Bajki w TV

Telewizja dostępna jest dla wszystkich. Oglądają ją dzieci, dorośli, słowem każdy człowiek ma na co dzień możliwość włączenia radia z lufcikiem. Rodzice idą do pracy, więc pozostaje im program wieczorny, czyli filmy wszelkiej maści. Dzieci natomiast wracają ze szkoły stosunkowo wcześnie i też zasiadają przed TV. Oglądają oczywiście kreskówki, czyli tzw. bajki. Jest ich naprawdę na pęczki. Zabierzmy się teraz za te, które są po prostu najlepsze. Te, które ja sam i pewnie wielu czytelników wspomina bardzo mile, a nawet ogląda jeszcze do dziś.

Ja tam się przyznaję od razu, że oglądam kreskówki. Często nawet nastawiam sobie budzik, żeby czegpś nie przegapić. Pochód niech zaczną "Przygody Animków". Chyba każdy zna królika Bugsa i kaczora Daffy'ego? Ale czy wiecie, że obok słynnych gwiazd wytwórni Warner Bros żyją też ich uczniowie? To właśnie Animki, czyli w oryginale TinyToons. Kraina Acme, w której zamieszkują wszystkie postacie z kreskówek braci, posiada również Looneyversitet, czyli po polsku po prostu Bzikowersytet. To do niego uczęszczają maluchy ucząc się od swoich mentorów różnych gagów, animacji i gry aktorskiej. Jednak co można wynieść ze szkoły, w której i uczniowie i nauczyciele są konkretnymi świrami, gotowymi dla odrobiny śmiechu zrobić wszystko? Przygody Animków to zakręcony film, istnie szalony i przezabawny. Niedługo będę kończył 16 rok życia, ale nadal bawię się przy tym serialu przednie. Bohaterowie są fajni. Każdy różni się znacząco od drugiego. Mamy więc czyściocha Pucusia, chciwego i żądnego sławy kaczora Tasiora, Kinia i Kinię - żadną rodzinę - dwa króliki, które prowadzą dla nas ten program. Szczególnie ciekawe są odcinki z podróżą do wnętrza Ziemi i ten, kiedy Kinio,Tasior i Pucuś mają wnieść na ostatnie piętro szkoły pianino. Przy tych epizodach można po prostu pęknąć!
Steven Spielberg zajął się osobiście tą kreskówką i jest ona w całości sygnowana jego imieniem. To pewien gwarant jakości. Poza tym, jak zapewne pamiętacie inne bajki tego reżysera (Pinky i Mózg na przykład) są one dla dzieci, ale i dorośli znajdą tu dla siebie małe smaczki niuchwytne dla maluchów. Jest sporo naśmiewania się z kultury Ameryki i jej prezydentów. Animacja jest dobra, choć trzeba przyznać, że w niektórych odcinkach trochę szwankuje i może lekko zdenerwować krytyczne oko. Iteraz wisienka na torcie: głosy lektorów. Każdy jest prawdziwym fachowcem. Wszyscy bohaterowie kreskówki mówią bardzo dobranymi, doskonale modulowanymi głosami. Nawet Kazruzel (uczeń Taza, Diabła Tasmańskiego), który praktycznie tylko warczy, parchocze i wiruje jest bardzo przekonywujący. Brawa dla lektorów! Profesjonaliści.
Godziny emisji: 09:05 i 14:05 w dni powszednie (TVN). Leci od nowa co jakiś rok, dwa, więc nie macie szans przegapić bezpowrotnie.
Ocena ogólna: 6

