M&M...  Tytuł: Dur(a l)ex sed lex  Data: 23.08.2002 

Nie, nie będzie o gumkach. Co najwyżej o zakutych pałach...

Ala ma kota! Tak mniej więcej kilka dni temu wrzeszczał za mną jakiś dzieciak. No i co z tego?! - pomyślałem sobie - a kot ma pchły i parwowirozę! I nagle doznałem olśnienia! Przecież każdy coś/kogoś ma. A to mnóstwo wyśnionych "zielonych", a to gromadkę dzieci, długi, wrednych sąsiadów czy chociażby hemoroidy.
Mój sąsiad ma problemy z utrzymaniem swojego organizmu w stanie trzeźwości dłużej niż 2 godziny. Zupełnie tak samo jak Juzef. Natomiast mój wieloletni Przyjaciel ma problemy z Policją. Zaczęło się od tego, że postanowił sobie kupić jakąś bluzę z kapturem (wszak idzie jesień). W tym celu odwiedził pewną galerię na Warszawskim Mokotowie, w której ma swój sklep pewna firma, której nazwa ma coś wspólnego z Jackiem i bawełnianymi polami. Tak więc rzeczony Przyjaciel wiedziony potrzebą, na swoje nieszczęście odwiedził wspomniany sklep. Kiedy wychodził z przymierzalni z zamiarem zapytania o większe rozmiary - podbiegła do niego młoda pracownica tegoż sklepu i wymachując jakąś metką poprosiła go na zaplecze. Człowiek, którego znam nie od dziś, nie mając nic do ukrycia, w swojej naiwności podreptał za kobieciną. Oto, co wydarzyło się na zapleczu:
- dlaczego urwał Pan metkę?!
- jaką metkę?! Chyba widziała Pani, że oddałem rzeczy w nienaruszonym stanie!
- proszę otworzyć plecak!
W tym momencie Przyjaciel postanowił zwiększyć dawkę ostrożności.
- zrobię to w obecności Ochrony i Policji.
Nagle dziewczyna podchodzi do rzędu wiszących ubrań, zza których wyjmuje bluzę, podobną do tej, którą przymierzał Przyjaciel i wymachując nią wrzeszczy
- zniszczyłeś ch... bluzę!
- kpisz sobie?! Przecież oboje wiemy, że to nieprawda!
- jak się będziesz stawiał, to Cię k... oskarżę o próbę gwałtu!
To był moment, w którym Przyjaciel musial zaczerpnąć duuuużo świeżego powietrza i nieco pomyśleć...
- zapłacisz za tą bluzę?!
- ani mi się śni.
- [wstawcie sobie jakieś imię żeńskie] wezwij chłopców z Ochrony!
- domagam się również obecności P O L I C J I...
- ja Cię kuta[piiiiiip]e urządzę!
Zauważcie subtelne słownictwo tej młodej niewiasty. Po chwili przyszło dwóch ochroniarzy:
- ile warta jest ta bluza?
- 199,90.
W rzeczywistości bluza kosztuje 129 PLN - sprawdzałem. Później się okazało, że metka od której wszystko się zaczęło pochodziła z czegoś innego.
- płacisz?!
- ale ja tej blu...
- masz k... pieniądze czy nie?!
- nie mam zamiaru płacić za coś czego nie zrobiłem. Miała być Policja...
- "dwójka" dzwoń po Policję...Dwieście...Idziemy!
Całą czwórką udali się do jakiegoś pomieszczenia, które według relacji Przyjaciela przypominało przebieralnię pracowników. Tam też odbyła się mało ciekawa rozmowa, podczas której co jakiś czas pod jego adresem sypały się bluzgi. Nawiasem mówiąc wtedy też mój Dobry Znajomy odkrył, że ta fatalna metka pochodzi z innej rzeczy. Wreszcie przyjechała Policja i teraz zaczyna się najciekawsze:
- cześć!
- cześć!
Następuje wymiana uścisków dłoni (sic!). Zawsze wydawało mi się, że funkcjonariusze Policji powinni zachowywać służbowy obiektywizm.
- dzień dobry. Ta pani twierdzi, że zniszczyłem i chciałe...
- Ty będziesz mówił później. Opróżnij plecak i kieszenie.
Oczywiście nie znaleźli przy nim niczego, co mogłoby wskazywać na niego jako na sprawcę i kiedy ten już myślał, że cały koszmar się zakończy, i wszyscy zgodnie go przeproszą - nagle okazało się, że to dopiero początek zabawy. Policjanci skuli go kajdankami i zawieźli na komisariat. Kiedy schodzili, a znajomy z oczywistych względów starał się zasłonić kajdanki plecakiem usłyszał jak jeden z policjantów (małej litery użyłem z premedytacją), z cynicznym uśmieszkiem wycedził:
- co, wstydzisz się kajdanek?
Aby nie przedłużać opowiem Wam w skrócie, co było dalej.
Po przewiezieniu na komisariat ok. godz. 17-tej, zamknęli złodzieja w ciemnej klatce o wymiarach 1,5 m x 3 m (w przybliżeniu), gdzie spędził niemal 5 godzin. Przez ten czas nikt się nim nie interesował i nadal nikt nie chciał przyjąć od niego zeznań. W tym czasie sprawdzili czy nie jest poszukiwany, sprawdzili czy jego telefon komórkowy nie jest kradziony, ale czy on faktycznie jest złodziejem jakoś sprawdzić zapomnieli. Na prośby o szklankę wody czy konieczność skorzystania z toalety nie reagowano wcale bądź ze znacznym opóźnieniem.
Dopiero po ok. 5 godzinach przyszedł do niego policjant, przeczytał zarzut uszkodzenia mienia w postaci bluzy męskiej o wartości przekraczającej o 30% wartość faktyczną, którą sugerowałaby cena.
- zrozumiałeś?
- zrozumiałem.
- przyznajesz się?
- nie przyznaję się...Dlaczego to tak długo trwało?! Trzymacie mnie tutaj już niemal 5 godzin!
- mieliśmy w tym czasie dużo innej roboty. Eeech, urwanie głowy dzisiaj.
(Pewnie mnóstwo innych sprzedawczyń miało manko w kasie).
- no to jak to było z tą bluzą?
- przymierzałem bluzę i kiedy pytałem o większe rozmiary, podbiegła do mnie dziewczyna, i poprosiła mnie na zaplecze. Tam wyjęła, zza jakichś ubrań wiszących na wieszakach, bluzę podobną do tej, którą przymierzałem...
- dobra, wyjaśnisz to przed sądem bo teraz i tak nie mam na to czasu.
Wtedy dopiero go wypuścili. Kazali podpisać protokoły i wypuścili.
Teraz rozważa opcję wniesienia do Sądu pozwu o pomówienie, ale nie wie przeciwko komu miałby go złożyć (!)
Ponadto kilka dni temu złożył do prokuratury zażalenie na czynności podjęte przez funkcjonariuszy Policji wobec jego osoby...

