Lekcja 1

Lekcja z zmionionego progamu

Programu Życia


Wychodzę na ulicę i widzę brud, nędze oraz śmierć. Idę ulicami mego miasta i czuję się jak na śmietnisku. Na prawo wraki samochodów, na lewo wraki ludzi... Wszędzie widać niesprawiedliwość, która zżera ten kraj od środka. A mówili, że idziemy do europy, że jesteśmy cywilizowani, że nie jesteśmy zwierzętami. Racja. Żadne zwierze nie niszczy swego środowiska, nie dewastuje swojego domu- Ziemi. Żadne zwierze nie zabija dla przyjemności zabijania. Płynę rzeką swego życia i czuję, że zamienia się ona w bajoro. Moim oczom ukazuję się ludzka chciwość, głupota i nienawiści. Płoną miasta, płoną domy w tylu krajach. Śmierć gości tam non stop, ale tu nikt tego nie widzi. Giną miliony w bratobójczych walkach i nikt nie zwraca na to uwagi. Słyszę tylko: "Niech się powyrzynają to będzie spokój." Bez uczuć. Bez emocji. Tacy są ludzie XX wieku. Widzę gościa, który ocieka forsą i bogactwem przechadzającego się wśród biedy i jej dzieci. Nędzarzy, sierot, bezdomnych, bezrobotnych, pokrzywdzonych przez los i porzuconych przez rodzinę. Kontrasty. Niektóre psy mają lepiej od niektórych ludzi. Państwo prawa. Cywilizowany Świat. Czy cywilizacja oznacza ból dla jednych, a radość dla innych? Jeśli tak to chcę żyć w czasach prehistorycznych. Pragnę tego. Chodź coś mnie trzyma na tej planecie i w tym czasie. Wcale się nie różnię od nich. Ale ja nie mogę na to patrzeć. Nie mogę patrzeć na dziesięciolatka palącego papierosy, nie mogę żyć na jednym globie z kimś, kto sprzedaje narkotyki dzieciom, nie mogę mieszkać pod jednym niebem z zabójcą i nie mogę zrozumieć, dlaczego nie spotyka ich za to kara. W takich momentach wątpię czy Bóg jeszcze o nas pamięta, czy nie zapomniał, nie zostawił swojego pierwszego projektu. Nieudanego. Przegranego. Straconego. Może gdzieś tam wśród gwiazd spróbował jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze raz? Może byliśmy od początku przegrani? Dlaczego tak musi być? Pewnie musi, bo musi. Możliwe, że musimy żyć na zadupiu galaktyki. Jeśli tak to ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem tych, co kradną, biją, gwałcą, zabijają i oszukują, ale również tych, co na to patrzą. Wzrokiem obojętnym, bez uczuć i pełnym nienawiści oraz bólu. Bólu, który sami sobie zadają. Zadają w sposób perfidny, świadomy i najgorszy z możliwych. A ja widzę ten ból w ich oczach, w ich gestach, w ich zachowaniu i w ich słowach. Trupy, a nie ludzie wędrują po tym świecie i wieje od nich wiatr zgnilizny. Czuć od nich swąd ich spalonych ciał. Ja tego nie wytrzymuję. Już dłużej nie mogę i nie dam rady. Jestem nad przepaścią. Muszę stąd odejść. Z tej Niniwy, Sodomy i Gomory naszych czasów. Jednak gdzie? Wszędzie czeka mnie to samo. Ten sam ból, to samo zło, ta sama niesprawiedliwość i ten sam zapach czegoś złego drążącego nasze społeczeństwo. Jednak wiem, że jest droga, ścieżka, wyjście. Ostateczność, ale konieczna. Czy jedyna? Nie wiem, ale tylko taką znam. Tylko taką widzę. Tylko o takiej wiem. Muszę podjąć decyzję. O czym tu myśleć? Co mnie tu trzyma po za krzywdą, cierpieniem, strachem i nienawiścią? Podjąłem już decyzję. Czas skierować swe kroki nad przepaść. Przepaść, której dno jest wypełniona takimi jak ja. Pragnącymi czegoś innego, lepszego, ale niepotrafiącymi nic zmienić. Idę przez brud, kurz i grozę Ludzie mnie omijają. Domyślają się, co chcę zrobić. Jednak nikt nie krzyknie, nie zatrzyma, nie pokaże innej rzeczywistości. Lepszej, piękniejszej, sprawiedliwszej. Po prostu posiadającej sens. Bo takiej nie ma. Wszystko, czego oni się trzymają to kłamstwa, namiastki prawdy. Więc idę. Już jestem nad przepaścią i widzę je. Mają z cztery latka i są tu. Nad krawędzią, przy końcu drogi i życia. Ale one nie są tu po to, co ja. One się tu bawią. Młodzi chłopcy i dziewczynki widzą jasne strony w tym bajzlu oraz burdelu pseudoegzystencji. I nagle ja też to widzę. Widzę ich oczami, słyszę ich uszami, czuję ich nosami i dotykam ich dłońmi. Wiem, że to też tylko kłamstewka, ale one o tym nie wiedzą. Nie tak jak ci inni, którzy prawdę ukrywają. One jej nie znają. I nagle pragnę, aby nigdy jej nie poznały. Nie zrozumiały gdzie się urodziły, gdzie żyją i gdzie przyjdzie im umrzeć. Wiem, że nie ukryję przed nimi rzeczywistości, ale chcę ją zmienić. Czuję, że jestem na straconej pozycji, na przegranym miejscu i nie mam, po co nawet próbować. Jednak tli się we mnie lekka iskierka. Iskierka nadziej, wiary i uczuć. Będę ją pielęgnował. Już nie jestem pesymistą. Nie jestem też optymistą. Jeszcze nie, ale może kiedyś. Niosę swoją iskierką w noc naszego ziemskiego Sigil.

Wolność dla palestyny!!!!!(serio)

DAK'KON