znów czas n film, w którym pojawiają się kosmici. Ba! pojawiają! Oni grają tu pierwsze skrzypce. Oto przed wami "Roswell: W kręgu tajemnic".

Chyba każdy słyszał o rzekomej katastrofie UFO w Roswell? Wiadomo na pewno, że coś się tam wydarzyło, ale co? Wojsko w swoich oficjalnych oświadczeniach mówiło, że rozbił się balon meteorologiczny. Nie było tam jednak śladów żadnej płachty czy gondoli, żadnych ziemskich maszyn pomiarowych. Według świadków było tam za to wiele ton żelastwa, ciała w skafandrach i dziwne odłamki, które po wygięciu wracały do pierwotnego kształtu. Odrzucamy oczywiście wersję z balonem. Przyjmijmy, że coś niezidentyfikowanego naprawdę się tam rozbiło. Tylko czy wojsko naprawdę zabrało ciała kosmitów? Czy może w ogóle ich tam nie było, a rząd prowadził tajne wywiady mające doprowadzić do ujawnienia miejsca pobytu pozaziemców? Na te pytania odpowie nam właśnie ten serial.
"Roswell: w kręgu tajemnic" przenosi nas w rok 1999. Małe miasteczko Roswell - zapyziała osada czerpiąca zyski głównie ze sprzedaży pamiątek po katastrofie UFO. Mała zakurzona kawiarenka. Przy stoliku siedzi dwóch podejrzanych gości i zawzięcie o czymś dyskutują. Nagle dochodzi do kłótni. Rozpoczyna się strzelanina. Kelnerka Liz Parker, córka właściciela lokalu, zostaje postrzelona. Okazuje się, że śmiertelnie. Krew cieknie spomiędzy palców gniotących ranę. Robi się jej coraz zimniej, ale nagle znów wraca do życia. Jej szkolny kolega Max Evans przykłada jej dłoń do rany i w cudowny sposób leczy. Liz próbuje odkryć tajemnicę chłopaka i w końcu jej się to udaje. Przeżywa szok, gdy dowiaduje się, że kumpel jest kosmitą. Jest zaskoczona jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że jego siostra i kolega z klasy też nie są z tego świata. Max Evans, Isabel Evans oraz Michael Guerin. Trójka z innej planety. Historia zaczyna się powoli odkrywać. Statek kosmiczny Obcych rozbił się w Roswell 4 czerwca 1947 roku. Jego właściciele przebywali przez 52 lata w inkubatorach. Pewnego dnia opuścili jednak bezpieczne kokony i wmieszali się w mieszkańców miasteczka. Poszli do szkoły, mieli przybranych rodziców.
Max wyjawia też Liz, że jest ona jego skrytą miłością. Używając swojej mocy uratował ją, ale jednocześnie zdradził i siebie i przyjaciół. W kawiarence pojawia się po niedługim czasie szeryf Valenti, który nie może zrozumieć wielu rzeczy. Stróż prawa jest obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o wydarzeniu z 1947. Wkrótce trójka kosmitów ma na karku policję i ufologów, którzy nie uważają ich za niewinne E.T., ale za niebezpieczne bestie. Max i jego przyjaciele muszą zaufać Liz i jej koleżance.

