Tak sobie siedze w domu, pada deszcz, a ja sie nudze, nie mam co robic. Moh juz sie nie podoba, wlasciwie to nic mi sie nie podoba. I tak sie nudze i nudze, wiec postanowilem co nieco skrobnac do Action Maga [z tym nudzeniem to pozdrowienia dla pasibrzucha :)))]. Co ten text bedzie zawiera³ ? Tego jezcze nie wiem, wlasnie gdy to pisze nawiedza mnie kilkadziesiat mysli. Ktora by tu wybrac ? Jest ich tak wiele, ale nie wiem czy dostatecznie wyczerpie temat. A jednak, zdecydowalem sie napisac wam o ciezkim zyciu sportowca. Takie texty rzadko przechodza na lamy, ale mam nadzieje, ze ten sie znajdzie. [tu pozdrowienia dla Eddiego i Qnika :)) - to idealne miejsce ! ] To bedzie moja tragiczna zyciowa historia i moje zmaganie z przeciwnosciami losu. Przeczytajcie, a zobaczycie, ze tak naprawde nalezy wierzyc w marzenia i dazyc do celu mimo niesprzyjajacych okolicznosci !

=-=-= MOJE ZYCIE W REKACH BOGA, "ZYCIOWA PILKA" =-=-=

Wstep. Kilka osob umie pisac wstepy. Ja raczej nie, biorac pod uwage, ze zawsze pisze go na koncu. Dla mnie liczy sie tresc wlasciwa. Czy wstep jest potrzebny ? Jesli tak to co nieco napisze, choc moze byc to lanie wody. Specjalisci od tego niech sie nie smieja. Dzis mnostwo ludzi uprawia jakiekolwiek sporty - wyczynowo czy amatorsko, to bez roznicy. Jednak wiele innych osob wogole nie cwiczy sprawnosci ruchowej, jest zajeta praca, nie ma czasu na nic. Sznujacy sie obywatele kochaja ogladac meczyki w telewizji popijajac przy tym piwko. Kto nie lubi ? Naprawde, ogladanie meczu i podziwianie sportowcow, co oni wyprawiaja, to rzecz wspaniala. Dla mnie wrecz to zaszczyt podgladac pilkarzy, koszykarzy i wielu innych, ktorzy uprawiaja inna dyscypline sportu. Czy uwazacie, ze taki sportowiec jest dobry bez niczego ? Moze to kwestia talentu, ktory odziedziczyl po kims ? Nie wiem jak wy, ale ja uwazam, ze talenty daje na Matka Boska, to ona rozdziela, kto umie cos ponad norme, a kto nie. Jeden umie genialnie malowac, inny umie pisac i zostanie dziennikarzem, a jeszcze inni maja talenty sportowe - jak chocby ja. i wlasnie o sporcie wam postanowilem napisac, o ciezkim zyciu moim i wyrzeczeniach. Jesli kogos juz to nudzi, moze spokojnie sobuie ten art odpuscic. Niniejszym uwazam wstep za zakonczony :)) Wspaniale uczucie :)

Sprawa talentu :

Talent, jesli go posiadasz, to jednym krokiem jestes wielki, jednak on sam nie wystarcza. Sami pewnie wiecie, ze jak sie go posiada, trzeba go udoskonalac i ksztalcic. To nie jest latwa sprawa, to naprawde kosztuje mnostwo sil. Nie wiem jak u was, ale ja odkad gram w futbol, zostalem od razu okrzykniety talentem na miare krajowa. Nie zebym sie tu chwalil jaki to ja jestem wielki, ale naprawde tego nie rozumialem. Dlaczego tak jest ? Cy rzeczywiscie bylem az tak swietny, jak glosilo mnostwo ludzi ? Moja przygoda z pilka zaczela sie jak mialem 12 lat. Interesowalem sie futbolem, ale nigdy nie gralem sam na boisku, poniewaz uwazalem, ze jestem slaby i beda sie ze mnie smiali. Pewnego jednak dnia kolega przekonal mnie i wybralem sie na trening. Trening, ktory zapamietam do konca zycia. Po dzis dzien dziekuje temu koledze, ze mnie przekonal, bo naprawde to jest moja przeputka na zycie. Pojawilem sie wiec na pierwszych zajeciach, wszyscy wrogo nastawieni w stosunku do mojej osoby. Wiedzialem, ze poczatki beda trudne, jednak te przerosly moje oczekiwania ... i ich tez. Tak zaczal sie moj marsz w gore, postep jaki czynilem byl coraz wiekszy.