Jedziemy dalej. Pozostajemy nadal przy TVN. Bardzo dobrą onegdaj pozycją wytwórni komiksowej TM Semic był "Silver Surfer". Kreskówka na podstawie tej serii gości w naszej rodzimej telewizji, oczywiście spolszczona. Ogólnie film jest przygotowany na licencji TMS, więc możemy być pewni, że jest niezły. Dopiero podczas oglądania widać, że jest naprawdę dobry. Dawno, dawno temu w odległej galaktyce żyło sobie spokojne społeczeństwo Zen-La. Ich planeta jest ośrodkiem nauki i odrodzenia. Technologia służy mieszkańcom do uprzyjemniania życia. Wolni od obowiązków obywatele poświęcaja się filozofii, rozwojowi uduchowionego umysłu. Miłość kwitnie. Jednak pojawia się Galactus, boska istota zwana Pożeraczem Światów. Potężna maszyna wysysa z każdej z planet na jego drodze energię życiową i daje swemu panu moc. Jednak jest ona powolna, a szukanie kolejnych żródeł pożywienia jest czasochłonne. Dlatego Galactus jest wciąż głodny. Trafia na Zen-La i postanawia na niej zaspokoić swoją żądzę. Jednak mieszkańcy nie chcą się poddać. Wiedzą, że żadna broń nie jest w stanie nawet drasnąć prawie boga. Wysyłają więc ochotnika - Norina Rhaad. Mężczyzna ten chce stać się sługą Galactus'a, jego heroldem, który będzie mu wyszukiwał kolejne żerowiska. Robi to, żeby wskazywać nowemu panu tylko niezamieszkane światy. Kierują nim szczytne cele. Jednak poddany praniu mózgu zapomina o swoich pragnieniach. Galactus zostawia Zen-La i zabiera ze sobą śmiałka. Zamienia go w Srebrnego Surfera. Nigdy już nie będzie glodny. Jednak w umyśle herolda pojawiają się wspomnienia rodzinnej planety, ukochanej kobiety. Wkrótce przeciwstawia się on swemu władcy i ruza na poszukiwania swej pamięci i domu.
Jak widać fabularnie jest to całkiem ciekawy film. Animacja jest świetna, gęsto wzbogacona trochę już zakurzonymi, ale ładnymi, efektami komputerowymi. Kolejne planety są zrobione z fantazją i mają "pomysł", "iskrę". Także zmagania naszego bohatera, który choć tak potężny jest przy Galactusie marnym pyłkiem, budzą u nas sympatię i sprawiają, że współczujemy Surferowi. Lektorzy są całkiem nieźli. Podkładający głos pod Silvera czasem ma prawie niezauważalne problemy z intonacją, ale to nic wielkiego. Naprawdę ciekawa bajka dla każdego, a szczególnie już dla fanów komiksowego klimatu.
Godziny emisji: 7:50 i czasem także 12:50 w dni powszednie i w sobotę (TVN). Powtarzane, podobnie jak Animki.
Ocena ogólna: 5+

Przerzucamy się na stację TV4. Tu właśnie są emitowane kolejne dwie kreskówki. Zacznijmy od "Arthura". Tytułowy bohater to mały chłopiec, który mieszka w równie małym jak on miasteczku. Uczy się też w małej szkole i ma małe siostry, sztuk dwie. Codziennie spotyka się on z przyjaciółmi. Jego najlepszym kumplem jest królik Buster, ale jest też Możdżek i małpka Francine. Wyczyniają oni rzeczy niesamowite, niesamowite z punktu widzenia ich wieku. A mają wszyscy tak na oko najwyżej po 8 lat. Od razu więc wychodzi na to, że jest to serial dla dzieci. Tak, trzeba przyznać. Jednak nam, starym grzybom, sprawi niebywałą przyjemność śledzenie zachowań takich smarkaczy. Przecież kiedyś każde z nas przeżywało to samo co Arthur - wkurzającą młodszą siostrę, kłótnie z kolegami, potwory w szafie itd. , cholernie dużo pracy domowej, która później wyda się błahostką, niechęć do przeciwnej płci ^_^ i takie tam. Ogląda się to to przyjemnie, jednak skierowane jest dla młodszych telewidzów.
Animacja jest niezła, a i kreska ciekawa. Wszystko jest pastelowe i jakby narysowane zwykłymi kredkami. Niestety wszystkie kwestie mówione czyta jeden facet. Nawet piosenkę openingową. Lepiej wypadłoby to z osobnymi lektorami dlakażdej postaci, ale co zrobić?
Emisja: 7:50 i 13:50 w TV4. Tylko dni powszednie.
Ocena ogólna: 3 +

