ŻEGNAJCIE!


Pasibrzuch


      Ten tekst miał nigdy nie powstać. Przez długi czas sądziłem, że jest niepotrzebny, nie przyniesie nic dobrego, więcej będzie po nim szkód niż pożytku. Jednak zdecydowałem się go napisać. Moje artykuły już nigdy nie pojawią się w Action Magu, dlatego korzystam z okazji, aby podzielić się spostrzeżeniami na temat tego magazynu.


PASIBRZUCH UCIEKA?

      Tak pewnie pomyślą co niektórzy. W rzeczywistości Pasibrzuch dostał się na wymarzone studia, powoli pakuje manatki i - kiedy przeczytacie te słowa - będzie już w nowym mieście, daleko od domu i komputera, studiował... a, nie powiem co. Niech was ciekawość zżera. Od razu zaznaczam, że bynajmniej nie teologię ;).
      Jako, że dostępu do Sieci mieć nie będę - pisanie artykułów nie wchodzi w rachubę. Dlatego tenże tekst należy uznać za ostatni. Zapraszam teraz wszystkich do polemizowania ze mną - gdy tylko zniknę będzie to dużo łatwiejsze :).


DYSKUSJE CZY PRZEPYCHANKI

      Jest jedna rzecz, która mi się w Action Magu bardzo nie podobała, a której nie doświadczyłem w żadnym innym magazynie internetowym. Te zarzuty od razu spotkają się z odwetem: że Pasibrzuch znów się wywyższa, że krytykuje, za kogo on się uważa? Ale to normalne, bo właśnie w tym tkwi problem tekstów publikowanych w Action Magu. Dyskusja w błyskawicznym tempie przechodzi z walki na argumenty na przepychankę, pyskówkę i podobne głupoty.
      W efekcie niemożliwa jest żadna wymiana opinii, gdyż od razu zaczynają się osobiste wycieczki w kierunku autora. Może taka jest specyfika Action Maga, ale specyfika ta bardzo utrudnia dyskusję - każda wymiana polemik bardzo szybko zatraca swój pierwotny sens i temat zamieniając się w bezładną gadaninę, że Ty Pasibrzuch jesteś taki i taki, że tu a tu się czepiasz, że wogóle niedzisiejszy jesteś. Oczywiście na takie zaczepki nie można odpowiedzieć merytorycznie i dlatego po pewnym czasie autorzy nie pamiętają o czym była dyskusja, ale okładają się z radością po mordzie zarzucając sobie "dewocję", "normalność inaczej", "wypaczoną psychikę" i skłonność do zostania "terrorystą samobójcą" (cytaty autentyczne).
      Nie twierdzę, że sam jestem bez winy - taki mam charakter, że zwykłem się odgryzać dwa razy złośliwiej niż atakujący. Jednak jest w Action Magu jakiś klimat, może redakcyjne przyzwolenie dla takich praktyk. Na innych łamach prowadziłem sobie bardzo ciekawe moim zdaniem polemiki o karze śmierci, bezrobociu i wierze, czasem byłem ostro i celnie atakowany ale nigdy nie spotkałem się z osobistą wrogością.
      Tym bardziej byłem zdziwiony, gdy na moje pierwsze artykuły Miś Eryk odpowiedział tak, jakbyśmy byli jakimiś zaprzysięgłymi wrogami, jakbym w Action Magu był nieproszonym gościem, który przyszedł nie porozmawiać, ale opluć, zbluzgać i wykopać. To nieprawda.
      Przyznaję się i biję się w piersi, że mam taki a nie inny styl wypowiadania się i dobrze wiem, że trudno mnie ścierpieć ludziom, którzy się ze mną nie zgadzają. Nie sądzę jednak, aby nie można było prowadzić ze mną dyskusji. Wiedzą zresztą o tym Ci, którzy polemizują ze mną na innych łamach. Tu taka dyskusja była najczęściej niemożliwa. A szkoda.