Wszedzie o mnie mowiono wbrew mojej woli, wymagano ode mnie wieszego zaangazowanie i innego zachowania. Tu pojawialy sie pierwsze wyrzeczenia. To bylo straaszne. Od razu przyczepil sie do mnie kierownik i dyrektor klubu, otoczyli mnie solidna opieka. Przyznam sie, ze nie lubilem takiego czegos. Inni wyobrazali sobie to jako lizusostwo. A ja od nikogo o nic sie nie prosilem. Robilem to co do mnie nalezy. Poczatkowo dalej koledzy odnosili sie do mnie z wielka pogarda, jednak pierwsze mecze zmienily wszystko. Stalem sie liderem druzyny, choc bylem trzy lata nawet mlodszy. Gralem trzy lata w pilke w nieswiadomosci jaki posiadam talent i jak moge go rozwinac. Ludzie odnosili sie do mnie z szacunkiem, mimo ze bylem jeszcze gnojem. Naprawde, to przerastalo moje wyobrazenie o pilce. Nawet chcialem zrezygnowac, bo przezywalem ogromny stres. Te zadania i oczekiwania ze strony trenerow ... Tego sie nie da wytlumaczyc ...

Pewnego dnia postanowilem : KONCZE Z TYM, MAM TEGO DOSYC ! I przerzucilem sie na tenis. Kompletnie olalem sobie treningi w pilke, ukrywalem sie przed trenerami, nei chcialem, zeby mnie spotkali. Ja tego nie chcialem - to cos wewnatrz mnie kierowalo i hamowalo. Nie pozwalalo mi wrocic do pilki. Teraz w ramach relaksu zapisalem sie do szkolki tenisowej. Nie mialem zagospodarowanego czasu, wiec moglem sobie na to pozwolic. Zaczelo sie od pewnego turnieju. Pierwszy raz trzymalem rakiete w rece, a jednak przebrnalem do polfinalu. Juz wybieralem sie do domu, kiedy podszedl do mnei pewien pan i powiedzial, ze za darmo bedzie mnie trenowac. Nie wiedzialem co powiedziec. Z jednej strony cieszylem sie, ze ktos zwrocil na mnie uwage, z drugiej to tez wiazalo sie z pewnymi wyrzeczeniami. No, ale zaczalem grac i nie wiedziec skad mnostwo osob mi mowilo, ze moge byc numer 1 w polsce. CZyste brednie, przeciez jestem slaby - powtarzalem sobie. Jednak nowe turnieje wygrywalem, pokazywalem sie z dobrej strony. Tez otoczono mnie troskliwa opieka, mialem wszystko. To troche bylo deprymujace, jak inni na ciebie patrzyli i wskazywali cie palcami. To nie jest fajne uczucie - naprawde wam mowie, to dla mnie byla taka pogarda. Lecz pewnego dnia do mojego zycia wtracil sie ojciec ...

.. i powiedzial, ze mam wybierac : PILKA NOZNA CZY TENIS ? Nie wiedzialem co zrobic, kompletnie mnie zamurowalo. Okazalo sie, ze z ojcem spotkal sie i kierownik, dyrektor i trener pilki noznej. Opowiedzieli mu o moich zdolnosciach. On nigdy nie chodzil na mecze, nawet sie za bardzo nie interesowal pilka, choc sam kiedys intensywnie pogrywal. Do niczego mnie nie zmuszal, jednak odbyl ze mna kilka stosownych rozmow o moim dalszym zyciu. Zostawilem tenis i jednak powrocilem do pilki noznej. To jednak bylo moje zycie, a ojciec jak najbardziej mi to uswiadomil. Pierwsze treningi byly koszmarem dla mnie. Wszyscy mowili na mnie zdrajca, co chwile ponizali i probowali udowodnic swoja wyzszosc nade mna. Nie wiem jak to znosilem, ale bylo mi straszne ciezko. Pomogl mi trener, ktory uswiadomil moim 'kolegom' jacy to oni sa slabi w porownaniu ze mna itp. Balem sie, bo myslalem, ze pozniej mnie zleja i pilke skoncze, ale w szpitalu. To naprawde nie jest takie mile uczucie, jak ktos ci mowi przy 30 osobowej grupie, ze jestes najlepszy ...

