Noc
Wiecie, że między jedyn dniem a drugim jest noc? Właściwie każda noc jest taka sama. Jest wtedy ciemno, straszno i chce się spać. Ale nie kazda noc jest tak sama. Moja była zupełnie inna.
Moja noc zaczęła się zupełnie normalnie. Ok. godziny 20.30 było już całkiem ciemno, jednak ja jeszcze nie kładłem się spać. U mnie noc zaczęła się tak koło godziny 23. Jak zwykle o tej porze siedziałem jeszcze przed komputerem i prawdopodobnie robiłem coś zupełnie głupiego, ale mniejsza z tym. Stwierdzając że to głupie i że nie mam co robić postanowiłem pójść spać. No więc tak zrobiłem. Coś koło 23.30 zgasiłem lampkę i próbowałem usnąć. Był jednak pewien problem - nie mogłem usnąć. Wierciłem się więc po łóżku, zmieniając pozycje. Taka sytuacja miała miejsce do północy, aż do chwili gdy coś usłyszałem. Odgłos był mniej więcej taki: bzzz bzzzzzz bzzzzzzzzzzz. Od razu rozpoznałem tego darmozjada. To był odgłos... KOMARA. No nie jeszcze tego brakowało. Natychmiast zaświeciłem światło i zacząłem poszukiwania komara. Była to jednak bardzo sprytna bestia, gdy zobaczyła swoją fiarę (mnie) z czymś gróźnym w ręku (gazeta) od razu się schowała. Nie mogąc znaleźć tegoż osobnika, zgasiłem światło i poszedłem spać. Zasnąłem natychmiast, gdy to nagle znowu słyszę przez sen jakieś bzykanie. Bzykało mocniej i mocniej, w końcu znowu się obudziłem i zaświeciłem światło. I znowu nic nie zauważyłem. Tak sytuacja powtażała się dużo razy, tak gdzieś do 2 w nocy. Zdenerwowany byłem bardzo i następnym razem postanowiłem siedzieć tak długo aż nędza wyjdzie. Wyszła! Polatała i siadła na ścianie obok mijego łóżka. Pewnie przygląda się kiedy zasnę i dopiero wtedy mnie budzi. Zbliżyłem się do bestii i z całej siły walnąłem w ścianę. Trafiłem. Ale to co zobaczyłem odrywając gazetę było przerażającą, a raczej niesmaczne. Po komarku została tylko czerwona wstęga krwi. Nie przejmując się bardzo poszedłem spać. Jeszcze dobrze nie zasnąłem gdy słyszę jakiś przeraźliwy dźwięk. Coś jakby kogoś obdzierano ze skóry. Siadłem se na łóżku i wsłuchiwałem się. W końcu stwierdziłem, że to jakiś kot który drze się nie wiadomo czego. Wrzaski kota były bardzo wyraźne gdyż miałem otwarte okno, ale zamknąć go nie mogłem bo było strasznie gorąco. Postanowiłem przepędzić dzikusa, a mając na regale niezłą kolekcję puszek po różnego rodzaju napojach, wziełem kilka z nich (tak ze 20) i zacząłem w niego rzucać. Najpierw waliłem na oślep, ale później widząc że ta technika zawodzi wyostrzyłem wzrok i dojrzałem chama. Siedział pod czyimś oknem i miałczał. Ciekawe kto tam mieszka że nie słyszy tego kota. Nie zastanawiając się długo znowu zacząłem rzucać. I prawie trafiłem, kot się przestraszył i uciekł. A ja miałem ciszę i spokój. Jednak po tych zmaganiach... NIE MOGŁEM ZASNĄĆ!!! No nie ja się zabiję. Włączyłem se kompa i wlazłem na neta. Wiecie ile fajnych osób poznałem które nie mogą spać? Widocznie nie tylko ja mam taki kłopot. Na necie siedziałem do 5, a że później przypomniałem sobie że mam jechać dzisiaj na wycieczkę. To musiałbym już wstawać. No coż tak bywa i nic na to nie poradzę.
---
Dishman
P.S. Peesów brak no prawie brak :)