Reasumując: na podstawie tylko i wyłącznie pomówienia nieznanej dziewczyny, trzymano kogoś 5 godzin w ciemnej i ciasnej klatce nie wysłuchując jego wersji wydarzeń, tylko po to, żeby w czasie nie dłuższym niż 20 minut postawić go przed faktem dokonanym, nadal odmawiając mu prawa do złożenia wyjaśnień. Nie jestem prawnikiem, ale słyszałem o zasadzie "domniemanej niewinności". Policjanci chyba nie.
W świetle powyższych wydarzeń mogę stwierdzić, że w tym kraju prawo pozwala upokorzyć każdego, tylko na podstawie zeznań osoby, która widzi w tym swój interes, a funkcjonariusze tracą swój służbowy obiektywizm, jeśli jedną ze stron jest młoda kobieta (to niestety nie mój Przyjaciel).
Jak mówiłem każdy ma. Jedni mają bzika inni pecha...
Ja także mam. A co! Mam dosyć pisania na dzisiaj. Do widzenia Państwu...

M&M...
Autor jest bezrobotnym studentem i rozpieszczonym jedynakiem


PS.
Dzisiaj "peesów" nie będzie...


























PS2
...z wyjątkiem tego ;P
























PS3
No dobra! Ten był ostatni!
























PS4
Żartowałem ;)
























PS5
A ten tak - dla zmyły ;)

e-mail: martinmed@wp.pl <<<