No ale gralem, trenowalem, nie chodzilem na dyskoteki, nie pilem piwa. Wlasciwie to nic nie moglem robic, bo w moim miescie wszyscy mnie praktycznie znali i gdy tylko cos bylo nie tak, od razu zawiadamiali klubowa wladze. Czasem niezle na mnie darli, wmawiali mi, zebym sie nie zrujnowal itp. Ciezko mi bylo sluchac tych rzeczy, wiedzialem, ze pokladaja we mnie nadzieje i oczekiwania, a ja musialem sprostac im. To nie bylo proste. Powrot ze szkoly, nawet nie mialem czasu zjesc obiadu, tylko od razu lecialem na trening, bo kazde spoznienie odbijalo sie na mnie - wlasciwie to przeciw mnie. Denerwowala mnie sytuacja, kiedy inni sie spozniali i nic im sie nie stalo, podczas gdy ja niezle musialem sie nasluchac od trenerow. Jednak nie poddawalem sie i ciezko cwiczylem po 3 godziny dziennie, aby stac sie coraz lepszym ...

Pewnego dnia dostalem informacje, ze jade na konsultacje kadry bylego wojewodztwa legnickiego. Strasznie sie cieszylem, bo wiedzialem, ze to dla mnie szansa. Wlasciwie to nigdzie nie jechalem, bo odbywalo sie to w moim miescie. Dziwnie mi sie gralo, poniewaz zebrali sie wszyscy najwazniejszi wlodarze klubowi i ciagle komentowali to co sie dzieje na boisku. Jednak zagralem dobry mecz wedlug mnie ... mimo to wszyscy zaczeli na mnie gadac, ze nie pokazalem nawet 70 procent swoich mozliwosci. Jesli tak mowia, to nie wiem jak ja moge grac ? Czy rzeczywiscie jestem az tak dobry ? To mnie przesladowalo, irytowalo w pewien sposob. No ale po dwoch tygodniach przyszla informacja do klubu, ze od razu dostalem sie na konsultacje do kadry dolnoslaskiej i wyjezdzam na dwutygodniowy oboz ...

Cieszylem sie jak dziecko, a zarazem ogarnial mnie strach, ze nie podolam zadaniu, jaki mi wyznaczono, a mianowicie dostanie sie do reprezentacji Dolnego Sl¹ska. Ojciec zawsze mi wmawial, ze ' liczy sie ciezki trening i umiejetne dazanie do celu'. Tak wiec pojechalem ... od razu spotkalem mnostwo osob, ktore umieja grac niezle w futbol. Juz tu mnie ogarnial lek, ze to przerasta nie ... tym bardziej, ze pierwszy tydzien chorowalem i trenerzy ciagle na mnie narzekali. Nie trenowalem, nic nie robilem, tylko lezalem w lozku. Kuracja przebiegla pomyslnie i na drugi tyudzien zostalem wyznaczony do szerokiego sklady 'slabszej' druzyny. Z calego obozu trenerzy wylonili dwie druzyny : mocna i slabsza - ja sie znalazlem w tej drugiej. To juz dla mnie byla wskazowka, ze sie nie dostane. Ale mialem pewnej nocy sen, w ktorym to pokazal mi sie ojciec i przypomnial mi te slowa. I postanowilem pokazac na co mnie stac. Przechodzilismy poszczaegolne fazy turnieju jak burza. To byl turniej miedzynarodowy. Nikt nas nie mogl powstrzymac. Stworzylismy swietny zespol i ciagle zaskakiwalismy trenerow kadry. W finale spotkalismy sie z kolegami z mocniejszej druzyny. Z jednej strony sie cieszylem, bo puchar i tak zdobedzie nasza ekipa, jednak chcialem wziac go w rece ja. To bylo moje marzenie. Wygralismy 3:1, strzelilem bramke ...

