Tyle zamieszania o jedno słowo - "miłość". Jak to jest....? czy ONA naprawdę istnieje czy nie...? sporo loodzi w AM wypowiadało się na ten temat. Jedni twierdzą, że miłości nie ma........inni - że jest.......tu ktoś płacze, że stracił ukochaną\ukochanego......tam znowóż ktoś szaleje z radości, bo właśnie się zakochał......ktoś inny starcił nadzieję na znalezienie miłości......na murach spotyka się napisy w stylu - "love", "kocham Gośkę"," G.P + A.F" , jakieś takie bezsensowne bazgroły....no i w lutym są jeszcze Walentynki - dzień przepełniony miłością i kiczowatymi serduszkami. Zapewne niektórzy zakochani ciężko się obrażą, za te moje słowa - Walentynki są nikomu niepotrzebne.......miłość można przecież wyznać w dowolnym dniu...po co nam ten "specjalny"? chyba, że istota Walentynek jest inna....może nie chodzi o to by wyznawać miłość, a o to by upewnić się, że ona istnieje? bo przecież skoro tyle loodzi kupuje te kiczowate serduszka, to znaczy, że kochają...czyli, że Ty samotniku, który jeszcze nie spotkałeś miłości też jeszcze masz szansę pokochać. Być może ta cała miłość nie istnieje i jest tylko tworem wyobraźni...pożywką dla filmów... . Przecież miłość można sobie wmówić. Wystarczy znaleźć w swoim środowisku kogoś kto Ci się podoba i zacząć sobie wmawiać, że się go kocha....zresztą nawet nie musi być z Twojego własnego otoczenia, bo np. : niektóre dziewczyny podkochują się w jakiś osobach ze sceny muzycznej, czy w chłopakach z jakiegoś "Idola". Zapewne niektórzy z czytających ten art zarzucą mi, że przykłady powyżej to nie jest prawdziwa miłość i ble ble ble.....darujcie sobie....a jaka waszym zdaniem "obrońców miłości" ma być ta "prawdziwa miłość"..? piękne słowa potrafi pisać każdy...a ja nie wierzę w słowa.....nie wierzę także w miłość. Wydaje mi się, że ONA nie istnieje....DLACZEGO? z prostego powodu - nigdy JEJ nie spotkałam...cóż z tego, że ktoś kogo znam jest zakochany...? mnie się to nie przytrafiło i dopóki się nie przytrafi nie uwierzę w istnienie tego "wspaniałego uczucia". Prawda, jestem jeszcze młoda.....krótko żyję na tym świecie(bo co to jest względem wieczności) więc może jeszcze wszystko przede mną....? ale z drugiej strony...po co mi miłość? jak na razie obywam się bez miłości faceta i żyję....jest mi dobrze. Może wcale nie chcę być zakochana....? oczywiście znajdą się tacy co stwierdzą, że jestem niedojrzała psychicznie, bo nie chcę kogoś pokochać, bo nie czuję potrzeby miłości....może niektórzy z Was stwierdzą, że jeszcze zmienię zdanie.....możliwe, że mają rację, bo czasem zdarza mi się zmienić zdanie na ten czy inny temat.....może znajdą się niektórzy chcący mnie oświecić fenomenem miłości....a ja nie chcę na nowo zaczynać tego tematu....chciałam tylko zabrać głos w tej sprawie, bo wydawało mi się,że mam na ten temat coś do powiedzenia.
Podczas pisania artu towarzyszyła mi muza IRON MAIDEN z albumu "Piece of Mind".

Wilczyca         

P.S. szukam Vegety...(litości, nie mówię o przyprawie, tylko o takim gościu co występował, np. w DragonBall Z)
P.S.2 nie wiem co mój poprzedni p.s. ma wspólnego z tym txtem
P.S.3 a miałam nigdy nie pisać p.s- ów.....