NAPRZÓD POLSKO!
Pasibrzuch
      Miś Eryk proklamował otwarcie Komitetu Obrony Zagrożonej Rzeczpospolitej a ja nie byłbym sobą, gdybym od razu nie znalazł kilku dziur w całym. :)
      Na początek mała złośliwostka, za którą z góry przepraszam. Już wstęp jest zastanawiający: "KOZRP jest partią, która na dzień dzisiejszy jeszcze nie istnieje, i której jedynym członkiem jestem ja". Po pierwsze: jak można być partią, która nie istnieje? Jeśli coś nie istnieje, to nie można tym być, chyba że samemu też się nie istnieje. Czy tak? Po drugie: do założenia partii politycznej w naszym kraju potrzeba więcej niż jednej osoby, więc nie można być "jedynym członkiem" jakiejkolwiek partii.
REPUBLIKA PREZYDENCKA
      Wraz z nadejściem konkretów uśmiech rozjaśnił mą twarz. I nie był to uśmiech szyderstwa, ale autentycznej radości. Eryk pisze: "należy zmienić ustrój z republiki parlamentarnej na republikę prezydencką". Uzasadnia to faktem, iż "Polska jest dosyć ciekawym krajem, w którym rządzący za cholerę nie mogą się ze sobą dogadać! Trzeba więc zgromadzić większość władzy w jednym ręku".
      Ze specyfiką narodu polskiego faktycznie jest ten problem, że trudno o wypracowanie kompromisu w takim natłoku indywidualistów. Nie jest to - broń Boże! - wada a jedynie specyficzna cecha naszego charakteru, która może być spokojnie wykorzystana na korzyść całego państwa. Wystarczy w miarę możliwości przenieść władzę z organów wieloosobowych na jednostki. Sposób prosty i pasujący do polskiej rzeczywistości - dziwne, że nikt tego nie rozumie.
      Jest tylko jedno ale. Ja jestem zwolennikiem monarchii i tu sprawa jest prosta. Eryk opowiada się jednak za republiką parlamentarną. Ustrój ten uważam za niewątpliwie najlepszy wśród dzisiejszych form ustrojowych. Ma jednak pewną wadę. Jak podają podręczniki WOSu - bardzo łatwo ulega paraliżowi. W USA jest to niewidoczne, gdyż tam wykształciła się przez lata kultura polityczna sprawiająca, że prezydent cieszy się ogromnym poważaniem i cały Kongres właściwie tańczy jak mu Bush czy Clinton zagrają. W Polsce nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek człowiek mógł zachęcić do współpracy parlamentarną większość. To zaś grozi trwałym paraliżem decyzyjnym państwa. Gdy ten już nastąpi - ani prezydent nie może rozwiązać parlamentu, ani parlament odwołać prezydenta. Innymi słowy: dupa zzzbita.
      W tej kwestii naprawdę lepszy jest już nasz obecny system, gdyż prezydent nie ma możliwości zablokować pracy rządu - jego weto może być stosunkowo łatwo odrzucone. W systemie prezydenckim parlament może bardzo łatwo związać ręce prezydentowi.
GŁOWA PAŃSTWA
      Eryk proponuje, aby "wybór głowy państwa odbywał się poprzez głosowanie powszechne" ale "wybierano by z pośród trzech kandydatów" desygnowanych odpowiednio przez ustępującego prezydenta i dwie największe siły polityczne w kraju (po jednym). Takie rozwiązanie prowadzi do kilku problemów.
      Pierwszy kłopot wynikły z takiego mechanizmu to odpowiedź na pytanie, które siły polityczne są największe? Nie można tego ustalić na podstawie sondaży, gdyż one zawierają stosunkowo duże ryzyko błędu i nie są dość wiarygodne. Dlatego też tuż przed wyborami prezydenckimi trzebaby przeprowadzać wybory parlamentarne, aby wiedzieć, które partie mają wystawić kandydatów na urząd prezydenta.
      Wątpliwości budzi też nazwanie takiego systemu demokratycznym. Przez dość długi czas w tym roku mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której drugą siłą polityczną w kraju była Samoobrona (tak podawały owe nieszczęsne sondaże). Gdyby wybory odbyły się w tym momencie wyborcy musieliby wybierać między kandydatem Samoobrony (lewacy, populiści), SLD (socjaliści, postkomuniści) a kandydatem prezydenckim (znów zapewne lewica). Ja się pytam - gdzie w takim systemie jest demokracja, skoro trzeba wybierać między ogniem, zarazą i powodzią??