... na dobre zadomowilem sie w reprezentacji dolnego slaska. Powoli czulem juz zapach wielkiej pilki i kariery, jaka stoi przede mna otworem. Ojciec sie cieszyl, wszyscy sie cieszyli. Pogrywalem tak, pojezdzilem po kilkudziesieciu turniejach, pokazalem sie z dobrej strony. Juz bylo tak dobrze, ale na jakims tam turnieju zlamalem reke w dwoch miejscach. Po prostu ona mi wisiala, musialem ja zlapac, zeby probowac wyprostowac, bo byla pod katem 90 stopni. Rozbrat z pilka trwal pol roku - roku, ktory okazal sie dla mnie koszmarem, wrecz walka. Do tego mialem wlozone druty w rece, co dodatkowo podsilalo ból, jaki czulem. Juz wtedy nie myslalem o pilce, nie moglem myslec, bo od razu ogarnial mnie lek i przerazenie. KOMPLETNIE ODWROCIL SIE ODE MNIE KLUB ! Nie mialem juz wsparcia, nagle o mnie nikt nie pamietal. To tezz bylo straszne, to byl cios w serce. Jak wszystko idzie dobrze, to jest fajnie, jednak gdy tylko zdarzy sie cos zlego ...

Jednak wyzdrowialem i znowu zaczalem trening, mimo to mialem caly rok stracony. Ale ciagle wmawialem sobie : nie moge przestac, ja im jeszcze pokaze. I ostro wzialem sie do roboty. Na poczatku balem sie nawet machac reka. Byla taka chuda i 'wymeczona'. ale mi przeszlo po pewnym czasie i znow stalem sie 'wielki'. Klub sie znowu zainteresowal moja osoba. Robilem systematyczne postepy, nie odstawalem raczej od kolegow. I tak pogralem trzy miesiace, poniewaz ... zlapalem kolejna kontuzje - cos mi sie stalo z kolanem. Kilkutygodniowa rehabilitacja, meczarnie i dreczace mysli. Wtedy przypominalem sobie czasy, kiedy mowilem, ze nie sprostam. I stalo sie to rzeczywistoscia. Jednak jako ze jestem upartym czlowiekiem i do konca walcze o swoje, znowu postanowilem wznowic trening, jakze mi potrzebny. Bez pilki czulem sie jak bez wody. Suszylo mnie, tesknilem za nia i nie moglem przestac o niej myslec, nawet jesli mysli te ze soba sie 'klocily'. Nie chcialem rowniez zawiesc ojca, ktory ode mnie wiele oczekiwal, chcial, zebym byl kims w dzisiejszym swiecie. Znowu wznowilem trening, czulem sie szczesliwy. Odzyskalem dawna forme, znowu o mnie mowiono, cieszyli sie wszyscy, ze wrocilem i znowu gram tak jak dawniej, a nawet lepiej. Poniekad podobalo mi sie to. Znowu zadomowilem sie w dolnoslaskiej kadrze i juz czulem, ze mi sie uda. I UDALO MI SIE !

