POLUBIĆ AMERYKĘ


Pasibrzuch


      Wyraźnie widać, że nie wszyscy podzielają moją opinię na temat Ameryki. Daleki jestem od jej idealizowania, ale przedstawianie jej jako światowego Szatana nie przystoi nikomu, prócz islamskich fanatyków. Magnus Magneto (AMag 27, "Boże błogosław Amerykę! - kontra") był pierwszym, którego krytyczne opinie o moim artykule do mnie dotarły. Potem wypowiedział się też Miś Eryk (AMag 27, "Kolejny patryjota!") a swoje trzy grosze dorzucił też Mithrandir.

      Już na wstępie pragnę wyrazić ubolewanie, że moje teksty wiele osób odbiera sercem, wątrobą albo jeszcze czymś innym, podczas gdy winny być odbierane, w miarę możliwości, umysłem. Stąd nieco irytują mnie wstępy w rodzaju "Piszę ten tekst gdyż bardzo zdenerwował mnie art niejakiego Pasibrzucha". Magnusie Magneto - bez nerwów odpowiadam, bez nerwów przeczytaj co mam do powiedzenia...


NARÓD WIERZĄCY

      Na moje stwierdzenie, że Amerykanie są narodem wierzącym Magnus Magneto pyta "skąd to wiem?". Otóż wiem to z badań i sondaży opinii publicznej, które podają, że 70% mieszkańców USA uznaje się za osoby wierzące a 50% przynajmniej raz w tygodniu uczęszcza do kościoła. W USA jest 283.000 świątyń - jedna na 865 osób. Odsetek praktykujących religie niechrześcijańskie wynosi 8% (choć trzeba uczciwie przyznać, że ostatnio rośnie). Czy to wystarczające powody, by powiedzieć, że Ameryka jednak wierzy bardziej, niż wiele innych krajów świata? (dane podaję za: Eliza Sarnacka-Mohoney "One nation under God?", "Nowe Państwo" 07/2002)

      Magnus Magneto zauważa, że do Ameryki płynęli głównie protestanci i z grubsza to prawda. Pisałem, że Ameryka jest krajem wyrosłym na chrześcijaństwie, niekoniecznie katolickim. Nie przypominam sobie, bym uznał Amerykanów za katolików.

      Gdy zauważyłem, że Bush nie boi się powiedzieć "God bless America!" Miś Eryk pyta: "A niby czemu miałby się bać?". Ano dlatego, że gdyby coś takiego powtarzał w kółko Polak to "Gazeta Wyborcza" wzięłaby go za oszołoma i radiomaryjowca. "Na przekór całemu światu? A kto im bronił? [wybrać Bush na prezydenta - P]" - cały zlewicowany świat wrzeszczy chociażby na karę śmierci, za którą opowiadał się Bush, że zbrodnia, że ludobójstwo, że barbarzyństwo. "Czy ktoś się odezwał, gdy wybierano Buscha na prezydenta?". Nie oczywiście, że nikt nic nie pisał. O wyborach dowiedziałem się pocztą pantoflową. "Czy ktoś coś mówił, gdy wzór demokracji okazał się nie być wcale doskonałym wzorem, bo w końcu kto to słyszał, aby kłócić się w sądzie o wyniki wyborów?". A gdzie jest lepsze miejsce niż sprawiedliwy sąd aby rozstrzygać takie spory???


