"Do you have a friend? No? You don't have a reason to... be happy?"
Wiecie kim jest przyjaciel? Prawdziwy przyjaciel? To jest ktoś, komu możemy zwierzyć się z naszych najgłębszych marzeń, myśli, emocji. Mellon (to elfickie słowo oznacza przyjaciel), powinien być inteligentny (chcecie rozmawiać z kimś kto nie zrozumie waszych słów i intencji? Ja dziękuje, poczekam na kogo innego), mądry (mądrość, a inteligencja to zupełnie co innego. Musi mieć w końcu wiedzę o wielu rzeczach), szczery, otwarty i... uczciwy. Nikomu byśmy nie powierzyli własnych uczuć, jeśli ten ktoś nie zachowa tego tylko i wyłącznie dla siebie. To była krótka definicja jak powinien wyglądać (a raczej, jaki powinien mieć charakter), przyjaciel. Hmmm... W tym arcie chciałbym napisać trochę o tym jak ja spotkałem swego mellon.
Niektórzy ludzie wierzą, że zaprzyjaźnić się z człowiekiem o innej płci jest niemożliwe... W pewnym sensie mają rację. Kobiety i mężczyźni myślą innaczej, ale spotyka się pewne wyjątki. Te wyjątki myślą tak samo, mają takie same poglądy i rozumieją się. Każdy z was ma kogoś takiego, wystarczy rozejrzeć się lub obserwować innych. To był optymalny sposób. Ja spotkałem taką dziewczynę, która jest mi w pewnym sensie bliska. Pierwszy raz zobaczyłem ją w pewnej miejscowości (tips dla ludzi spoza podkarpacia: można odbyć tam terapię jodową, tylko nad morzem i w tych lasach występuje jod w Polsce). Przechadzała się z koleżanką ze szkoły. Mojej klasy. Wtedy pewnie nawet nie zwróciłbym na nią uwagi. Ale coś przykuło mnie do niej. Sam nie wiem co... Początek roku szkolnego. W 2 klasie gimnazjum, doszła do nas pewna osoba. To była właśnie Ona. Wystarczył mi tydzień. Po tym tygodniu znałem ją najlepiej z całej klasy. W mojej klasie, było wiele osób, które z niechęcią odnosiło się do nowych. Jeśli nie był on wulgarny i/lub nie palił, to był nikim. Ja należałem do tych, którzy byli nikim. Stawiałem opór. Gdy trzeba było, biłem się (na szczęście goście zniechęcali się już przed walką. Byłem najwyższy z całej klasy... może i szkoły). I cieszę się z tego. Cieszę się, że nie zostałem degeneratem. I dzięki temu, mam teraz przyjaciółkę. Wbrew pozorom przyjaźń damsko - męska, może przetrwać. Zaczęło się od tego, że przez przypadek (taaa, jasne, sama mi powiedziała), zdobyłem jej e-maila. Wysłałem. Następnego dnia po szkole, siedzieliśmy w parku i... rozmawialiśmy. Z dala od wścibskich uszu innych uczniów. Z dala od zgiełku miasta. Tylko inni ludzie pogrążeni we własnych sprawach. I cieszę się cały czas, że mogę się do kogoś odezwać, że mogę z kimś normalnie porozmawiać, z kimś kto nie słucha hip-hopu. Prawie wszyscy (jest około 20 wyjątków, ale gimnazjum liczyło ok. 200 uczniów) byli pozerami. Słuchali hip-hopu. Nawet nie byli skatesami (w całej szkole było tylko 2 skejtów, oni należeli do wyjątków). Wszyscy wyglądali tak samo. Szerokie spodnie. Szeroka bluza. Fajka w ustach (i wcale nie chodzi mi tu o szlachetną odmianę fajki, jaką używał Gandalf). A słowa wypowiedziane przez nich, proszą o pomstę do Nieba. "Jak ci k***** prz**********, to ci k******* (tu następuje niezrozumiany bełkot)". Dziewczyny, przeważnie, zachowywały się w miarę przyzwoicie. Nie paliły, wprost tępiły palenie. Jednak coś je ciągnęło do degeneratów. Na "dyskoteki" szkolne nie chodziłem. Po co? Żeby pić, palić i być pobitym? Było parę przypadków, że pojawili się dealerzy (skąd oni się tam wzięli? Przeciek informacji?). Zjawiła się policja. Tylko raz. Nigdy więcej, po wiadomości, że handlarze są w środku. Pojawiała się tylko przy poważniejszych incydentach. Całe gimnazjum przeżyłem tylko dzięki Niej. Gdy miałem zły humor/ważne sprawy, chodziłem do Niej. Spotykałem się z nią praktycznie codziennie. Wszędzie byliśmy razem. I nic nas nie rozdzieliło. Gimnazjum się skończyło. I teraz siedzimy w tej samej szkole (więzieniu;). Przepisałem się do Jej klasy. I jestem szczęśliwy. Bo mogę z nią być dalej. Kroczymy dalej tą samą ścieżką. Powiem tak jak Triss Merigold: Będę... Będę dumny, jeśli będę walczył u Twego boku, przyjacielu. A wy? Możecie powiedzieć to samo?
THE FATE OF THE WORLD, SOON BE DECIDED
PS: Pozdrowienia dla Mellon. Waszych przyjaciół też pozdrawiam.
PS2: Hmmm... według mnie, ten tekst, wyszedł mi za bardzo romantyczny.. Ale ja się tym nie przejmuję, ważna jest treść, nie forma.
PS3: Słowo "przyjaciel" nie powinno być rzucane na wiatr. Najpierw pomyślcie, jeśli nazwiecie tak kogoś. Tak samo jest z "kocham".
PS4: To jest najbardziej poważny art jaki napisałem w życiu. Zmieniam profil, zacznę pisać o rzeczach ważnych.
PS5: Jeśli ten art, nie zostanie zamieszczony, będę go przysyłał Qn'iowi, tak długo, aż sie pojawi :).
red_storm (w porywach black_storm lub Observer;)