W O L N O Ś Ć . . .



Po długim i męczącym dniu nareszcie nadchodzi wieczór. Robi się coraz chłodniej, spokojniej. Powoli zapominam o wszystkim co się wydarzyło... Czas upływa, nie - to życie upływa: godzina za godziną, minuta za minutą, sekunda za sekundą... nareszcie nadchodzi północ. Spoglądam za okno: na ciemnogranatowym niebie połyskują gwiazdy. Ich blask ma w sobie coś magicznego, niepowtarzalnego. Przyciągają mój wzrok... wołają mnie. Tak trudno jest się im oprzeć. To jest silniejsze ode mnie, muszę iść, muszę tam być... z nimi. Ubieram się i po chwili jestem już na zewnątrz. Dookoła panuje chłód i niesamowita cisza, tylko cisza... 

Patrzę na niebo... a one czekają. Są tam gdzie zawsze, cierpliwe, pewne siebie, wiedziały że przyjdę... Ciągle czuję na sobie ich spojrzenia, ale nie zwracam już na to uwagi, oddalam się w stronę pobliskiej łąki. Zaledwie kilka minut dzieli mnie od celu. Idę powoli, spokojnie, mam dużo czasu... Ściągam buty, pod bosymi stopami wyczuwam wilgotną trawę. Każdy krok sprawia mi przyjemność, idę coraz szybciej... Przede mną w oddali majaczą ponure sylwetki drzew. Wydają się być niewzruszone i obojętne na wszystko co je otacza. Ale ja wiem, że cały czas mnie obserwują, każdy krok, każdy ruch. Tak jakby wiedziały, że widzą mnie ostatni raz i jakby chciały zapamiętać każdy szczegół... Zbliżam się w ich stronę, moje kroki stają się jeszcze szybsze, rozpędzam się, biegnę... W szalonym pędzie wpadam między drzewa. Znam drogę na pamięć więc zamykam oczy... Niesamowitą ciszę zakłóca jedynie mój przyspieszony oddech i szelest trawy. Jestem już prawie na miejscu, jeszcze tylko kilkanaście metrów... nareszcie. Oglądam się za siebie ale nic już nie widzę. Dopiero teraz spoglądam z obawą na niebo. Uspokajam się, bo one ciągle tam są, niektóre uśmiechają się do mnie... inne wydają się płakać. Skąd ten smutek, czyżby one też wiedziały? Odwracam wzrok... Chyba zrozumiały, że to już ostatni raz patrzą na mnie z góry... 

Czuję jak krople deszczu padają na moją twarz i pomieszane z łzami spływają po policzkach. Nie patrzę już na niebo... Teraz mój wzrok przyciąga ciemny kształt zbliżający się do mnie. Wyciągam rękę i trafiam na Jej dłoń, jest taka zimna. Ale ten dotyk sprawia mi niesamowitą przyjemność, czuje się uwolniony od wszystkiego, spokojny... W ciemności dostrzegam tylko Jej oczy, ale to przecież niemożliwe... są takie głębokie i nieprzeniknione, tajemnicze i jednocześnie puste. Jeśli oczy naprawdę są zwierciadłem duszy... to ona jej nie ma. Ale właśnie tak to sobie wyobrażałem, nie jestem zdziwiony. Wiem co się teraz wydarzy...

Trzymając się za ręce ruszamy przed siebie. Idziemy powoli... nie wiem jaki jest nasz cel. Wiem tylko jedno... odchodzimy na zawsze. Wolni...

A jutro... jutro to ja będę patrzył z góry, na was - biegających nocą wśród drzew... będę patrzył, śmiał się i płakał, razem z innymi gwiazdami...



Powyższy bezsensowny ciąg literek, przecinków, kropek, spacji i trzykropków ( moich kochanych... ) wklepał NovemberRain

PS1: Podczas pisania słuchałem:

Deep Purple - When a blind men cries
Black Sabbath - Changes
Animals - House of the rising sun
Guns'n Roses - November Rain
Guns'n Roses - Civil War
Guns'n Roses - Knockin' on heavens door

PS2: Lubię trzykropki i dlatego czasem z nimi przesadzam, ale nie poprawiać...

PS3: ...