      Ciekawe jest też zastrzeżenie, że kandydat musi mieć "co najmniej 35 lat i posiadać tytuł magistra". Pytań jest wiele: Jaki to ma być tytuł magistra? Czy musi to być tytuł nadany przez polską uczelnię czy może to być także Oxford albo Yale? Jeśli może być to magister zagraczniczny, to czy może miec tytuł magistra z rosyjskiej/ arabskiej/ sudańskiej szkoły? Czy może to być tytuł magistra malutkiej Prywatnej Szkoły Biznesu z Wygwizdowa Górnego? W czym taki magister jest lepszy od prymusa posiadającego jednak tylko maturę? Czy magister winien skończyć określony kierunek studiów? Czy może to być magister astronomii albo medycyny sądowej? Czy takie studia gwarantują już sprawne rządzenie państwem??
KŁOPOTY Z PIENIĘDZMI
      Wg Eryka "poseł na sejm RP otrzymywałby miesięczną pensję w wysokości 5 tysięcy złotych". A gdy inflacja zeżre mu te 5.000? Rozumiem, że co miesiąc wysokość pensji byłaby korygowana o wysokość inflacji? Podobnie wszystkie dodatki.
      Za karkołomny uważam pomysł, że "poseł ma prawo prowadzić własną firmę, o ile firma ta nie jest powiązana z resortem, który prowadzi, lub z którym jest związany". Poseł nie musi być związany z jakimkolwiek resortem, wszak w dzisiejszym sejmie tylko niewielka część posłów wchodzi w skład rządu. Po wprowadzeniu systemu prezydenckiego żaden poseł nie pracowałby w żadnym ministerstwie z tego prostego powodu, iż w systemie prezydenckim obowiązuje twardy rozdział władzy ustawodawczej od wykonawczej i żaden poseł nie może pracować w jakimkolwiek resorcie. Prezydent tworzy rząd spoza osób zasiadających w Kongresie. Stanowiska w rządzie i fotele w parlamencie są konstytucyjnie niepołączalne.
      Skoro zaś żaden poseł nie może być związany z jakimkolwiek resortem, to jego działalność gospodarcza nigdy nie będzie kolidowała z pracą w parlamencie. Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce od razu każdy poseł produkujący kaski rowerowe, będzie chciał uchwalenia ustawy nakazującej jazdę w nich na rowerze pod karą grzywny; poseł produkujący zapalniczki poprze ustawę delegalizującą zapalniczki (bo niebezpieczne i szkodliwe dla środowiska) a właściciel fabryki żelków zagłosuje za cłami zaporowymi na wyroby żelatynowe i dofinansowaniem z budżetu Narodowego Koncernu - Polskie Żelki. I co wtedy? :)
      Piszę to po to, aby udowodnić, że każda działalność gospodarcza jest związana z pełnioną przez jakiegokolwiek posła funkcją. Można ten problem rozwiązać zabraniając konstytucyjnie ingerencji państwa w wolny rynek - wtedy poseł nie będzie mógł pomagać swojej firmie ustawami, ale na taki krok socjalistyczne polskie społeczeństwo się nie zgodzi.
      Miś Eryk proponuje też, aby "radni otrzymywali pensję w wysokości 4 tysięcy złotych". I to jest gwóźdź do trumny budżetu i polskiego podatnika. W wyborach samorządowych 27 października Polacy wybiorą (już wybrali?) 46.835 radnych. Po przemnożeniu przez 4.000 diety daje to razem 187.340.000 złotych! Zważywszy, że niektóre gminy są bardzo maleńkie - koszt utrzymania tak drogich radnych jest ogromny. Lepszym rozwiązaniem byłoby uzależnienie wysokości pensji od liczby mieszkańców, albo zupełna likwidacja pensji w najmniejszych gminach - zarządzanie Wypierdkiem Mazowieckim wymaga od radnych maksymalnie kilku godzin miesięcznie i winni to robić społecznicy, za darmo!
WALKA Z KORUPCJĄ
      Do walki z plagą korupcji Eryk proponuje "Centralny Organ Kontroli", który "powstanie w celu patrzenia politykom na ręce". Na taki pomysł odpowiem słowami Stanisława Michalkiewicza:
      "Korupcja dlaczegoś w Polsce narasta, chociaż walczą z nią najwyższe władze, niższe władze, władze samorządowe, policja, prokuratura, no i oczywiście niezawisłe sądy. Widocznie jednak walka ta nie jest skuteczna, skoro korupcja - jak już wiemy - narasta. Co więcej, skoro z korupcją walczą najwyższe władze, niższe władze, władze samorządowe, policja, prokuratura, no i oczywiście niezawisłe sądy, to kto właściwie się korumpuje?"
