O okładce
czyli takie tam marudzenie...


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



...A więc (tylko niech mi żaden frajer nie mówi, że nie zaczyna się zdania od 'więc', ja o tym doskonale wiem i olewam) otwieram sobie AM-a #28 i widzę okładkę. Piękna, tylko co za tytuły na nią trafiły? Zawsze mi się zdawało, że powinny tam widnieć pozycje generalnie najciekawsze w całym numerze, a tutaj co tymczasem? "Reality Show 2", "Re: Fleksje" i "List w butelce". Dlaczego nie ma tam mojego tekstu? Nie będę płakał, wyżyję się na wymienionej trójcy :-).

"Reality Show 2" autorstwa Donalda opowiada o jakichś politycznych zagrywkach przeniesionych w realia bigbrothe(r/l)opodobne. Politycy mają nas, szaraczków (za przeproszeniem) w dupie, więc obdarzam ich w tym względzie szczerą wzajemnością. Big brotherów nie oglądam z tego samego powodu, dla którego wolę zwykłe jedzenie od odpadków ze śmietnika. Tak więc mieszanka, którą serwuje Donald (McDonald?) jest raczej nie dla mnie.

"List w butelce" autorstwa Galla Anonima (bo ksywki "Bliźni" to on chyba tak na serio nie nosi, co?) został napisany jeśli nie w stanie głębokiego "upojenia wysokoprocentowego", to przynajmniej z nudów. Nie traktuje o niczym konkretnym, a ja lubię konkretne rzeczy. Oczywiście, nie mam nic przeciwko marnowaniu swojego czasu na twory świrów kalibru Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina (pisałem z pamięci; mam nadzieję, że nie uchybiłem żadnej literki?), ale "List..." trudno zaliczyć do tej kategorii. Ani to więc zabawne, ani mądre, ani nawet specjalnie oryginalne. Co więc robi na okładce, do stu tysięcy mieczy półtoraręcznych?! Żądam wyjaśnień. (A może po prostu nie jestem dość inteligentny, aby pojąć przesłanie tego czegoś? :-)).

No i "Re: Fleksje". Znowu jakaś zapchajdziura, które pisze się wtedy, kiedy nie ma o czym pisać. Ja tam wolę po raz 100000 z rzędu czytać o karze śmierci na przykład, niż taką "oryginalność". Co prawda, autor (VD L) przyznaje, że jest psycholem, ale Qn` sprawia jeszcze wrażenie na tyle zdrowego, żeby czegoś takiego na okładkę nie przepuścić... A jednak! Tak na marginesie: mam drobnego tipsa dla autora "Re: Fleksji" - wiesz, jak się robi polskie znaczki na klawiaturze? Lewy Alt + odpowiednia literka. Fajne, nie? :-)

Ja rozumiem, kurka wodna, że się może czasem trafić sezon ogórkowy, ale do stu tysięcy wirusów polimorficznych pilnujcie trochę, kobyłki lekkomyślne, co wpychacie na tą nieszczęsną okładkę! Moja skromna osoba najlepszym tekstem dwudziestego ósmego wydania Action Maga ogłasza "Smutne życie reklamówek". Być może wybrałbym "Pieski preriowe" albo "Porwanego przez kosmitów", gdyby ich autor nie nazwał Queen przedpotopowym badziewiem. :-P



Stary Wciskacz Kitu
pewien.gosc@wp.pl

PS. Słuchałem - głosu własnego sumienia. Fajne rzeczy czasem opowiada, jak już je dopuścić do głosu...

PS2. Jak sumienie skończy, będę słuchał Queenu. I wam radzę zrobić to samo.