AMERYKA PRAWDZIWA I NIEPRAWDZIWA

      To prawda, że "dla większości z nas jedynym znanym obrazem Ameryki jest ten przekazywany właśnie przez TV", ale ocenianie Ameryki na tej podstawie to tak, jak ocenianie polskiej rzeczywistości na podstawie "Kilera". Jest on obrazem tylko pewnego środowiska - kręcenie milionów Polaków, którzy żyją po Bożemu to nie jest kasowy pomysł. I taka jest właśnie odpowiedź na pytanie: "skoro Amerykanie są tacy wierzący i bogobojni to dlaczego tak obłudnie ukazują swój kraj jako siedlisko rozpusty?". Z tego samego powodu, dla którego w Polsce żyje najwyżej kilku morderców na zlecenie a "Kiler" opowiada właśnie o jednym z nich a nie o uczniu liceum, który codziennie starannie odrabia lekcje ani o cioci, która przesyła datki na Caritas. Dalsze tłumaczenie tego wątku uważam za bezcelowe. Każdy kto wie, czym jest kino, wie też o czym mówię.

      Miś Eryk również ma wątpliwości: "Według Ciebie wszystko to co widzimy w kinach jest całkowitą fikcją? Wszystko jest wymyślone? Jest to ciekawe, gdyż sceny z filmów rodem z Hollywood można także obejrzeć w rodzimych Wiadomościach". To interesujące, bo przy całym bogactwie "Wiadomości" te słowa to tylko slogan; nie licząc 11.09.2001 Ameryka filmowa bardzo się różni od rzeczywistej. To banał i dziwne, że ktoś tego nie rozumie. Zresztą - nawet "Wiadomości" są przecież pokazaniem tylko jednej strony medalu - nikt nie pokazuje tam rodziców idących na spacer z dziećmi, ojca będącego przy porodzie swojego pierwszego synka, gościa pomagającego wyjść babci z autobusu itd.
      Gdy piszę, że "serce tego kraju bije w głębi kontynentu, z dala od wielkich metropolii na wybrzeżu, poza zasięgiem filmowych reżyserów" Miś Eryk odpowiada: "W głębi kontynentu amerykańskiego jest wielkie pustkowie!". Doprawdy? Jak rozumiem wszystko co nie jest wielomilionową metropolią jest od razu "pustkowiem"? Polska, poza może Warszawą, to też "wielkie pustkowie"??
      Aby zobrazować chore poglądy wielu ludzi na Amerykę cytuję Misia Eryka. Ten fragment dobrze pokazuje, jak holywoodzkie filmy robią sieczkę z mózgu: "Chodzi Ci o tych prawdziwych Amerykanów, którzy polują na prerii na obiad? O tych, którzy codziennie chadzają do kościoła i od czasu do czasu spalą jakąś czarownicę? O tych, którzy przed współmieszkańcami udają bogobojnych, a w bagażnikach samochodów wożą obok wielkiej spluwy ciało zgwałconej przed kilkoma godzinami dziewczyny? Czy może o tych, którzy modlą się do zbawicieli, którzy udają nowe wcielenie Chrystusa?". W finale Eryk krzyczy już: "Kraj rozpusty i moralnej zgnilizny! Kraj w którym dzieci mordują swoich rodziców, gdzie w szkołach jest ochrona, gdyż istnieje zagrożenie użycia broni przeciwko niewinnym ludziom!".
      Brawo, brawo. Co do szkół - bałagan jest tylko w państwowych, które powoli ustępują coraz powszechniejszym szkołom prywatnym, często chrześcijańskim (państwowe wypadają z obiegu wszędzie, gdzie wprowadzi się "vouchery", bony oświatowe). Do reszty krzyków Eryka się nie ustosunkuję - każdy niech zrobi to sam.
      "Kraj ludzi bogatych, gdzie bezrobocie jest równoznaczne z bezdomnością i brakiem emerytury!", tylko pytanie brzmi dlaczego w takim razie tysiące młodych ludzi z całego świata pcha się tam drzwiami i oknami?? "Kraj szczęśliwości, gdzie nikt nie ogląda się na ludzkie nieszczęście, byleby tylko zarobić jak najwięcej!" a to, że prawie połowa młodych ludzi udziela się społecznie, głównie w organizacjach charytatywnych to oczywiście kłamstwa??
      "Sprawa tzw. wzorcowej wolności amerykańskiej" to oczywiście pewne uproszczenie. Niemniej jednak Amerykanie jak chyba żaden naród na świecie mają ten zmysł umiłowania wolności, której odebrać sobie nie pozwolą. Magnus Magneto pisze coś o wielkich wpływach CIA powołując się na "Matnię" niejakiego Leonarda (?). Hm, aż mi to głupio tłumaczyć, ale to tylko książka, drogi Magnusie...

