JEŚLI CHCESZ COŚ NAPISAĆ...
Tak się ostatnio złożyło, że napisałem różne rzeczy sposobem poniekąd przypadkowym i bezcelowym. Chcąc nauczyć się szybkiego pisania na klawiaturze, musiałem oczywiście pisać, pisać, pisać, czyli w jakiś sposób zapełnić bajty i kilobajty plików tekstowych (zachowywałem je!). Dzięki temu nie poddawałem się żadnej presji; wiedziałem, że mogę pisać cokolwiek i napisałem po prostu cokolwiek. Słowa przychodziły same, podczas kiedy ja nie wiedziałem nawet, jak będzie brzmiało następne zdanie. Może w ten sposób napiszę kiedyś sensowne opowiadanie? Hmmm...
To, co przytaczam poniżej powstało właśnie w ramach ćwiczeń, pobocznie, niechcący. Jest to (cokolwiek bądź) głupie i bez sensu, więc będzie pasowało do znacznej części artów z AM:
***
"Zdzisław Story" v. 1.0323
Zdzisław, którego wszyscy w okolicy nazywali rzeźniczkiem, postanowił wykorzystać swoje umiejętności do założenia biura zatrudnienia. To szlachetna praca: pomagać ludziom w znalezieniu pracy i to w dodatku w czasach, kiedy bezrobocie stało się masową plagą społeczną. Niestety, był jeden problem. Zdzisław potrzebował kasy... a mógł ją zdobyć tylko w jeden sposób (nie mógł bowiem zapracować na nią w biurze zatrudnienia, ponieważ nie miał kasy na jego założenie; ani w innej pracy, bo musiałby ją najpierw znaleźć poprzez biuro). Sposobem tym było rozwalanie tego wszystkiego co się ruszało dookoła Zdzisława, a następnie sprawdzanie, co to takiego było, a na końcu sprawdzanie, czy to coś ma (miało) przy sobie kasę. No i oczywiście ostatnim punktem było zabieranie tej kasy dla siebie i gromadzenie jej tam gdzie trzeba.
Później, kiedy Zdzisław, zręcznie umykając policji, uzbierał już sporo wartościowych rzeczy (23,350 zł w banknotach; talon na syrenkę; dwie kartki na cukier; bilet na koncert Ryszarda Rynkowskiego; scyzoryk; osiem jednogroszówek (?) czechosłowackich z lat 1980-86; znaczki z Papieżem; legitymację członka Międzynarodowej Unii Karate; złoty ząb, dwa sztuczne i cztery prawdziwe które to zęby leżały z niewiadomych powodów niedaleko ofiar i z równie nieznanych powodów były poplamione czymś czerwonym)... co ja tam...? Acha! No więc, po zgromadzeniu tych wszystkich skarbów Zdzisław uznał, że nie będzie zakładał biura, żeby mieć kasę, bo już miał kasę, wprawdzie potrzebną na założenie biura, ale jednak to była kasa, więc Zdzisław uznał, że skoro ma kasę, to nie musi jej wydawać na założenie biura pracy, żeby mieć kasę, skoro ma kasę. Poza tym gdyby pomógł jakimś ludziom w znalezieniu pracy, to oni też zdobywaliby kasę, więc stanowiliby konkurencję dla Zdzisława. Posiadając środki finansowe, czyli że Zdzisław miał kasę, postanowił ją spożytkować, to jest wydać. Poszedł na piwo.
Morał 1: Nie uczcie się logiki na studiach, tak jak pan Zdzisław, bo wewnętrzne spory i konflikty logiczne nie pozwolą wam otworzyć biura pracy;
Morał 2: Nie bądźcie materialistami i kasę, którą zarobicie na rozbojach i rabowaniu niewinnych ludzi przeznaczcie nie na piwo, ale lepiej na przykład na fundusz walki z napadami w biały dzień;
Morał 3: Przestępcy z marginesu, którymi ludzie tak gardzą, też mają bogate życie wewnętrzne i ambitne, moralne cele! (Tylko że im nie wyszło, tak jak na przykład biednemu (?), pechowemu panu Zdzisławowi.)
