Jan T - to już legenda...
Ogólnie zaczęło się tak: "każdy dobry nawet ja", rzekł pewnego pięknego popołudnia rudowłosy dżentelmen w luksusowym garniturze. To zdanie wywołało burzę w mediach i po kilku
pięknych dzionkach stało się faktem...Oto niejaki Zbysiu Boniek piłkarz nad piłkarze ostał się trenerem
jednej z najlepszych jedenastek świata, ciągle zajmującej wysokie miejsce w rankingu FIFA i z tym ogromnym potencjałem drzemiącym w nogach futbolerów wyruszył na podbój piłkarskiej Ojropy, jakby to powiedzieli Niemcy...
Na jakiś miesiąc przed pierwszym meczem eliminacji ME 2004 urządził sobie sparing (tzn. rywala poniekąd Zbysio wybierał, obok Jurka Engela) z Belgami, który wypadł jak wypadł. Niby to Żurawski strzelił gola, niby to błędów było mało, ale wypadło toto
wszystko jak kręgi lędźwiowe staruszka z funduszu emerytalnego. Bonio jednak nijak nie mógł się obronić przed krytyką jego najlepszego przyjaciela i doradcy, pazernego na punkcie każdej pezetpeenowskiej posady i każdej sumy wypłaty znanego i kiedyś tam gwaizdorskiego pana Jana T. Nie wiem dlaczego u pana Jana T. jest tyle nienawiści skrywanej pod płaszczykiem profesjonalizmu i wszechobecnego znawstwa nazywanego expertowaniem. Moim zdaniem pan Jan T. nie zna umiaru dozwolonej krytyki i pod każdym względem próbuje pokazać jakim to ON jest wielkim piłkarzem. Zapomina o tym, że ten okres "orłów" już się skończył i kibice nie będą wiecznie żyć wspomnieniami. Poza tym Pan T. zapomniał już chyba jak parę razy siadał na tyłku, a rywal wręcz go ośmieszał. A kiedy podczas jednego z meczy został posadzony na ławce, a w bramce wystąpił młokos to wtedy pan Jan T. urządził takie fochy, że dzisiejsze "gwiazdory" przy nim bledną. To jest kolejny dowód potwierdzający regułę, że w wieku emerytalnym człowiek jeszcze bardziej dąży do władzy za wszelką cenę i nie rozumie że jego czas już minął i to bezpowrotnie... Napewno pamiętacie studio mundial w dwójce, gdzie pan T. bazgrał po ekranie różne bohomazy i twierdził, że tak właśnie powinno być... Swoją drogą gdyby nikt nie popełniał błędów tak jak to gryzmolił T. to na mistrzostwach mecze kończyły by się remisami 0-0. Moim zdaniem dobrze jest krytykować siedząc w studio i dobrze jest krytykować także mi... Ale zaznaczam, że szanuję i doceniam pana T. za jego osiągniecia, z DRUŻYNĄ, a nie samemu. Myślę jednak, że powinien on sobie już dać spokój z dogryzaniem i powiedzmy sobie szczerze chamskim krytykowaniem drugiego. (nawet słynny w AM o.Rydzyk nie przekracza pewnych granic chamstwa). Mam nadzieję, że w
związku z tym, że kadrą i otoczką rządzi Boniek, to do komentowania sytuacji na boisku ze studia w Warszawie nie będzie zapraszany pan Jan T. i nie będę narażony na straty materialne wynikłe z niewłaściwego użytkowania
odbiornika telewizyjnego... ;). A wracając do Bońka i JEGO eliminacji to mecz z San-Marino powinien być dawkowany jako doskonały środek nasenny... Z jednego się cieszę... Engel miał rację co do Wichniarka... on jest nijaki... no i co Wichniarko zwolennicy? Czyżby Engel jednak na piłce się znał...? A jeśli Boniek nie ulegnie presji wszechobecnych mediów, które są
sobie "Sterem, żeglarzem okrętem" to mam nadzieję, że w Portugalii damy łupnia Paulecie i spółce... I oby nie były to pobożne życzenia.
PS: Autor pisał ten txt ;)