DOSZYWANIE GĘBY

      Każdy polemista próbuje czasem sztuczki, mającej na celu wypaczenie nieco poglądów adwersarza, aby pokazać ich niesłuszność. To powszechnie znany chwyt w wielu dyskusjach. Problem zaczyna się wtedy, gdy do tego stopnia wypaczamy słowa innych ludzi, że niby walcząc z Pasibrzuchem walczymy już z kimś zupełnie innym. W Action Magu stosuje się taktykę: na siłę wbić w jakiś schemat, udeptać, udeptać i jak już tak postąpimy, to można łatwiej pokonać.
      To dlatego ktoś wkłada w moje usta słowa "nie powinniśmy się przejmować dziurą ozonową bo nie istnieje", chociaż twierdziłem jedynie, iż nie udowodniono niepodważalnie, że efekt cieplarniany jest skutkiem działalności człowieka. Ktoś inny robi ze mnie idiotę cytując "dlaczego protestujecie przeciw planom budowy elektrowni atomowych?" i tłumacząc mi szkodliwość elektrowni atomowych, którą oczywiście dostrzegam, ale która jest jednak o wiele mniejsza niż elektrowni opalanych węglem! Stąd było moje pytanie, bo każdy ekolog wrogi energii atomowej pośrednio zgadza się na zachowanie status quo, czyli energii z węgla (wiatrowa, słoneczna są zbyt drogie).


PASIBRZUCH PRZEMĄDRZALEC

      Wielokrotnie zarzucano mi też, jakobym uważał swoje poglądy za jedynie słuszne. Ten zarzut wydaje mi się zupełnie nie na miejscu. Przecież każdy kto pisze, chce coś powiedzieć innym, daje tym samym do zrozumienia, iż myśli, że ma rację. Jeśli ktoś ma wątpliwości - nie pisze. Jeśli ich nie ma - pisze artykuł prezentując swoje przekonania. Inni mogą albo przytaknąć, albo zaprzeczyć - ale aby zaprzeczyć, też trzeba sądzić, że ma się rację.
      Wniosek jest prosty i trudno aby ktoś nie pojmował, że każdy kto upublicznia swoje opinie jest przekonany do swoich racji. Może oczywiście zmienić zdanie pod naciskiem argumentów innych stron. I na tym właśnie polega dyskusja. Zamiast pisać: "ty się masz za najmądrzejszego na świecie", lepiej jest udowodnić, że tak nie jest, przedstawić argumenty i już.


NIEPOROZUMIENIA

      Miś Eryk to osobna historia. To on pierwszy zaskoczył mnie w Action Magu. Po pierwszych polemikach poczułem się jak NOM wchodzący do walki z Telekomunikacją Polską. Odniosłem wrażenie, jakbym był intruzem, wrogiem i Bóg wie czym jeszcze, podczas gdy ja chciałem tylko przedstawić swoje poglądy i podyskutować. Dlatego bardzo byłem zaskoczony, gdy zamiast uderzenia w moje idee poczułem uderzenia w moją osobę - tak jakby ona miała tu coś do rzeczy.
      Dla ścisłości nadmienię, że mówiąc "ataki na mnie" nie mam na myśli Andrew i mojego portretu psychologicznego jego autorstwa - ten był doprawdy rewelacyjny, chwilami nieco spudłowany (jak choćby moje sympatie dla LPR, mimo, że pod artami wyrażam sympatię dla UPR i kapitalizmu; podobnie opis mego wyglądu - kswykę Pasibrzuch wziąłem z przekory będąc w rzeczywistości chudzielcem), chwilami potwornie celny a chwilami bardzo zabawny. Satyra pierwszego sortu. Każdemu życzę, aby miał kiedyś okazję przeczytać o sobie coś takiego - dalibóg wrażenia są wyjątkowe!
      Wracając do Misia Eryka - w wielu sprawach zwyczajnie się nie zrozumieliśmy. Może to kwestia stylu w jakim on pisze albo może mojego nie dość sprawnego umysłu. Trudno powiedzieć. Tak czy inaczej kilkakrotnie nasze ciosy trafiały w próżnię i szkoda tylko, że zamiast wyjaśnieniem skończyło się to wrogością jaką swego czasu deklarował Eryk, być może dla żartu, acz żart to chyba mizerny.