      Mithrandir natomiast stwierdził: "ja nie uważam Ameryki za oazę dobrobytu". Oczywiście - fakt, że USA ma największy produkt krajowy brutto na świecie a z 25 największych firm świata 18 to firmy amerykańskie (tylko tyle mieszczą moje tablice geograficzne, dane z 1996) - to wszystko nic nie znaczy.
      Cieszę się bardzo, że Mithrandir wyjaśnił mi różnicę między USA i Ameryką. Wydawało mi się, że w zwyczaju jest stosować te zwroty wymiennie bo wszyscy wiedzą o co chodzi. Okazuje się jednak, że nie wszyscy. Następnym razem, odpisując Mithrandirowi będę pisał Stany Zjednoczone Ameryki Północnej a mieszkańców tego kraju przestanę nazywać Amerykanami, a zacznę Stanozjednoczonopółnocnoamerykanami. Czy dobrze? :)
      Mithrandir dodaje też, że "zna osoby które na stałe tam mieszkają i wszystkie twierdzą że tam wcale nie jest tak wspaniale". Hm, to zależy czego ktoś szuka. Jeśli raju na ziemi, to raczej się rozczaruje. Jednak mój wujek pojechał tam i dzięki ciężkiej pracy i latom nauki dziś żyje - z polskiej perspektywy - jak w bajce. Jest lekarzem, ma piękny domek, dobre samochody, sporą rodzinę. Dla ludzi nie bojących się ciężkiej pracy Ameryka faktycznie może spełnić marzenia!

KTO ROZDAJE KARTY?

      Trudno mi się zgodzić, że "Amerykanie są zbyt zadufani w sobie". Przypuszczam, że jest to wrażenie ludzi, którzy nadal nie doceniają roli USA w dzisiejszym świecie. Pomijając, czy należy się z tego cieszyć, czy nie, Ameryka jest największym mocarstwem świata, które w tej chwili wyprzedza całą resztę o kilka długości militarnie i gospodarczo. Czy tego chcemy czy nie - w polityce światowej to oni rozdają karty, dlatego wrażenie, że "starają się odgrywać role jakiegoś ogólnoświatowego paladyna" jest oczywiste.

      Jasne, iż są ludzie i państwa, które "chcą rozwiązywać swoje problemy sami bez ingerencji USA". Pytanie brzmi, czy mamy czekać aż Irak poradzi sobie z Husajnem ryzykując zdobycie przez niego broni atomowej? Czy winniśmy byli czekać, aż Talibowie złożą broń i przestaną wspierać Al-Kaidę albo obali ich Sojusz Północny ryzykując tym samym kolejne zamachy??


DOSZYWANIE GĘBY

      Miś Eryk natomiast postanowił nie bawić się w dyskusję z moim tekstem, ale już na wstępie przyszył mi gębę, coby mu potem łatwiej było mnie skompromitować. Zalicza mnie on do ludzi, którzy "woleliby urodzić się w innym kraju". To oczywiście bzdura. Kochając Polskę można szukać na świecie dobrych wzorców, które moglibyśmy nad Wisłą wykorzystać. Miś Eryk zakłada zapewne, że lepiej przysłuży się Polsce gnojąc Amerykę, niż biorąc z niej w tym i owym przykład.


