Ostatnio złożyło się tak, że miałem małą "niewydolność jelit". Trwało to długo, więc musiałem udać się do pobliskiego lekarza. Niestety mój lekarz pierwszego kontaktu miał akurat nieczynne i musiałem dreptać do Łodzi. Pojechałem pociągiem i zacząłem szukać najbliższej poradni. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem. No więc ląduję na Piłsudzkiego i pytam się o jakąś poradnię lekarską. A facet mówi: Tu jest, na rogu, ale niech pan lepiej nie idzie, bo słyszałem że tam pobierają nadprogramowe ilości krwi. Bardzo pozytywnie mnnie to nastroiło. Zwłaszcza że nie idę na badania krwi. Powiedziałem facetowi w czym rzecz, a on: To tym bardziej, wyssą panu całe jelita, albo każą łykać takie płyny i potem...
Miałem go dosyć. Złapałem tramwaj i na Piotrkowską. No i jest!!! "Poradnia czynna od 8:00 do 18:00" - głosił napis w bramie. No to ja ucieszony wchodzę, jedno piętro, drugie... widzę w kółko jakieś biura. Pytam się kogoś: "Przepraszam, gdzie tu jest gabinet lekarski?". A ta baba mi mówi "no tam, dwa piętra w górę". Poszedłem, ale tam było tylko jedno piętro! To gdzie był ten gabinet? Na dachu? Ale widzę drzwi z charakterystycznym symbolem. No nareszcie. Otwieram drzwi i podchodzę do rezerwacji, a ta z okienka mi mówi "Pan do kogoś, czy na zabieg?" No to ja pytam: "Jaki zabieg?" A ona: "No, wyciecie wyrostka, operacja, USG?" "Co?"
Szybko czmychnąłem z tego miejsca, bo bałem się że nie wyjdę stad z własną d***. Jest godzina 12:00. Kilka pięter niżej znalazłem w końcu gabinet szczepień i badań i takich tam. Ale ja tam widzę "ZAMKNIĘTE" Patrzę na zegarek - nie ma jeszcze 18:00!!! Drzwi zaryglowane, a zza nich dobiegają jakieś odgłosy. Ekhm... to ja już pójdę.
Znalazłem w końcu przychodnię, gdzieś dalej na Piotrkowskiej. Nie mogłem wytrzymać, byla już 14:30, a ja byłem głodny. Więc najpierw coś zjadłem, a potem udałem się do lekarza(NARESZCIE!!!). Wchodzę, a tam kilka pań w kolejce. Pytam: "Przepraszam, kto ostatni?" "Ja!" odezwały się chórem dwie baby. No to mi pomogły strasznie. Okazało się, że tam czasem są wielkie kolejki i pacjenci dostają numerek, żeby wszystko było w porządku. Dlatego też dwie baby dostały ten sam numerek(nie wiem czemu) i kłóciły się, która pierwsza. Dziwię się - czemu te numerki są tak wysokie? Przecież siedzi tam ok. 6 osób i ja! Ano, ktoś w rejestracji powiedział mi, że pacjenci rezerwują sobie numerek telefonicznie i kiedy przychodzą, mają prawo zająć miejsce w kolejce wg. numerka. Nic to, gdyby nie fakt iż miałem numerek 80! Kurczę, niedlugo zamykają, a tu się jeszcze 74 osoby przede mnie wepchną? I chyba wykrakałem bo w jednej chwili przyszło z 10 osób i każdy zajął miejsce przede mną, machając mi "lepszym" numerkiem. Zacząłem się bać, czy jestem we właściwej kolejce. Na szczęście byłem.
Sytuacja diametralnie się zmieniała. Cały czas przychodzili nowi pacjenci szczycący sie posiadaniem wyższych ode mnie numerków. Ale potem odetchnąłęm. Przyszedł ktoś z numerkiem "gorszym" ode mnie! I z początku usiadł za mną, a potem powiedział, żebym go przepuścił, bo on się spieszy: "Panie, ja zatwardzenie mam, muszę szybko coś dostać". Ale go nie puściłem.