DO WIDZENIA WŁAŚCIWE

      Tak czy inaczej, korzystając z tej jedynej, ostatniej okazji: przepraszam wszystkich, których uraziłem, których źle zrozumiałem, którym moje artykuły i słowa ostrej krytyki zrobiły krzywdę. Nie było to moim celem. Mam nadzieję, że są też tacy, którym dyskutowało się ze mną przyjemnie lub tacy, którzy z przyjemnością moje artykuły i polemiki czytali. Wszystkich serdecznie pozdrawiam i żegnam na conajmniej pięć lat jednolitych magisterskich studiów stacjonarnych :). Jeśli Bóg pozwoli - może się jeszcze kiedyś spotkamy.
      Mój adres internetowy pozostaje nadal aktualny, można więc do mnie pisać, z tym jednym zastrzeżeniem, że nie obiecuję zbyt regularnych i obszernych odpowiedzi. W miarę możliwości, korzystając z dobrodziejstw kawiarenek internetowych postaram się od czasu do czasu zajrzeć do swojej skrzynki i parę słów odpowiedzieć, ale jak na żaka przystało nie posiadam dość pieniędzy, aby prowadzić długie polemiki czy serwować komuś obszerne wywody. Wszystkie aktywne obecnie kontakty już - kiedy to czytacie - uległy zamrożeniu albo znacznemu skurczeniu. Za to również bardzo przepraszam.
      Całej redakcji i wszystkim wam po raz ostatni mówię do widzenia. Trzymajcie się ciepło, wymieniajcie poglądy, kształtujcie swoją wizję świata, walczcie o drogie wam ideały i dyskutujcie. Mistrz Stefan Kisielewski napisał kiedyś, że "Prawda jest jak łamigłówka obrazkowa, której każdy kwadracik umieszczono w innym człowieku. Chcąc złożyć pełny jej obraz trzeba wcielić się w różnych ludzi. A do tego prócz inteligencji potrzeba też nieco pokory". I tego właśnie wam życzę - byście umieli nie tylko słuchać, ale także słyszeć co inni ludzie mają do powiedzenia. Tego życzę również sobie.
      Ostatnie przepraszam kieruję do tych, którym nie podobał się ten właśnie tekst, bo - całkiem możliwe - twierdzą, że brzmiał jak kazanie. Dlatego kończę niniejszym, ogryzając resztki poganina upieczone na ostrzu miecza ;). Żegnajcie!



Jeśli idę naprzód - podążajcie za mną, jeśli się cofam - zabijcie mnie, jeśli umrę - pomścijcie. la Rochejaquelein, przywódca kontrrewolucjonistów w Wandei

Pasibrzuch

{Jeszcze słowo od Qn`ika, przecierającego właśnie łzę:) - jeśli ten cholernik, Pasibrzuch, myśli, że ja tak po prostu pozwolę mu z AM odejść, to się grubo myli! Mam nadzieję, że bez problemu znajdzie on komputer, na którym nie tylko będzie mógł sprawdzić pocztę, ale i zmiażdżyć jakiegoś antagonistę. Jeśliby jednak nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności tak się nie stało... Cóż, naprawdę miło mi było z Tobą pracować, Pasibrzuchu... Obyśmy się jeszcze nie raz spotkali!

Co zaś się tyczy zarzutów z początku tekstu - cóż, nie ukrywam, że trochę mnie one bolą. Czy ja tworzę w AM atmosferę przyzwolenia dla przepychanek? Być może, jednak robię to całkowicie bezwiednie. Chcąc zapewnić prawie wszystkim wolność wypowiedzi, czasem się tak może zdarzyć. Za to Ciebie, Pasibrzuchu - i innych urażonych - w tym momencie przepraszam.

Qn`ik}