PRZYSTANEK AUTOBUSOWY

 

Jedzie zaraz jakiś autobus?

...Ale się nakułem...

...Co mi tam... Żona mnie zostawiła, dzieci też... Nic mi nie zostało. Tylko ta flaszka.

...Chyba zaraz pójdę się powiesić...

...No k***a sam powiedz co byś zrobił w takiej sytuacji? Widzisz, też nie wiesz...

...A ja tylko żeby dzień szybko zleciał. I tak już będzie to końca tego p**********o życia. Dzień w dzień będę chodził nawalony. Bo co innego mam robić?

...Pracę sobie znaleźć... Tak... Tylko gdzie i jaką? Wszędzie chcą jakichś j*****ch studencików z samochodem, komórą...

...A ja nawet matury nie mam... Ustawionej rodziny ani znajomych też. Wszyscy kumple to pijacy, tak jak ja zresztą...

...Nie, nie chce mi się żyć. Idę skoczyć z mostu... O no właśnie! Nawet dla tej Wisły możnaby żyć...

...Tylko jak ona jest zawalona tą całą cywilizacją...

P*******ć to wszystko!

I ilu jest takich jak ja? No? K***a nie policzysz...

...Różne mają problemy. Nie mają pracy, mieszkania, w ogóle kogoś bliskiego... Nawet psa.

Co tacy jak ja mają k***a zrobić? No powiedz. Ty kiedyś będziesz rządzić tym krajem! I co z takimi zrobisz?

...Wy to byście najlepiej takich do obozu koncentracyjnego powywozili...

To był właśnie monolog pewnego mężczyzny, który niedzielnego ranka przysiadł się do mnie na przystanku autobusowym. Sami osądźcie jego gadkę. Mówił dość mądrzą, choć nie potrafił tego "ubrać" w słowa. Po prostu zastanowił się nad swoimi problemami. Jak myślicie, ilu takich ludzi jest w naszym kraju?