... dostalem kilka powolan na reprentacje polski. Po prostu wtedy zrozumialem, ze naprawde nie jestem taki zly i cos moze ze mnie bedzie. To bylo niesamowite uczucie - zapraszam cie na oboz sam trener i cala ekipa. Gdybyscie wiedzieli co to za uczucie ... Radosc przeplatala sie z niezdecydowaniem. Nie wiem czego sie balem, ale cos mi mowilo, ze ... Teraz na mojej scianie wisi kilka powolan na reprezentacje. Dla mnie to jest bezcenne i nigdy tego ie oddam za nic w swiecie. To tak, jak dla innych jakis rysunek czy model z plasteliny, jakis dyplom. Dla mnie to jest niczym Pismo Swiete. Od razu wszyscy na mnie zaczeli sie gapic, pokazywali znowu palcami. Wiesc o ttym rozniosla sie rownie szybko co runelo WTC. Gralem, jezdzilem ... wlasciwie to gralem za duzo. Jednak chcialem sobie udowodnic, ze zasluguje na powolanie na reprezentacje. I az przedobrzylem, bo cos stanelo mi na drodze ... ... kolejna kontuzja moi mili. Po dzis dzien ja mam, jednak juz zaczynam powoli trenowac. Jak to sie stalo ? Gralismy mecz o mistrza w lidze z juniorami pewnego pierwszoligowego zespolu. Pogralem minute, bo od razu mnie skosili i zerwalem sobie guz kulszowy. Wiecie co to jest ? juz nigdy pewnie nie bede biegal tak szybko, nie bede wykonywal takich plynnych ruchow. Ograniczenia ruchowe ciagle mi doskwieraja. Mimo opinii lekarze, ze bedzie dobrze, to wcale tak nie mysle i znaczacej poprawy nie widze. No, ale to dla mnie kolejne pol roku rozbratu z pilka. Jakbyscie sie czuli, kiedy jestescie jedna noga w reprezentacji, a tutaj taki pech. Nie wiem jak ja to znioslem, ze sie nie powiesilem. Pamietam do dzis, kiedy to moj trener dzwonil przy mnie do trenera kadry narodowej i powiedzial, ze nie moge grac prze 1/2 roku. Wrocilem do domu i zaczalem plakac. To byl najgorszy okres mego zycia. Zadawalem sobuie pytanie : dlaczego Bóg mnie tak kara, dlaczego ? Jednak to nie jest wlasciwe pytanie, przynajmniej tak sadzi moja babcia. No i marzenia prysly jak mydlana banka. Dzis dopiero zaczynam trenig, nie wiem jak to sie potoczy dalej, ale taki optymizm, jak kiedys to u mnie juz nie jest widziany. Ale bede walczyl, bo taka mam nature i charakter. Mam nadzieje, ze mimo wszystkich tych niegodogdnosci znowu powroce do reprezentacji i wybije sie ponad polske ...

... zyczcie mi szczescia moi drodzy ... ... Chcialbym, aby ten text nie zostal przyjety jako przechwalki i dowartosciowanie sie. Postawcie sie prosze w mojej sytuacji i zajrzyjcie na to z tej strony. Jesli umiecie - jest git, jesli nie - tez jest git, tylko mnie ewentualnie prosze w mailach nie wyzywac, ze jestem lamerem itp.. Tu opowiedzialem wam moja straszna historie, moje pragnienia i dazenia do celu. Te zmagania z przeciwnosciami losu ... te oczekiwania i moje zachowania i reakcje ... po prostyu pokazalem wam ciezkie ZYCIE - zycie sportowca, ktory moze byc kims, ale na razie jest skutecznie eliminowany. Moze Bóg da mi kiedys szanse i pozwoli mi stac sie kims. Wierze w to gleboko i czekam ...I chcialbym was uswiadomic, ze wcale mlodziez hiszpanska czy brazylijska nie jest lepsza od tej w polsce ! Naprawde, tylko wy myslicie, ze glowne reprezentacje dzieli przepasc, to mlodziezowki pewnie tez. A ja wam mowie kochani, ze gdyby u nas bylo ciut wiecej zajec z pilka, a nie przygotowanie motoryczne, ktore tez jest wazne, ale czucie pilki jest najwazniejsze. Bo my umiemy grac wbrew temu, co mowia ludzie, tylko nie mozemy tego wykorzystac, bo jest to 'ukryte' w naszej podswiadomosci. Przeczytajcie uwaznie ten akapit, przeczytajcie ...

slyther, ale od dzis sly
slyther@go2.pl

Sluchajcie Queenu & TATU. Pozdrowienia dla sportowcow, Qnika i Eddiego oraz dla Boga, ktory mam nadzieje, ze ma mnie w swojej opiece. Sport nie umarl - sport jest w nas ! Zapraszam do wymiany zdan i prosze o kontak osoby, ktore maja takie same problemy jak ja. Dzieki za uwage.