WOLNOŚĆ

      Eryk "nie jest pewny, ale chyba zezwolenie na noszenie broni Amerykanom na dobre nie wychodzi". Zwraca uwagę, "że duża część morderstw jest popełniana z legalnej broni". Pierwsze: Skąd takie dane? Jakieś wiarygodne źródło czy przypuszczenia?? Drugie: jakie to ma znaczenie z czego popełniane jest przestępstwo? W Polsce większość wypadków powodują legalni kierowcy z prawem jazdy, za kierownicą legalnego samochodu i co z tego wynika? Większość przestępców ubiera się w legalne kominiarki i co? To wszystko nie ma znaczenia - liczy się czyn, wtedy możemy dopiero mówić o przestępstwie. Trzecie: a może wiesz ilu Amerykanów obroniło się przed napaścią dzięki temu, że posiadali broń??

      Najbardziej zaś zasmuciło mnie stwierdzenie Misia Eryka jakoby "podatki w Stanach nie są najniższe, a na pewno nie są niższe niż w naszym kraju". Smutno mi dlatego, że skoro Miś napisał taką bzdurę - to widać był pewien, że jest to prawda. Zła wiedza jest gorsza od niewiedzy. Weźmy badania Centrum im. Adama Smitha. Co roku podają oni, kiedy nastąpi Dzień Wolności Podatkowej, czyli symboliczny moment, od którego pracujemy na siebie a nie na państwo. W Polsce wydatki publiczne w 2002 miały wynieść 47,6% wytwarzanego PKB. A więc prawie połowa dóbr wytworzonych w Polsce trafia w kieszeń państwa. Dzień Wolności Podatkowej wypadł więc po 182 dniach roku. Dla porównania: w krajach UE po 165 dniach, strefie euro 163, Wielkiej Brytanii 151 a w USA po 130 dniach! Podatki są tam więc o jedną trzecią niższe!! (dane podało wiele mediów, podał też "Wprost" 27/2002)

      Już z powyższych danych wynika, że w USA więcej jest wolnego rynku niż u nas, na kontynencie. Jednak amerykańska wolność gospodarcza coraz szybciej odchodzi jednak w przeszłość. Bush, po którym spodziewano się powrotu do wolnorynkowych korzeni Ameryki, w istocie jest skłonny stosować rozwiązania socjalistyczne i populistyczne. O tym, jak od ery Ronalda Reagana USA staczają się gospodarczo na lewo, pisać nie będę. Polecam tekst Magnusa Magneto "USA, a wolny rynek" (AM 28). Tam wszystko wyłożył jak trza. Jeśli jednak przeczytacie te wszystkie rewelacje pamiętajcie nadal o Dniu Wolności Podatkowej, elastycznym prawie pracy i stosunkowo małej ilości przepisów, które czynią Stany krajem - mimo wszystko, jak na dzisiejszy świat - bardzo prorynkowym.

      Nawet nie wiem jak odpowiedzieć na ostatnie słowa Eryka. Gdy napisałem "Boże błogosław Amerykę" on odpowiada "Jak możesz tak pisać? Całe życie jesz polski chleb! Polska Cię wykształciła, wykarmiła, a ty dzisiaj wypisujesz, żeby Bóg Amerykę błogosławił? O nie kolego! Bóg niech błogosławi Polskę!". Przykro mi to pisać, ale widocznie Eryk reprezentuje mentalność islamskich fanatyków, skoro zakłada, że pragnąc Bożego błogosławieństwa dla Ameryki, nie można go pragnąć również dla Polski.



Europo, oddaj mi swoich biednych i zniewolonych, wątpiących i pozbawionych nadziei. napis na Statui Wolności w Nowym Jorku

Uwaga! Artykuły opublikowane w tym wydaniu Action Maga są ostatnimi tekstami mojego autorstwa na jego łamach. Przeprowadzka uniemożliwi mi dostęp do komputera i Sieci. Zdaję sobie sprawę, że niektórym z was spadnie kamień z serca, gdy wypowiem w końcu to słowo: Żegnajcie!

Pasibrzuch