***
W ten sposób otrzymałem powieść z wielowarstwowym wątkiem, wielopiętrowym zakończeniem, wielopoziomowym przesłaniem, wielokrotną sferą fabularną i wielce wielką metaforyką.
Zanim ten art zamieni się w coś, czym obawiam się, że już jest, kilka uwag nawiąujących co do tytułu. Są różne rodzaje/metody pisania artów, opowiadań, wierszy etc. (wybaczcie mi to arcybanalne stwierdzenie). Niektórzy piszą w sposób "naukowy", trzymając się z góry ustalonego planu. Wyniki są czasem dobre, ale trwa to strasznie długo. Na czym zatem polega moja arcygenialna metoda pisania? (Wspominałem już o niej?) Chodzi o przeciwieństwo, czyli zaprzeczenie powyższej metodzie. Po prostu nie można robić żadnych przerw podczas pisania, czyli pisać bez przerwy co do łba strzeli :-) W ten sposób wychodzą rzeczy bezmyślne, dziwne, genialne, niepotrzebne skreślić. Potem można samemu czytać, co się napisało i włosy stają dęba na głowie z zaskocznia. Jednocześnie można nauczyć się szybkiego pisania na klawiaturze; nawet na dziesięć palców i bez patrzenia na nią. O Boże, co za bzdury!!!
Aby uczynić zadość tradycji i aby ten przypadkowy zbiór znaków bardziej przypominał coś, co niektórzy nazywają artem, dodam kilka klasycznych rzeczy. Zawsze o tym marzyłem...
Po pierwsze: czego słuchałem (dwa lata temu na koncercie disco polo, he he) podczas pisania.
Na przykład:
Mój Komputer - Brzęczenie Wiatraczka
Brak Bodźców Akustycznych - Niezmącona Cisza
Die Ärzte - Rebell
Die Ärzte - Paul Der Bademeister
Die Ärzte - I Hate Hitler
Die Ärzte - Tschuldigung Bier
Nine Inch Nails - The Perfect Drug
Nine Inch Nails - Wish
Electronic Boy 99 - Mendit Jungen Kirszen Szlajsen
Clinical Implants - Tyle Było Walenia
Po drugie: pozdrowienia.
Dla mojego ulubionego korespondenta Wiadomości: Mariuszamaxkolonkonowyjork (pseudo "bYznees").
Po trzecie: mnóstwo PS.-ów.
PS. Punks not dead!!!
PS.2 Czy wiecie, że w GTA1 jest tryb bullet-time!? Wystarczy wciskać znak "+" na klawiaturze numerycznej...
PS.3 Ciemnogród to ściema!
PS.4 Czy wiecie, że 2.384.992 mieszkańców Ziemi dłubie w nosie w tej chwili?
PS.5 A jaa maam już dooość!! No kurde czego!? Wiśniewskiego!!!
PS.6 Czy wiecie, że KoRn to po niemiecku wódka żytniówka, czysta?
PS.7 Precz ze wszystkim!!!
PS.8 Sorki za ciężkawe poczucie humoru, ale piszę to ostatniego dnia wakacji (buuuuu...).
Po czwarte: jakieś głupie hasło na koniec każdego arta (kiedyś przejmę władzę nad AM!! buhhahahahaahaaaauaahaaahahaa!!!)
and... (GOD) SAVE THE GAME (IN SLOT 001)
and... GOD SLAVE THE QUEEN!!
and...
...i słuchajcie bawarskiej muzyki ludowej.
Po ostatnie: mógłbym walnąć jakiś cytat tudzież aforyzm, ale nie zrobię tego.
Bezwzrokową symfonię na dziesięć palców napisał:
WUNDŻUN vel Voona Tha Mastah