Tak naprawdę to wczoraj (30 sierpnia) {I teraz to możecie sobie ponarzekać na cykl wydawniczy :) - T.}widziałem tę kreskówkę po raz pierwszy, więc może trochę będzie to niemkompletna recenzja, ale mimo to spróbuję. Mowa o "Głowie rodziny". Jest to obraz przedstawiający relacje kilku kumpli z małego miasteczka. Wiecie: barbeque z żonkami, piwko pod płotem, dzieciaki, telewizor i te sprawy :). Jednak co to za ludzie! Grubas jest tą tytułową głową rodzinki. Poza tym jest jeszcze np. beznogi policjant na wózku i jeszcze kilku dziwaków. Dzieci tych facetów to też niezłe ziółka. Stewart - syn grubasa - jest nadprzeciętnie inteligentny i ma duszę przywódcy. Ma w oryginale przecudowny głos i śmiech triumfatora. Naprawdę angielski lektor jest wspaniały w tej roli. Jest jeszcze zębaty koleś, który zarywa do żony grubego, a którego córkę Stewart uczy jak być damą. Po śmierci ojca mała pisze do byłego już kumpla list, że niedługo przyjdzie go zabić. Dobra wiem, trochę to niejasne. Jest to po prostu totalnie zakręcona kreskówka w stylu South Parka. Słownictwo w niej wystepujące nie jest może tak "uliczne" jak w wyżej wspomnianym, ale i tak bardzo, bardzo potoczne. Zresztą sami zobaczcie. Kreska animatora jest wyśmienita. Postacie są proste, ale mają w sobie to "coś". Oczy okrągłe jak piłeczki i wspaniale wyrażające uczucia powieki. Naprawde poezja. Poezja nie dla dzieci. Charakterologicznie postacie też są wspaniałe i prześmieszne. Miejsca i rzeczy są co najmniej dziwne, a i zachowania są książkowymi przykładami chorób psychicznych. W polskiej wersji wszystkie kwestie czyta jeden lektor. Szczerze mówiąc najlepiej byłoby w tym przypadku, gdyby w ogóle go nie było. To znaczy nie jest zły, ale to nie ten gatunek, to nie ta bajka. To film animowany dla dorosłych. Ja zostawiłbym oryginalne kwestie mówione i ewentualnie napisy. Najlepsze rozwiązania często są jednak pomijane. :( Polecam!!!
Emisja: 23:15 w piątki (TV4).
Ocena ogólna: 5

Pora na Polsat. Emitują oni zawsze o 15 jakąś kreskówkę. Spójrzmy... "Kosmiczne wojny". Całkowicie komputerowo wygenerowana bajka. Grupa cyborgów zostaje w wyniku jakiegoś błędu zrzucona na nieznaną planetę. Wkrótce dzielą się na dwie walczące ze sobą grupy, Predatonów i Maksymali. Pierwsze grupie przewodzi zły Megatron, a drugiej dobry Optimus Naczelny. Klasyczny układ, jednak nie klasyczni bohaterowie. Nasze roboty bowiem przybywaja na tą planetę jako gołe iskry. Póżniej skanują dopiero planetę w poszukiwaniu wzorców. I tak w obozie Maksymali mamy Gepardona, Szczurotrona, Nosorona, a w drużynie przeciwnej Skorpinora, Tarantulatora, czy Osatora. Dla niekumatych imiona pochodzą od nazw zwierząt. Czyli mamy już bestie. Jednak to nie wszystko. Cyborgi po wypowiedzeniu określonego hasła mogą przybrać tzw. formę bojową. Kiedy taki Predaton w formie np. osy wypowie słowa: Osator! Terroryzacja! natychmiast transformuje się w bojowego robota, który zamiast pazurów i kłów ma superspluwy. Dalsze przygody robotów to ciągłe walki między sobą, zdrady i poszukiwania nowych sił. Pózniej jednak dochodzą całkiem zaskakujące elementy jak najazd kosmitów, czy nowe formy cyborgów z transmetalu.
Jest to najbardziej gówniana bajka jaką widziałem. Ale ją oglądam. Nie wiem, dlaczego takie japońskie, transformujące się zabaweczki mnie przyciągają. Nie rozumiem tego i nie chcę myśleć. Po prostu siadam przed TV. Do zobaczyska. Żartowałem oczywiście. Ale ta bajka naprawdę mnie przyciąga przed ekran. Jest nawet ładna, animacje i efekty też do najgorszych nie należą. Lektor polski czyta wszystko. Nazwę oryginalną zarżnięto. "Beast wars" przetłumaczono na "kosmiczne wojny". No comments.
Emisja: o 8:00 w weekendy (Polsat).
Ocena ogólna: 4+

