M&M...  Tytuł: Trzy grosze...  Data: 05.09.2002 

Miłość - tyle jest rodzajów miłości, że nie wiadomo jak ma brzmieć jej definicja.
Miłością nazywa się kilkudniowy kaprys i uczucie, w którym nie ma nic z szacunku, i flirt towarzyski, i wystygłe przyzwyczajenie, i romantyczną fantazję czy nagłe pożądanie, po którym następuje niechęć.
To dziwnie głupi stan wewnętrzny, kiedy człowiek nie wie co się z nim dzieje. Chodzi jak wariat (pozdrowienia dla mieszkańców zakładu w Tworkach ;)) i ani w nocy spać, ani w dzień nie może sobie miejsca znaleźć.
Zapomina o rodzinie i znajomych, zaniedbuje pracę, nie zważa na opinię, i za nic ma wszelkie normy. To czar, który rzucamy na siebie wzajemnie (to prawda - ONA również mnie zaczarowała...z powrotem w żabę ;)), by potem nie móc już bez tej drugiej osoby żyć.
Kiedy miłość wchodzi w nasze życie, ulega ono przemianie. Chwieje się i burzy dotychczasowy porządek naszych dni i nocy; w oswojoną codzienność wdziera się nowe, nieznane. Czujemy także, że zaczynamy się zmieniać zewnętrznie i wewnętrznie. Znajomi nie mogą nadziwić się skąd w nas tyle piękna i blasku. A my nie możemy nadziwić się naszym nowym myślom, uczuciom, reakcjom...Jak wąż zrzucamy swoją starą skórę, niczym motyl wyłaniamy się z poczwarki (choć niektórzy zostają w tym pierwszym stadium ;)). Metamorfoza jest bowiem wpisana w istotę miłości. Gdzie nie ma stałej przemiany, ciągłego odradzania się - tam miłość obumiera, zamienia się w rutynę. To właśnie dlatego poeci mówią, że miłość nie ma wieku, ponieważ tylko wtedy istnieje, gdy rodzi się wciąż na nowo - jak dziecko.
Zwykliśmy nazywać ją głupią, ślepą, szaloną. Wychodząc z takiego założenia uważamy, że miłości nie trzeba się uczyć, że ona po prostu jest, przychodzi i odchodzi kiedy chce. I choć na ogół uważamy miłość za najważniejszy sens naszego życia, nie robimy nic lub prawie nic, aby się o nią starać, podtrzymywać, otaczać troską, pielęgnować...
Czy nie dlatego w szkole miłości wciąż jesteśmy niesfornymi dziećmi, które zawsze popełniają te same błędy i zimują ciągle w pierwszej klasie?


M&M...
Autor jest bezrobotnym studentem, rozpieszczonym jedynakiem i (jak twierdzi Lenka - obecna partnerka autora) wspaniałym Kochankiem


PS.
Niniejszy tekst sponsorowały literki M (jak miłość), D (jak...no, nieważne) oraz liczba 69 ;)

e-mail: martinmed@wp.pl <<<