Tyle fabuły. Teraz przejdźmy do linii charakterologicznej :)) naszych bohaterów. A to temat na obszerny elaborat. Jednak postaram się w tym akapicie wyjaśnić wszystko. Przywódcą Obcych jest Max. Czarnowłosy, szczupły chłopak. Razem z siostrą Isabel (wysoka, nie-chuda blondynka) mieszkają z przybranymi rodzicami w miasteczku. Michael jest sierotą. Nie znalazł sobie domu.
Max jest charyzmatyczny, potrafi wpływać na ludzi. Planuje wszystko co do milimetra i nie uznaje porażki. Nie pozwala sobie na żadne ryzyko, zależy mu na zdrowiu i życiu wszystkich. Naprawdę rzadko pozwala sobie na odrobinę szaleństwa. Jego przyjaciel Michael jest przeciwny jego strategii ukrycia się i przeczekania, ale sensacyjne działania nie są w stylu Maxa. Jest mu w Roswell dobrze, podoba mu się atmosfera małego miasteczka i chce tu dożyć końca. Jest on dobrym człowiekiem (?) i chciałby otwarcie posługiwać się swą mocą do leczenia ludzi i pomagania im. Oprócz przywracania sił potrafi również stworzyć pole magnetyczne zdolne zatrzymać kule z pistoletu. Na tym można by zakończyć opowieść o Maksie, ale zostaje jeszcze jedno. Jego szaleńcza miłość do Liz. Filigranowa, czarnowłosa osóbka jest całym jego światem. Dla niej jest gotów poświęcić wszystko, a nawet... bez spoilerów.
Isabele Evans to silna osobowość. Wbrew bratu chce wyjechać, iść na studia. W pewnym sensie nienawidzi swego daru. To przez niego musi zostać w Roswell, nie może mieć prawdziwej miłości. Musiałaby powiedzieć chłopakowi o swojej mocy, a kto wie, jakby się to skończyło? Czuję silną więź z bratem i często wyczuwa jego myśli i grożące mu niebezpieczeństwo. W kolejnych odcinkach będzie musiała zmierzyć się z czymś więcej niż lęk przed wyjazdem. Okaże się, że Max i Isabele są kimś więcej niż tylko zwykłymi kosmitami... Moc Isabele jest o wiele większa niż ona sama przypuszcza, a ujawni się dopiero prawdziwej walce o przetrwanie.
Pozostał nam Michael. Wielki indywidualista. Jedyna osoba, na której Max jako przywódca nie robi wrażenia. Często przeciwstawia się jego rozkazom. Plany Michaela są ryzykowne, szalone, pełne siły i nienawiści do ścigających ich agentów. Na świat i swoich przyjaciół patrzy z dystansem i pewną dozą goryczy. Chłopak ma dużą moc telekinetyczną. Potrafi rozsadzać kamienie siłą woli i jako jedyny trenuje swe umiejętności. Jako pierwszy posuwa się do zabójstwa człowieka. Niestety pozostawia na ciele srebrny ślad, co naprowadza nieprzyjaciół na trop trójki Obcych. Michael dowiaduje się później wielu rzeczy, odkrywa, że on też jest kimś ważnym, nie tylko Max ma prawo do przywódctwa. Michael to silna osobowość, prawdziwy zabijaka. Jednak... jak to zwykle z takimi cynikami, w głębi duszy jest złakniony miłości, bezpieczeństwa, którego jako sierota nigdy nie doświadczył. Często kłóci się z Maxem i obaj trzaskają drzwiami, ale tak naprawdę to najlepsi kumple. Dzięki skrajnie odmiennym osobowościom, kiedy trzeba stanowią zgrany duet zdolny zdziałać cuda. Kiedy Max ma wyrzuty sumienia, że nie pomógł umierającej dziewczynce i postanawia odkupić swoje winy lecząc inne dzieci w szpitalu to właśnie Michael pomaga mu w tym. Gdy Max jest skrajnie wyczerpany używaniem leczącej mocy przyjaciel zabiera go ze szpitala ścigany przez agentów i personel. Jednak czy Michael byłby dobrym przywódcą? Czy gorąca głowa, porywczość i dziecinny upór to właściwa droga?
Po jakimś czasie okazuje się, że jest jeszcze kilkoro Obcych, a poza tym na Ziemię przybywają źli Skórowie. Powyższa trójka to po prostu główni bohaterowie, choć drugoplanowcy także jak najbardziej zasługują na uwagę. Najwięcej napisałem o Michaelu. Przyznam szczerze, że to moja ulubiona postać. Max często jest zbyt lalusiowaty. Z tych pobieżnych opisów nie dowiecie się jednak wiele. Trzeba obejrzeć wszystkie odcinki serialu, dopiero wtedy poznacie ich naprawdę. Zapewniam, że zdążycie to zrobić, mimo że to tylko 22 epizody.

Opening to piosenka Dido, która znakomicie pasuje do nastroju. Ogólnie piosenki i soundtrack są bardzo przyjemne i pozwalają wczuć się w to, co dzieje się na ekranie. Cała atmosfera filmu jest utrzymana w tajemniczości. Praktycznie dopiero w połowie dowiadujemy się kim naprawdę są Max, Michael i Isabel. Jak sami widzicie aż się gotuję, żeby wam wszystko opowiedzieć, ale to by się minęło z celem. Naprawdę zepsułbym wszystko. Sorry. No bonus ;)

Co ja jeszcze mogę powiedzieć o tym serialu? No, cóż. Nie występują w nim żadne wielkie gwiazdy. No, chyba że coś wam mówią takie nazwiska jak: Jason Behr, Brendan Fehr, czy Katherine Heighl. Przyznam się, że mi nic. Jedynie odtwórczynię roli Liz - Shiri Appleby - chyba widziałem w jakimś tam filmiku.

Pozostaje mi tylko polecić wam tę pozycję. Mamy wszyscy wielkie szczęście, bo od 31 sierpnia (sobota) Polsat wznawia emisję tej serii od początku. W każdą sobotę i niedzielę o 16:55 usiądżcie sobie i pooglądajcie losy kosmitów na Ziemi. Naprawdę możecie wiele nauczyć się o świecie. Czy jest tutaj jakieś przesłanie? Pozornie nie. Pozornie to film z nastolatkami dla nastolatków. Lecz jednak... Dodatkową rekomendacją może być dla was fakt, że "Roswell" jest serialem twórców doskonałego "Archiwum".

Piccolo daimaho
pokefil@wp.pl

PS. Jak widzicie Obcy to nie zawsze Xenomorphy albo żarłoczne pomidory. Czasem Obcy są ludźmi. Prawdziwymi ludźmi.