Kolejną kreskówką ze stajni Polsatu jest "Pokemon". Polsat sprowadził go w latach jego świetności, doskonale spolszczył i puścił na rynek ku uciesze dzieci, fanów anime, a ku zgryzocie dewot i prawdziwych "otaku" gardzących wszystkim poza Evangelionem. Ja tam nie jestem ani otaku, ani dewotą, ani nawet dzieciakiem, a Pokemon stał się szybko moją ulubioną pozycją. Do tego stopnia, że oglądając dany odcinek o 15 w poniedziałek wstawałem o 7 we wtorek, żeby zobaczyć powtórkę. Było to po prostu moje pierwsze zetknięcie się z japońską animacją, z samym Pokemon i z tak wspaniałym światem, który daje nieograniczone możliwości ciągnięcia go w różnych formach. Ja rozumiem, że jest to komercyjna bajeczka. Wszytkie bajeczki są komercyjne, ale Pokemon jest wyjątkowo komercyjny. Jego komercyjność to już legenda. W końcu żadne inne anime ani manga nie miało nigdy żetonów w chipsach, nigdy nie było na kubkach z popcornem w kinie, ani nie poniżyło się do bycia zabawką. Ani Evangelion, ani Cowboy, ani nawet Yattaman - prawdziwe dorosłe anime z magazynu "Kawaii" nie poniżyły się tak i nie skomercjalizowały.
Pominę tu fabułę serialu, bo na pewno niepotrzebnie bym się rozpisał. Przejdźmy od razu do technicznej strony. Doskonała animacja wsparta komputerowo, świetni lektorzy, trochę mniej świetne tłumaczenie, przewspaniały świat, komercyjne potwory i równie komercyjne przesłanie: przyjaźń i miłość mogą pokonać wszystko. Siedzę w gównianej komercji po pas, ale jest to gówno pachnące Chanel Nr 5 i mi się podoba.
Emisja: 7:00 i ok.14:50 w dni powszednie (Polsat).
Ocena ogólna: (nieobiektywna skrajnie, wystawiona przez zagorzałego fana dziecinady i komercji) 6+
PS. Wiecie, że gdyby Evangelion był dostępny dla każdego i gdyby wszystkie prezentowane w Kawaii tytuły były po polsku dostępne to raczej odniosłyby sukces w Polsce? Wyszłyby z podziemia i by się skomercjalizowały. Evangeliona oglądałyby dzieci, dewoty by gderały i byłyby żetony z aniołami. Wtedy "otaku" by się odwrócili od swego bożyszcza i prosili telewizje o coś "dorosłego" i nie "skomercjalizowanego", bo przecież ten NGE to komercyjna bajka dla dzieciaków, a my chcemy czegoś dla starszych. Jestem wkurzony jak jasna cholera!!! Dobra... 1,2,3,4,5,6,7,8,9,10... Chuch... :)

