Nowy gatunek
czyli coś z dziedziny cytologii :-)


Niniejszym ostrzega się o mrocznych zamiarach Autora tego tekstu, mającego na celu omamienie umysłów czytelników. Autor, jako kreatura skrajnie złośliwa, będzie tutaj czynił wszystko, co w jego mocy, by zepsuć komukolwiek humor, zniesmaczyć, doprowadzić do ciężkich urazów psychicznych tudzież zdeprawować.



W ostatnich latach biolodzy całego świata ku swojemu nieopisanemu zdziwieniu zanotowali pojawienie się nowego, pseudoczłekokształtnego gatunku zwierzątek. Nadano mu nazwę dwukomórkowca, bo chociaż dowiedziono, że składa się z wielu komórek, to jednak najwyżej dwie z nich są szare: jedna w mózgu, druga w kieszeni.

Pierwsza z tych szarych komórek, oprócz informacji na temat podstawowych czynności życiowych, zawiera również instrukcję obsługi Tej Drugiej Komórki. Ta Druga Komórka, nosząca logo Siemens lub Nokia, jest Początkiem, Ośrodkiem i Celem Życia dla całego organizmu dwukomórkowca.

Tak, tak, proszę państwa, właśnie w ten sposób jest odbierane przez osoby "normalne" (nieliczne) całe to zjawisko związane z komórami. I nie ma się co dziwić. Można obecnie mówić o cudzie, gdy uda się przejść ulicą, nie uświadczywszy pociesznego widoku, jakim jest osobnik, szpanujący rozmową przez swój kieszonkowy sprzęt z antenką, jakby to było nie wiadomo jakie cacko techniczne, kupione za nie wiadomo jaką fortunę. Równie szczęśliwym może się nazwać ktoś, kto przebywając w dowolnym miejscu publicznym nie zostanie wkurzony do granic możliwości kolejną idiotyczną, piskliwą imitacją jakiejś popularnej muzyczki. Zapewne takie wkurzenia mają miejsce nawet w kościołach (nie wiem, bo nie bywam, ale założę się o każde pieniądze, że tak jest), co nawiasem mówiąc byłoby doskonałym dowodem na to, jaka "siła wiary" cechuje nasze społeczeństwo. Zdarza się także, że zadzwoni komuś telefonik w środku lekcji, który to fakt, nie wiedzieć czemu, powoduje ogólną wesołość.

Jak już jesteśmy przy szkole, to nie da się nie zauważyć, że stanowi ona główny ośrodek komórkowego kultu. Potrafię jeszcze zrozumieć fakt, że niektórzy całą lekcję potrafią cierpliwie wstukiwać w swe elektroniczne zabawki treść jakichś głupich wiadomości tekstowych, zamiast zajmować się tym, czym uczeń powinien się zajmować (czyli nudzeniem się :-)). Ale czy na przerwie już nie można sobie znaleźć lepszego zajęcia, niż dyskusja o szczegółach technicznych najnowszego modelu jakiejśtam Nokii? No, to jeszcze pół biedy. Gorzej, gdy dwukomórkowce rozpoczną konkurs pod tytułem "kto komu wyśle głupszego esemesa" albo "kto kogo obudzi w środku nocy sygnałem". Albo coś w tym rodzaju.

O ile fascynacja nowym wynalazkiem jest w pełni zrozumiała w odniesieniu do 10-latków, to pewne zdziwienie może budzić fakt, że w najlepsze zabawiają się w ten sposób ludzie, których zwykło się już tytułować dorosłymi (od 18-stki w górę). Ja rozumiem, że nie wszyscy mając te osiemnaście wiosen od razu automatycznie stają się dojrzali psychicznie, ale z lalek i dobranocek zdążyli już chyba wyrosnąć, a czy te komórki to przypadkiem nie są te same klimaty?

A nawet gdyby pominąć denność całej tej zabawy... Należałoby się zastanowić, czym jest właściwie komórkowa moda. Dla mnie - czyste niewolnictwo, niemalże. Zaskakujący wniosek? Chyba nie bardzo. Takie noszenie w kieszeni telefonu to z jednej strony duży luksus - kiedy na przykład przyjdzie ci coś do głowy, możesz od razu podzielić się tym z danym kumplem. Bez uganiania się za budkami telefonicznymi, nie mówiąc już o łażeniu po mieszkaniach kumpli. Poza tym masz pewność, że żadna wiadomość nigdy cię nie ominie, że nikt nie zadzwoni z czymś pilnym, a ty nie będziesz mógł odebrać, bo akurat nie będzie cię w domu. Ale jaka jest cena takiego luksusu? Co pięć minut nęka cię jakaś "ultraważna" wiadomość. W dodatku wiadomość ta może cię dopaść dosłownie w każdej sytuacji, również i tej najmniej odpowiednej. W każdym razie, czyż nie jest to trochę krępujące, być cały czas w zasięgu całego swojego otoczenia, rodzinki, lepszych i gorszych znajomych?

No i najciemniejsza strona sprawy: pieniądze. Nie ma co się oszukiwać, paru gostków robi gigantyczną kasę na głupocie posiadaczy komórek. Najpierw łapią ich na tradycyjne lepy: wszelkie promocje i "atrakcyjne oferty", w rzeczywistości przyssawki, przez które wyciągną z ciebie ostatni grosz. Potem działa już odwieczny mechanizm. Jak tylko trafi się takiemu dwukomórkowemu idiocie najmniejsza okazja, żeby wykorzystać "darmowe minuty", to od razu z niej korzysta. Zadzwonił kumpel? Muszę mu oddzwonić! Dostałem esemesa? To nic, że głupi, trzeba odpisać! A rachuneczek leci, spece od zarabiania kasy na naiwniakach zacierają ręce.

Nie wiem, czy ten tekst otworzy komukolwiek oczy, ale przynajmniej sobie trochę ulżyłem :-). A teraz informacja dla wszystkich dziewczyn, które są zainteresowane poderwaniem mnie :-). Otóż jak zobaczę taką dwukomórkową, to od razu odpada ona z konkurencji. Czujcie się ostrzeżone :-).




Ktoś Pozbawiony Litości
pewien.gosc@wp.pl

PS. Słuchałem: "We Will Rock You" w wykonaniu komórki mojego kolegi. Są takie dni, kiedy mi się wydaje, że nie lubię Queen. Do czego te komóry mogą doprowadzić! :-)