Godzina 16:10. Nagle uświadomiłem sobie, że w kolejce siedzą już wszystkie numerki!!! Ja to współczuję tym lekarzom. 81 pacjentów w dzień! Na dodatek połowa z nich była tam, bo wydawało im się że coś ich boli, albo co. W końcu chciałem zaprzestać temu siedzeniu i czytaniu tych samych pism. "Dobra, zrywam się" - pomyślałem. Wstaję, a tu baba z rezerwacji: "Gdzie pan idzie"? A ja: "Przepraszam, nie chcę siedzieć w takiej kolejce". Ona: "A nie mógł pan wcześniej? Pan sobie wyobrazi że ci ludzie tu czekają, a pan ich blokował i teraz pan idzie?" No to się wkurzyłem, bo za mną był jeden pacjent!!! Machnąłęm jej numerkiem przed nosem i poszedłem.
Na Piotrkowskiej jak zwykle paradowało pełno ludzi. to było już ok. 16:50, gdy znalazłem dwa gabinety lekarskie obok siebie. Myślę sobie: "Dwa? Konkurencję sobie robią, czy jak?". Wchodzę do jednego z nich i widzę pełno ludzi z psami i kotami. Ups, to chyba weterynarz. Nieee, ja potrzebuję zakładu dla innych zwierząt, czyli ludzi. Wchodzę a tam... trzymajcie się... FRYZJER!!! Już chciałem powiedzieć "Pomyliłem drzwi", gdy meżczyzna powiedział mi "Pan do mnie, czy do lekarza?" Ja: "Do lekarza... a gdzie to jest?" On: "Piętro wyżej". No... mam przykre doświadczenia z piętrami. O! Jest! "G A B I N E T L E K A R S K I." Wchodzę, mówię lekarce w czym problem. No to ona mi zapisuje jakieś tabletki i mówi, żebym pił rano wodę z mlekiem i miodem(!). Mówiła też "Kompot ze zgniłych jabłek też będzie na miejscu". "Zgniłych?" - spytałem. No to ona mówi, że to jakaż nowa metoda, że z Indii, że tam się coś takiego pije... Nieważne. Namawiała mnie do zrobienia rentgena pleców. Czemu pleców? A bo tam są bliżej nerki umieszczone. Kurczę, to już chyba USG lepsze! Potem namówiła mnie na badania moczu i krwi. No dobra. W moczu faktycznie cos z tego jest, ale po co krwi? Aha, dla ostrożności. Każe mi wsuwać owoce. No dobra, owoce jem od zawsze, codziennie. Ale ona(żeby nie wyjść na wielbłąda) mówi, że jem za mało. Chyba mnie szlag trafi. Aha i żebym nie jadł żurku, czyli zalewajki. W życiu! Nigdy przenigdy nie odmówię sobie mojej ulubionej zupy! Zapytała czy mnie brzuch boli. Powiedziałem że nie. A ona mówi że może na wszelki wypadek wycięliby mi wyrostek. Ciekaw jestem w jaki sposób? Chyba najpierw wsadzą mi go tam z powrotem, bo już go nie mam! Wziąłem receptę i poszedłem do pobliskiej apteki kupić co trzeba. A tam oczywiście kolejka. Tak się wściekłem, że w końcu musiałem zaspokoić swoje potrzeby fizjologiczne. Udałem się do toalety i... ulga! I dopiero teraz zdalem sobie sprawę, że ta cała odyseja była... PO NIC!!!
Dobra. Wzorem Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina napiszę coś optymistycznego. NIECH ŻYJE REFORMA SŁUŻBY ZDROWIA!!!*

MiszCZu(np. "Pędzi pędzi karetka, pavulon mają w dłoni, pędzi pędzi i pędzi i zaraz cię dogoni...")

PS.Produkcję naszego leku sponsoruje zakład pogrzebowy "Sam się zakop".
PS2.Przy okazji, napiłem się tego kompotu ze zgniłych jabłek. Strzezcie się lekarzy, bo będziecie mieć niestrawność jak ja teraz.






* - niech ich wszystkich trafi szlag!