RTL7, a od niedawna TVN7. Jedyną wartą zrecenzowania kreskówką z tej stacji jest oczywiście "Dragon Ball". Podobnie jak z Pokemonem historię znają chyba wszyscy, {A ja nie :)} szczególnie, że DB zaczął się ostatnio komercjalizować >:| (dobra, dość już tego słowa). Jest to już dość stary film i animacja czasem szwankuje, ale nie da się zaprzeczyć, że jest całkiem ładnie. Ogólnie ciekawa historia i jej równie interesujące przedstawienie potrafi przyciągnąć do TV. Jest to cholernie długa saga, bo ma ponad 500 odcinków (!). Zawiłe związki między bohaterami mogą przypadkowego widza doprowadzić do zawrotów głowy. Jednak szybko zacznie on nadążać, a walki, przygody i czasami całkiem śmieszne wygłupy sprawią, że polubicie ten serial. Twórcy filmu pokazują nam często coś, co w naszym skostniałym społeczeństwie może być uznane za niezenzuralne, ale kogo to obchodzi?
Jedyną poważną wadą DB jest jego spolszczenie. To książkowy przykład tego, jak skutecznie zarżnąć film przekładając go na inny język. Z tyłu słychać francuskie głosy, lektor nie stara się za bardzo. Tłumacze chyba spali i w ogóle nie mieli pojęcia co tłumaczą. I tak Kakarotto to Pajac (fani wiedzą o co chodzi), szatan Piccolo został ochrzczony szatanem Serduszko -_-',a Mr.Satan Herculesem. Wszystko to nie wiem zupełnie po co.
Mimo fatalnego tłumaczenia gorąco polecam wam ten serial. Dobra, nie powiem już nic o komercji.
Emisja: 15:05 do 16:15 i od 7:10 d0 8:00.
Ocena ogólna: 5

Jedynka proponuje dobranocki, czy wieczorynki, czyli pierwsze bajki jakie pojawiły się w naszej TV. Niestety nie zajmę się ich opisem, bo dawno żadnej nie widziałem i wypadły mi zupełnie z pamięci. Były jednak raczej miernej jakości. To znaczy: dla dzieci na pewno świetne, szczególnie dla tych naprawdę małych. Młodzież i dorośli nie zajdą tu niczego dla siebie. Chyba, że kogoś kręci pingwin Pik-Pok albo Reksio. Mnie nie bardzo. Ale polecam spróbować, jeżeli nigdy tego nie robiłeś/łaś.

Dobrze. To chyba już wszystkie kreskówki, jakie chciałem wam dzisiaj przedstawić. Może jeszcze kiedyś powrócimy do tego tematu. Jeszcze na koniec takie małe przemyślenie. Na pewno wielu ludzi, gdy tylko zobaczyło o czym jest ten artykuł natychmiast kliknęło Wstecz. Dorośli nie oglądają bajek. A jednak zapewniam wszystkich, którzy dotrwali aż tutaj, że jest to ich błąd, tych dorosłych. Poza tym oni nie oglądają bajek nie dlatego, że im się nie podobają, ale dlatego, że nie wypada. Trzeba przerywać te granice stereotypów i wykreślić ze słownika zwrot: "nie wypada". Wszystko wypada, jeśli podejdzie się do zagadnienia z otwartym umysłem i odrobiną zrozumienia. Bajki są dla dzieci i to do nich są właśnie skierowane, ale ja nadal się nimi cieszę. W każdym z nas jest trochę z brzdąca, ale niektórzy na siłę próbują pozbyć się tego pierwiastka. Ja mam nadzieję, że nigdy nie przestanę miło wspominać niektórych pozycji i zawsze z chęcią do nich powrócę. Nawet jeżeli nie oglądacie bajek teraz, to kiedy będziecie mieć dzieci, one was do tego zmuszą. Poza tym taki mały apel do rodziców. Kochani, nie patrzcie na to co mówią dewoty i ksiądz Rydzyk. Nie zawsze japoński produkt to krwawa pornobajka, jak i nie zawsze amerykańska, czy europejska pozycja nadaje się dla waszych pociech. Oglądajcie z dziećmi bajki i cieszcie się nimi wszystkimi. To nie od TV zależy jakim człowiekiem będzie wasze dziecko, ale od was. Z wyrazami szacunku...

Piccolo daimaho
pokefil@wp.pl

PS. Przepraszam wszystkich fanów za pominięcie ich ulubionych pozycji. Nie znalazł się tu ani "Spider-Man", ani "Batman". Następnym razem zajmę się tymi superherosami na pewno. Nie pojawili się również "Faceci w czerni", ani wspaniała kreskówka z Polsatu Jumanji. Spróbuję nadrobić także nadrobić to następnym razem.