      W tym właśnie tkwi problem. Tam gdzie jest człowiek, który ma władzę podejmowania decyzji tam zawsze będzie niebezpieczeństwo korupcji. Samo utworzenie COKu nic nie zmieni, wszak ludzie w nim zatrudnieni też są tylko ludźmi - kto zagwarantuje ich niekorumpowalność? Wyjściem są ślepe przepisy. Trzeba tak ustalić prawo, aby sam paragraf utrudniał korupcję i nieuczciwość. To martwa litera prawa winna rozstrzygać o tym co wolno a czego nie. Zamiast COKu lepsze będzie solidne prawo i policja, która je wyegzekwuje.
CO MA ROBIĆ PAŃSTWO
      Eryk pisze, że "instytucjami zasilanymi całkowicie z budżetu państwa będą: szkolnictwo, policja, szpitale, wojsko, administracja państwowa, muzea, ogrody zoologiczne" i tym podobne. Wydaje mi się, że lista jest zbyt długa, jak na wolnorynkowe państwo, które próbujemy tworzyć.
      Jaka jest edukacja państwowa każdy widzi. Nauczyciele dostaję pensję bez względu na to jak pracują, nikomu nie zależy na efektach bo pieniążki z budżetu i tak przyjdą. Dlatego lepszym wyjściem jest całkowita prywatyzacja (każdy płaci za swoje dziecko i wysyła je gdzie chce) albo system bonów edukacyjnych (rodzic dostaje bon edukacyjny od państwa i posyła dziecko gdzie chce - do szkoły zakonnej, prywatnej albo państwowej - tymże bonem płacąc). W ten sposób pojawi się konkurencja między szkołami i dyrektorzy zaczną zwracać uwagę na poziom kształcenia, zdolnośc nauczycieli - jeśli tego nie zrobią rodzice będą ich placówki omijać szerokim łukiem i bankructwo murowane.
      Podobnie służba zdrowia winna być sprywatyzowana. Każdy opłaca sobie ubezpieczenie i korzysta z takiego szpitala czy przychodni na jaką ma ochotę. Koszty pokrywa jego ubezpieczyciel. W ten sposób ośrodki zaczynają rywalizować o klienta, personel staje się milszy, sale i korytarze czystsze itd.
      Eryk postuluje: "za wagary rodzice będą płacić kary" ponieważ "aby społeczeństwo mogło w pełni korzystać z demokracji musi być wykształcone". Złudne nadzieje Eryka - z niewolnika nie ma robotnika. Jeśli uczeń nie chce się uczyć, to ciąganie go siłą na zajęcia jest bez sensu. W swoim życiu spotkałem wielu ludzi, którzy na swojej obecności w szkole nic nie skorzystali a jedynie przeszkadzali innym. Nikogo bym do nauki nie zmuszał (no, chyba, że dziecko zmuszą do tego rodzice, to co innego). W każdym kraju potrzeba też ludzi do budowy domów, kopania rowów i odśnieżania dróg. I to nie muszą być mocarze intelektu...
OKRUSZKI
      Na koniec Eryk pisze: "bądźcie świadomi tego, że mam 19 lat i nie jestem politologiem". Tak się składa, że - z Bożą pomocą - ja nim będę za 5 lat. Polecam się na przyszłość. ;)
      Trochę polemizowałbym z okrzykiem Eryka "Boże błogosław najwspanialszy kraj świata - Polskę!". Powiedziałbym raczej "Boże błogosław Polsce i - jeśli to możliwe - uczyń z niej najwspanialszy kraj świata!" ;). Ale to oczywiście szczegóły - z grubsza chodzi o to samo.
      Proponuję faktycznie zmienić nazwę przyszłej partii :). Może po berlusconiemu, tyle że zamiast "Forza Italia!" będzie "Naprzód Polsko!"? A może lepiej "Unia Polityki Realnej". Już istnieje a program ma całkiem podobny??
      Bardzo żałuję, że dyskusji nie będę już mógł kontynuować...
Uwaga! Artykuły opublikowane w tym wydaniu Action Maga są ostatnimi tekstami mojego autorstwa na jego łamach. Przeprowadzka uniemożliwi mi dostęp do komputera i Sieci. Zdaję sobie sprawę, że niektórym z was spadnie kamień z serca, gdy wypowiem w końcu to słowo: Żegnajcie!
Pasibrzuch